Żyjemy tak długo, jak długo ktoś wypowiada nasze imię.

 

Moż­li­we, że ten tekst lepiej wybrzmiał­by na począt­ku listo­pa­da, kie­dy to gania­my się po cmen­ta­rzach i nagrob­kach. Wte­dy dużo mówi się o pamię­ci, o któ­rej potem się zapo­mi­na, by zno­wu przy­po­mnieć sobie o niej, gdy minie kolej­ny rok.

 

Co roku całą rodzi­ną odwie­dza­my ten grób. Na jego pły­cie wypi­sa­ne są aż trzy nazwi­ska, trzy daty uro­dze­nia i trzy daty śmier­ci. Naj­młod­sza z dat się­ga do nasze­go wie­ku, następ­na w kolej­no­ści jest data z wie­ku XX, jed­nak naj­bar­dziej w oczy rzu­ca się data: 3 stycz­nia 1863. Sto­jąc przy tym nagrob­ku nie czu­ję smut­ku po stra­co­nych ludziach, bo żad­ne­go z nich nie zna­łam, nawet tej oso­by, któ­ra umar­ła w naszych cza­sach. Nie czu­ję żalu, czy stra­chu przed śmier­cią. Wła­ści­wie nie czu­ła­bym nic, gdy­by nie ta data. 3 stycz­nia 1863. Czy to moż­li­we, że ktoś, kto żył w XIX wie­ku znaj­du­ję się zale­d­wie parę metrów pode mną?

 

Nie zro­zum mnie źle, nie widzę nic dziw­ne­go w sta­niu nad wie­ko­wym gro­bem. Sta­łam już przy takich nie raz i Ty zapew­ne też i wca­le nie mie­li­śmy w tym cza­sie dziw­nych myśli o życiu i śmier­ci. Ale to dla­te­go, że były to mogi­ły ludzi wiel­kich. Takich, któ­rych nagrob­ki sto­ją w kościo­łach, zam­kach lub na słyn­nych cmen­ta­rzy­skach. Kró­lo­wie, pisa­rze, sła­wy, mala­rze, filo­zo­fo­wie. Świat o nich nie zapo­mi­na, nie pozwa­la im znik­nąć pomię­dzy tysią­ca­mi nagrob­ków, któ­re w koń­cu zosta­ną zastą­pio­ne przez kolej­ne tysią­ce nagrob­ków. Oni zosta­ją zapa­mię­ta­ni, a ich gro­by odwie­dza­ją nie tyl­ko rodzi­ny. Pisa­łam, że sto­jąc przed tym gro­bem nie czu­ję stra­chu przed śmier­cią. Czu­ję strach przed prze­cięt­no­ścią. Jakież szczę­ście miał ten nie­bosz­czyk, że cho­ciaż był zwy­kłym czło­wie­kiem, któ­ry niczym nie zapi­sał się na kar­tach histo­rii, jego grób odna­la­zła rodzi­na, prze­nio­sła na inny cmen­tarz i wyry­ła w kamie­niu jego nazwi­sko. Tysią­ce takich jak on, prze­cięt­nych ludzi, ode­szło z tego świa­ta nie zapa­mię­ta­nych, ich nagrob­ki znik­nę­ły pod inny­mi, a mu się cho­le­ra uda­ło!

 

Z gro­ba­mi jest tak, że wła­ści­wie odwie­dza­ją je tyl­ko rodzi­ny zmar­łych. Może cza­sem jakiś przy­ja­ciel, ale nikt wię­cej. Cór­ki przy­cho­dzą do matek. Wnucz­ki pamię­ta­ją o bab­ciach, pra­wnucz­ki wie­dzą, że powin­ny tam zapa­lić znicz, bo leży tu ktoś tam z ich rodzi­ny. Jeśli następ­ne poko­le­nie będzie pamię­tać o tym kawał­ku kamie­nia, to będzie to cud. Póź­niej już nikt go nie odwie­dzi. Po stu kil­ku latach prze­ko­pie się te gro­by, by zro­bi­ły miej­sce dla kolej­nych zmar­łych.

 

Przeciętność

 

Nie wystar­czy zostać mat­ką trój­ki dzie­ci, lub per­fek­cyj­ną panią domu. To nie wybi­ja niko­go ponad prze­cięt­ność. Cza­sem jed­nak czło­wiek się łudzi, że te małe kro­ki, któ­re codzien­nie podej­mu­je, by stać się lep­szym, dopro­wa­dzą go do cze­goś wię­cej niż zim­na gra­ni­to­wa pły­ta mię­dzy tysią­cem innych zim­nych gra­ni­to­wych płyt. I słusz­nie. Te małe kro­ki mogą mieć wiel­ką moc. Nie zawsze dopro­wa­dzą nas do nie­śmier­tel­no­ści, ale my, któ­rzy jej ocze­ku­je­my nie powin­ni­śmy oce­niać tych, któ­rzy do niej nie dążą. Są takie gesty, któ­re zapa­da­ją w pamięć, mogą pozo­stać z czło­wie­kiem do koń­ca jego dni. Uśmiech i pomoc­na dłoń, nie­kie­dy drob­ny pie­niądz, a nie­kie­dy tyl­ko poda­ro­wa­ny czas i kil­ka osób nie zapo­mni o nas już nigdy. Aż po kres swo­je­go życia.

 

Tyl­ko cza­sem przy­po­mni się ta data. 3 stycz­nia 1863 i cały świat prze­wró­ci się do góry noga­mi, bo zapy­tam samą sie­bie. Czy to wszyst­ko ma sens?

 

Gdy zga­sną świe­ce tych, dla któ­rych nie byłam jed­ną z wie­lu, nie pozo­sta­nie nikt, kto wspo­mni moje imię. Bo żyje­my tak dłu­go, jak dłu­go ktoś wypo­wia­da nasze imię, czy to w myślach czy na głos. Umie­ra­my, gdy już nikt o nim nie pamię­ta, lub gdy odcho­dzi ktoś, kto nosił je w ser­cu. Nie wiem, czy też zda­rza Ci się odczu­wać strach przed prze­cięt­no­ścią, czy zasta­na­wiasz się nad tym, czy ktoś jesz­cze wypo­wie Two­je imię, gdy Cie­bie już tu nie będzie. Co Two­im zda­niem zapew­nia nam nie­śmier­tel­ność? Ktoś kie­dyś powie­dział, że ponad prze­cięt­ność wybi­je się ten, któ­ry będzie chciał to zro­bić, ale czy to praw­da?

 

Do następ­ne­go czy­ta­nia.

Ania

Fol­low

  • zda­rza­ło mi się zasta­na­wiać nad tym, jak bar­dzo moja śmierć zra­ni moich bli­skich i jak szyb­ko o mnie zapo­mną. Czy to zale­ży od tego jak prze­cięt­nym czło­wie­kiem byłam? Wyda­je mi się, że raczej od tego, jak ktoś mnie postrze­gał.

    Ale Two­je prze­my­śle­nia, dały mi dużo do myśle­nia ;) nad tą ową prze­cięt­no­ścią.

  • Tyl­ko wła­ści­wie czy waż­ne jest dla nas, żeby­śmy byli pamię­ta­ni po śmier­ci? Czy może jed­nak waż­niej­sze jest utrzy­my­wa­nie dobrych rela­cji z bli­ski­mi pod­czas życia? Mi to zapo­mnie­nie wyda­je się nor­mal­ną spra­wą. Faj­nie, jeśli ktoś będzie o mnie pamię­tał sto lat po śmier­ci, ale co mi po tym? Waż­ne, żebym zapi­sa­ła się dobrze w ser­cach naj­bliż­szych ;)

  • ehhh masz bar­dzo dużo racji ale w życiu faj­ne jest to, że zamiast się tej prze­cięt­no­ści oba­wiać i nad tym się zasta­na­wiać moż­na robić coś faj­ne­go, żeby się z prze­cięt­no­ści wybić :)

  • pyzan­na

    pole­cam baj­kę ” księ­ga życia”. Daje do myśle­nia …

    • Okej, spraw­dzę! Dzię­ku­ję. :)

  • Masz rację — ten tekst zupeł­nie nie­wa­ka­cyj­ny! Zawsze kie­dy odwie­dzam cmen­tarz sta­ram się przy­po­mnieć wszyst­ko to, co usły­sza­łam o danych oso­bach, cho­ciaż wia­do­me — pamięć o nich zacie­ra się wraz z kolej­nym poko­le­niem. Nigdy nie myśla­łam o tym, kto mnie wspo­mi­nać mnie, ale mam nadzie­ję, że będą to same miłe rze­czy ;)

    • Podob­no zmar­łych nie wypa­da źle wspo­mi­nać. ;)

  • Moja bab­cia nie żyje już pra­wie od deka­dy, ale była tak wspa­nia­łą oso­bą, że cała rodzi­na do dziś ją mile wspo­mi­na i powta­rza jej sło­wa. Myślę, że to oso­by odda­ne i ser­decz­ne są naj­czę­ściej zapa­mię­ty­wa­ne. To te małe gesty, po naszej śmier­ci oka­żą się bar­dzo zna­czą­ce i nie pozwo­lą innym zapo­mnieć, że kie­dyś tu byli­śmy.

    • Musia­ła być wyjąt­ko­wą oso­bą. :)

  • Mogę być prze­cięt­na dla świa­ta. I zapew­ne taka będę — jak więk­szość ludzi. Ale waż­ne, to nie być prze­cięt­nym dla tej garst­ko osób, z któ­ry­mi dzie­li­my swo­je życie. Naj­gor­szą poraż­ką dla mnie był­by moment, w któ­rym oka­za­ło­by się, że moi bli­scy o mnie zapo­mnie­li po mojej śmier­ci. I nie mówię tutaj o doży­wot­niej żało­bie, nie. Ale chcia­ła­bym, żeby kie­dyś moje dzie­ci czy wnu­ki (o ile będę takie mia­ła) uśmiech­nę­ły się z myślą o mnie. :) To koniecz­nie musi być uśmiech — nie płacz. :)

  • Patry­cjal­kee

    Rodzi­my się sami i sami umie­ra­my. Jedy­nie przez życie może­my przejść z kimś.

  • Może to dziw­ne, ale nigdy nie zasta­na­wia­łam się kto będzie o mnie pamie­tał. Jed­nak uwa­żam, że powin­ni­śmy opo­wia­dać następ­nym poko­le­niom o waż­nych dla nas oso­bach, któ­rych nie­ste­ty już z nami nie ma. Zapa­la­jąc znicz 1 listo­pa­da, ktoś wspo­mni histo­rię, pomy­śli o TEJ oso­bie, a nie auto­ma­tycz­nie odpa­li lamp­kę “bo tak trze­ba”. Tak pamięc o nich prze­trwa.

  • Pięk­nie to uję­łaś Aniu, to takie praw­dzi­we… :)