Bullet journal vs. kalendarz. Co jest lepsze?

Trzask był wystar­cza­ją­co gło­śny, by sto­ją­cy 5 metrów dalej pra­cow­nik skle­pu odwró­cił się w moją stro­nę. Rzu­ci­łam tym kalen­da­rzem i wyszłam. Szu­ka­łam cze­goś prak­tycz­ne­go, z ład­nym desi­gnem. Może i tro­chę się spóź­ni­łam, w koń­cu mie­li­śmy sty­czeń. Wyszłam wku­rzo­na myśląc o cenach, któ­re win­du­je ład­na, paste­lo­wa okład­ka. A wnę­trze? Wszę­dzie takie same, jak­by sko­pio­wa­ne przez sze­reg firm z tego jed­ne­go, dar­mo­we­go źró­dła. Bo po co zatrud­niać gra­fi­ka, jak moż­na wal­nąć ten sta­ro­świec­ki design i zle­cić zapro­jek­to­wa­nie jedy­nie okład­ki?

 

 

W ten spo­sób posta­no­wi­łam, że kalen­da­rza nie kupię. Że naj­wy­żej będę pla­no­wać wszyst­ko na poje­dyn­czych kart­kach, a waż­niej­sze daty zapi­sy­wać w tele­fo­nie. I wte­dy przy­po­mnia­łam sobie o idei bul­let jour­nal, któ­rą nie­gdyś odrzu­ci­łam. Nie chcia­łam inwe­sto­wać cza­su w two­rze­nie pięk­ne­go desi­gnu moje­go zeszy­tu. Ale sko­ro nie dosta­łam go w skle­pie, to uzna­łam, że jakoś w życiu trze­ba sobie radzić.

 

 

 

bullet journal vs kalendarz co lepsze

 

Czym jest bullet journal?

 

 

Otóż bul­let jour­nal to zeszyt, w któ­rym może­my zapi­sać wła­ści­wie wszyst­ko, co dla nas waż­ne. Domi­nu­je zasto­so­wa­nie go jako kalendarz/planner z mały­mi udo­sko­na­le­nia­mi i per­so­na­li­za­cją. I tak w bul­let jour­nal może­my pla­no­wać dzień, zapi­sy­wać swo­je listy marzeń, listy życzeń, fil­my do zoba­cze­nia, książ­ki do prze­czy­ta­nia pla­ny na waka­cje, cyta­ty, ćwi­cze­nie wdzięcz­no­ści, gene­ral­nie wszyst­ko, co chce­my mieć gdzieś zano­to­wa­ne.

 

 

Skądś to znam i chy­ba pro­wa­dzi­łam takie zeszy­ty odkąd nauczy­łam się pisać. Zbie­ra­łam w nich cyta­ty, pla­no­wa­łam moją przy­szłość jako zna­na pisar­ka i pro­jek­to­wa­łam ubra­nia a nawet two­rzy­łam przy­kła­do­we maki­ja­że. Zresz­tą póź­niej też mia­łam zeszyt do snów, zeszyt dla wdzięcz­no­ści, zeszyt na mądro­ści z ksią­żek… Widzi­cie, nazwa­nie cze­goś, co ludzie robią od setek lat two­rzy coś nowe­go. Nie cze­pia­jąc się tego odkry­cia przejdź­my dalej. Bo coś zmier­z­ła się ostat­nio zro­bi­łam. ;D

 

 

Bullet journal vs. kalendarz

 

Bul­let jour­nal

PLUSY

  • Możesz sama zapla­no­wać, jak będzie wyglą­dał Twój plan­ner i co się w nim znaj­dzie. Two­rzysz swój wła­sny design.
  • Możesz zawrzeć w nim takie sys­te­my planowania/listy, jakie tyl­ko chcesz.
  • Jest tani. Kosz­tu­je dokład­nie tyle, ile wydasz na zeszyt. Cho­ciaż wpa­da­jąc w manię zdo­bie­nia możesz wydać spo­ro kasy na naklej­ki, fla­ma­stry i inne takie.

MINUSY

  • Jest cza­so­chłon­ny. Musisz poświę­cić czas na jego stwo­rze­nie.
  • Wca­le nie musisz być zado­wo­lo­na ze swo­je­go zeszy­tu. Może się tak zda­rzyć, że bar­dziej się nawku­rzasz niż nacie­szysz.

 

Kalen­darz

PLUSY

  • Okre­ślo­ny design, któ­ry może być plu­sem i minu­sem rów­no­cze­śnie. Plu­sem, jeże­li nie masz zdol­no­ści pla­stycz­nych, a wygląd kalen­da­rza Ci się podo­ba i minu­sem, jeże­li zdol­no­ści pla­stycz­ne masz, a tra­fi­łaś na stan­dar­do­wy nud­ny kalen­darz.
  • Nie wyma­ga nakła­du pra­cy. Poma­ga Ci zaosz­czę­dzić czas.

MINUSY

  • Okre­ślo­ny spo­sób pla­no­wa­nia i pola dodat­ko­we typu: cele/listy, na któ­re nie masz wpły­wu.
  • Trze­ba go kupić, a więc i za nie­go zapła­cić. Na pew­no wię­cej niż za zwy­kły zeszyt, cho­ciaż i tu może być róż­nie.

 

 

Moje poczy­na­nia z bul­let jour­nal zaczę­ły się od wyzna­cze­nia sek­cji na blo­go­we pla­ny. Wypeł­ni­łam ją w jed­nym mie­sią­cu i póź­niej… nigdy wię­cej do niej nie wró­ci­łam. Nie chcia­łam też two­rzyć całe­go kalen­da­rza, ponie­waż nie mia­łam ocho­ty poświę­cać cza­su na wypi­sa­nie 365 kar­tek i ozdo­bie­nie ich. Uzna­łam więc, że będę pla­no­wać tyl­ko poszcze­gól­ne dni, że będę to robić wte­dy, gdy będę tego potrze­bo­wać. Skoń­czy­ło się tak, że zapi­sy­wa­łam wszyst­ko na luź­nych kart­kach, bo uzna­łam, że to wygod­niej­sze. Wola­łam mieć “coś na wierz­chu”. Mam już zeszyt wdzięcz­no­ści, zeszyt poświę­co­ny blo­go­wi i taki, w któ­rym wypi­su­ję swo­je życio­we marze­nia, naj­waż­niej­sze infor­ma­cje z prze­czy­ta­nych ksią­żek itp. itd. Tak napraw­dę pro­wa­dzę wszyst­ko to, co może znaj­do­wać się w bul­let jour­nal już od lat, tyle że w innej for­mie.

 

 

 

bullet journal vs kalendarz co lepsze

 

Co zmieniło się w moim życiu podczas prowadzenia, a właściwie nieprowadzenia bullet journal? Jak na moje życie wpłynął brak kalendarza?

 

 

Mam na ten temat dwie teo­rie. Z jed­nej stro­ny wyda­je mi się, że cof­nę­łam się w roz­wo­ju, że nie jestem już taka zor­ga­ni­zo­wa­na jak kie­dyś. Nie potra­fię zerwać się rów­no z budzi­kiem i wypeł­nić per­fek­cyj­nie har­mo­no­gram dnia. Zada­nia, któ­re wypi­su­ję na kart­kach nie są dla mnie aż tak waż­ne. Rozu­miem, że muszę je wyko­nać, ale w ogó­le mi się nie śpie­szy. Nie mam żalu, że je odkła­dam. Nie prze­szka­dza mi, że ich nie speł­niam. Sta­łam się nie­zor­ga­ni­zo­wa­na i roz­le­ni­wio­na. Oczy­wi­ście nie wszyst­ko spo­wo­do­wa­ne jest bra­kiem kalen­da­rza. Może to po pro­stu taki moment w życiu, może 6 mie­się­cy we Wło­szech…

 

 

Dru­ga teo­ria mówi o tym, że sta­łam się wol­na. Po pro­stu nie stre­su­ję się tak jak kie­dyś tym, co zapi­sa­łam sobie w pla­nie. Nie przej­mu­ję się, że go nie zre­ali­zo­wa­łam. Cza­sem nie pla­nu­ję nic i nie myślę o tym, że powin­nam. Cho­dzi o to, że czę­sto sama kre­owa­łam sobie obo­wiąz­ki, któ­rych wypeł­nie­nie było dla mnie defi­ni­cją szczę­ścia. Mogłam być szczę­śli­wa tyl­ko, gdy wyra­bia­łam się z pla­nem. To cho­re. Tym bar­dziej, że tak napraw­dę moim jedy­nym obo­wiąz­kiem było wte­dy np. stu­dio­wa­nie. Dla­cze­go więc stre­so­wa­łam się nie­zro­bie­niem cze­goś, na co mia­łam ocho­tę. Mia­łam ocho­tę pouczyć się wło­skie­go, mia­łam ocho­tę napi­sać tekst na blo­ga. To nie są moje obo­wiąz­ki, a ja byłam zła na sie­bie, że ich nie wyko­na­łam. To tak, jak­bym wku­rza­ła się o to, że nie zja­dłam ciast­ka, kie­dy mia­łam na nie ocho­tę. Zresz­tą o tym, jakie ryzy­ko nie­sie ze sobą regu­lar­ne pla­no­wa­nie pisa­łam już w żar­to­bli­wym tek­ście: co dzie­je się ze sta­ry­mi kalen­da­rza­mi oraz w Ludzie maszy­ny. Dla­te­go cie­szę się ze zmia­ny, jaką dało mi 8 mie­się­cy bez kalen­da­rza.

 

 

bullet journal vs kalendarz co lepsze

 

 

Dlaczego jednak kupiłam kalendarz?

 

 

Zro­bi­łam to, bo i tak pró­bo­wa­łam zapi­sy­wać swo­je pla­ny na poje­dyn­czych kart­kach, więc wygod­niej będzie, gdy prze­sta­ną się walać po biur­ko. Potra­fię już odciąć się emo­cjo­nal­nie od pla­nu dnia. Pla­nu­ję utrzy­mać sta­ry sys­tem zapi­sy­wa­nia wszyst­kich moich nota­tek. Kalen­darz słu­ży pla­no­wa­niu cza­su, a listy marzeń, cyta­ty, książ­ki war­te prze­czy­ta­nia, wdzięcz­ność itp. notu­ję w innym miej­scu. Jeże­li cho­dzi o meto­dę pla­no­wa­nia, to godzę się na tę, któ­rą ofe­ru­je kalen­darz. Ten bie­dron­ko­wy, któ­ry kupi­łam w tym roku bar­dzo mi odpo­wia­da, ponie­waż mam dużo miej­sca na cały plan dnia i szcze­gó­ło­we wypi­sa­nie zadań.

 

 

A czy Ty zna­la­złeś już swój ide­al­ny kalen­darz? Bo jeśli nie, to tak się skła­da, że możesz mieć wpływ na powsta­nie tako­we­go. Roz­pa­tru­ję wypusz­cze­nie wła­sne­go kalen­da­rza i chcę zapy­tać Cię, cze­go od takie­go kalen­da­rza wyma­gasz. Jak ma wyglą­dać? Z jakich sys­te­mów pla­no­wa­nia lubisz korzy­stać? Jakie powi­nien mieć dodat­ko­we funk­cje? Te pyta­nia zawar­łam w poniż­szej ankie­cie i będę wdzięcz­na za jej wypeł­nie­nie. Hej, może wyj­dzie z tego Twój kalen­darz ide­al­ny!

 

ANKIETA: Pomóż mi stworzyć idealny kalendarz dla Ciebie!

 

 

 

Do następ­ne­go czy­ta­nia!

Ania

  • Ja uży­wam BuJo i jestem bar­dzo zado­wo­lo­na, uła­twia mi to i stu­dio­wa­nie i życie ;)
    Zapra­szam :)

  • Mnie usa­tys­fak­cjo­nu­je chy­ba dopie­ro taki kalen­darz, jaki sama napi­szę, ale na to na razie cza­su brak :p Dla­te­go idę na eks­tre­mal­ną łatwi­znę i mam plik w win­dow­so­wym notat­ni­ku, któ­ry nazy­wa się np “SIERPIEŃ 2017.txt” a do tego zwy­kły zeszyt “do wszyst­kie­go”. Moż­na i tak :p Inną opcją, któ­ra w mia­rę się u mnie spraw­dza­ła było dru­ko­wa­nie plan­ne­rów z róż­nych blo­gów i spi­na­nie ich w segre­ga­to­rze.

  • Przez ostat­nie dzie­sięć lat mia­łam róż­ne­go rodza­ju kalen­darz, a od mar­ca tego roku prze­rzu­ci­łam się na Bul­let Jour­nal i spraw­dza się u mnie ide­al­nie. Nie mam jakichś wiel­kich zdol­no­ści pla­stycz­nych, więc mój BuJo jest bar­dzo pro­sty, ale wyzna­ję zasa­dę, że ‘less is more’ i bar­dzo mi się taki pro­sty spo­sób orga­ni­za­cji życia podo­ba :)

    • Mój też był bar­dzo mini­ma­li­stycz­ny, bo nie mia­łam cza­su na jego upięk­sza­nie i moze to był pro­blem. 🤔 Chy­ba po pro­stu muszę mieć coś ład­ne­go, żeby się zmo­ty­wo­wać do pro­wa­dze­nia tego. 😂

  • Mag­da­le­na Gro­blic­ka

    Byłam zachwy­co­na ideą Bul­let Jour­na­lu. Przez jakiś mie­siąc…
    Wszyst­ko faj­nie, sama two­rzę, kreu­ję, pla­nu­ję, wymy­ślam. I tak nad­szedł dzień, kie­dy potrze­bo­wa­łam zapi­sać ter­min na kolej­ny tydzień… Ale jak to?! Prze­cież tabel­ki mam zro­bio­ne na obec­ny tydzień. I tak zakoń­czy­ła się nasza przy­jaźń. Cho­ciaż nie do koń­ca. Z szu­fla­dy wyję­łam sta­ry kalen­darz i jest to typo­wo kalen­darz na pla­ny, ter­mi­ny, spo­tka­nia. A daw­ny Jour­nal został pamięt­ni­kiem i zbio­rem wszyst­kie­go, co “kie­dyś na pew­no mi się przy­da”. :D

    Pozdra­wiam Cię ;))

  • Ja mam bul­let jour­nal już od roku i bar­dzo go lubię ;) Roz­pi­skę na dany mie­siąc robię zawsze mini­ma­li­stycz­ną, dzię­ki cze­mu nie zaj­mu­je mi to dużo cza­su. Okład­ka Two­je­go kalen­da­rza z Bie­dro jest boska! ;)

  • Pró­bo­wa­łam z BuJo, ale to nie dla mnie. Fakt, tro­chę zaba­wy w tym było, ale jakoś tak wolę otwo­rzyć kalen­darz i po pro­stu noto­wać, co mi potrzeb­ne. Roz­kła­du godzin trzy­mam się luź­no, po pro­stu zapi­su­ję te naj­waż­niej­sze, umó­wio­ne rze­czy do zro­bie­nia i tyle. A resz­tę wpi­su­ję pomię­dzy i robię jak mam czas. Ale cza­sem mój kalen­darz jest peł­ny i kolo­ro­wy, a innym razem puściut­ki :D I co? I nic. Też wycho­dzę z per­fek­cjo­ni­zmu robie­nia wszyst­kie­go. Co mogę, to robię, cze­go nie to nie i koniec tema­tu :D

  • Ja korzy­stam na zmia­nę z kalen­da­rza mie­sięcz­ne­go od Ali­ny z desi­gny­our­li­fe albo Mag­dy z mypink­plum :) takie­go codzien­ne­go ide­al­ne­go jesz­cze nie zna­la­złam, w każ­dym albo cze­goś bra­ku­je albo ma cze­goś za dużo. W pra­cy korzy­stam z naj­zwy­klej­sze­go z bie­dron­ki ale jest on bar­dziej jako codzien­ny notat­nik niż do pla­no­wa­nia.

  • Moim zda­niem wygra­łaś! Bo ja oso­bi­ście jestem więź­niem pla­nu, har­mo­no­gra­mu i kalen­da­rza. a jak coś idzie nie­zgod­nie z pla­nem to jestem zła i sfru­stro­wa­na :( Nawet jeśli pla­ny pokrzy­żu­je mi POGODA. To jest dopie­ro CHORE :(

  • Zosia

    Bul­let jour­nal w ogó­le nie jest cza­so­chłon­ny. Nie potra­fię sobie wyobra­zić bar­dziej spraw­ne­go pla­no­wa­nia niż zapi­sa­nie daty i listy rze­czy do zro­bie­nia na dany dzień…

    • Wła­śnie jest cza­so­chłon­ny jak się chce go ozda­biać, ale tak ja Ty mówisz, no to ja nie umia­łam pro­wa­dzić, bo mi się nie podo­bał. ;D

      • Zosia

        To już jak kto woli. Mnie podo­ba się to, że jest prak­tycz­ny :)

  • bbi­ka

    Od roku korzy­stam z bujo. Naj­pierw w zeszy­cie kupio­nym w tk maxxie, chy­ba con­cep­tum, teraz zama­rzył mi się orga­ni­zer od Miss Plan­ner. Wyszło dro­go, ale ma star­czyć na kil­ka lat (wma­wiam sobie).
    Nie zgo­dzę się, że Bujo jest cza­so­chłon­ny. Może taki być, jeśli sobie na to pozwo­lisz. Jasne, stwo­rze­nie cało­ści tro­chę zaj­mu­je, zwłasz­cza, gdy się two­rzy kil­ka list z odha­cza­niem obej­rza­nych odcin­ków seria­li (btw, naj­lep­sza lista w moim bujo ever). Ale gdy głów­ny zamysł już jest, to pla­no­wa­nie kolej­nych dni/tygodni zaj­mu­je tyl­ko co wypi­sa­nie dni tygo­dnia i dat i ich ewen­tu­al­ne pod­kre­śle­nie na kolo­ro­wo. Żaden kalen­darz nigdy mi nie odpo­wia­dał, zawsze albo mi cze­goś bra­ko­wa­ło, albo się nudzi­ło po jakimś cza­sie. Dzię­ki Bujo two­rzę co chcę :) Na począt­ku marzy­ły mi się wszel­kie trac­ke­ry, ba — chcia­łam je wypeł­niać kolo­ro­wy­mi maza­ka­mi! każ­da pier­do­ła innym kolo­rem! :D Póź­niej poszło na szczę­ście mini­ma­li­stycz­nie, mam ulu­bio­ny różo­wy dłu­go­pis do odha­cza­nia, czar­ny do wszyst­kie­go i jeden mazak z kolo­rem mie­sią­ca. Uwiel­biam two­rzyć listy i sobie zazna­czać, co zro­bi­łam, a co nie (w prze­ci­wień­stwie do Cie­bie, Aniu, nie mam na szczę­ście żad­nych zło­ści na sie­bie, że coś nie jest zro­bio­ne, na to jestem za leni­wa ;). Sys­tem Bujo to naj­lep­sze co mogło mi się przy­da­rzyć przez ostat­ni rok :)

    • Mia­łam na myśli wła­śnie sytu­ację, w któ­rej ktoś chce ozda­biać cały bujo. :) Ale total­nie zda­ję sobie spra­wę, że wie­lu, wie­lu oso­bom to pasu­je i że moż­na pro­wa­dzić go mini­ma­li­stycz­nie, tak jak Ty to robisz. Zazdrosz­czę nawet, bo myśla­łam, że może mnie wcią­gnie, no ale się nie uda­ło. ;D

  • A ja jak zwy­kle rebel Hipis i kupi­łam w tym roku… kalen­darz nauczy­cie­la. Bo był leciut­ki, malut­ki, miał ślicz­ną okład­kę z jakąś histo­rycz­ną mapą i był obło­żo­ny folią, za któ­rą wkła­dam zdję­cia. Jedy­ne, cze­go się “słu­cham” w kalen­da­rzu to dni. Ale wszyst­kie miej­sca na róż­ne notat­ki ole­wam, prze­kre­ślam opis “Oce­ny uczniów” i wpi­su­ję “Książ­ki do wypo­ży­cze­nia” albo po pro­stu “COŚ”. Co — wyj­dzie w pra­niu.
    Mój kalen­darz musi być malut­ki, żeby mi się chcia­ło go wszę­dzie tar­gać, oraz żebym mogła łatwo go malo­wać i ozda­biać (to zna­czy, wyży­wać się na nim). Pre­fe­ru­ję jeden tydzień na roz­kła­dów­kę.
    Żyłam rok bez kalen­da­rza (ten, któ­ry kupi­łam był nie­ład­ny i nie chcia­łam go nosić) i szcze­rze mówiąc po pro­stu mia­łam tro­chę kolo­ro­wych kar­tek nakle­jo­nych nad sto­łem. Na stu­diach nie mam za dużo ter­mi­nów do zapi­sa­nia, naj­wy­żej den­ty­stę czy duże kolo­kwium. Nie robię pla­nów dnia. Pró­bo­wa­łam — i tak je ole­wam, a wszyst­ko robię swo­im ryt­mem, jak wypad­nie. Poza tym pamię­tam, co muszę zro­bić, mam dość upo­rząd­ko­wa­ny mózg. Jak nie pamię­tam — kar­tecz­ka na ścia­nę.
    Muszę się pochwa­lić, że mój kalen­darz z kla­sy matu­ral­nej jest wręcz dzie­łem sztu­ki i wie­lo­krot­nie był kom­ple­men­to­wa­ny. :D

    • Haha, z tym typo­wym, kla­sycz­nym desi­gnem? ;D
      Zazdrosz­czę tego mózgu! Ja to jed­nak potrze­bu­ję wszyst­ko sobie zapi­sać. A masz zdję­cia tego kalen­da­rza z kla­sy matu­ral­nej? :)

  • Edzia

    Ja korzy­stam z takie­go orga­ni­ze­ra podob­ne­go do tego niżej. U mnie spraw­dza się świet­nie :) Co praw­da, kart­ki sobie sama przy­ci­nam i sama je wypeł­niam, bo wte­dy nie mar­nu­ję w ogó­le miej­sca na stro­nie (rzecz, któ­ra strasz­nie mnie dener­wu­je w goto­wych kalen­da­rzach), ale robię to zazwy­czaj pod­czas oglą­da­nia seria­li. Dla mnie to roz­wią­za­nie ide­al­ne, bo jak zacznę two­rzyć jakąś listę, któ­rej jed­nak nie potrze­bu­ję, to po pro­stu ją wypi­nam, tak samo ze stro­na­mi kalen­da­rzo­wy­mi, któ­re są już przedaw­nio­ne. Czer­pię inspi­ra­cje z bul­let jour­na­li na pin­te­re­ście, ale nie nazy­wam tego bul­let jour­na­lem, tyl­ko orga­ni­ze­rem :D Ogól­nie pole­cam, faj­na spra­wa :) A jak ktoś nie ma ocho­ty sam przy­ci­nać i dziur­ko­wać kar­te­czek, to goto­we moż­na kupić lub wydru­ko­wać, więc to też nie jest pro­blem. Sam orga­ni­zer może za to tro­chę kosz­to­wać, ale ja mój wypa­trzy­łam na olx za 5 zł :D Nie jest w sza­ło­wym kolo­rze, ale wnę­trze ma naj­pięk­niej­sze i naj­moj­sze <3
    http://najtanszegadzety.eu/userdata/gfx/02ff268dbb06fd5952c90346c9f0f997.jpg

    • Bar­dzo faj­ne roz­wią­za­nie, na któ­re nie wpa­dłam! Może to jest pomysł, żeby zro­bić kalen­darz z taki­mi wpi­na­ny­mi kart­ka­mi. Hmmm. ;D

      • Edzia

        Ja go uwiel­biam, pozo­sta­wia nie­mal nie­ogra­ni­czo­ne pole do mody­fi­ka­cji, bo jak coś się nie podo­ba, to po pro­stu to wypi­na­my i tyle :D

  • Ja uży­wam Bul­let Jour­nal i bar­dzo dobrze mi się spraw­dza, ale ja bar­dzo lubię bawić się w ryso­wa­nie tabe­lek, kle­je­nie itp. Dru­ko­wa­ne kalen­da­rze zde­cy­do­wa­nie mi nie paso­wa­ły 😉

  • Mate­usz Kla­kus

    To ja się może tro­szecz­kę roz­pi­szę!
    Kalen­da­rze róż­ne­go typu kupo­wa­łem od maleń­kie­go. Zaczy­na­jąc od tych naj­tań­szych i naj­bar­dziej pospo­li­tych, koń­cząc na ciut bar­dziej ambit­nych. Ale zazwy­czaj odpa­da­ły po kil­ku dniach, już mi się nawet ład­ny stos na maku­la­tu­rę nazbie­rał!
    Jed­nak praw­dzi­wą przy­go­dę z pla­no­wa­niem zaczą­łem w I liceum. Mia­łem jakiś malut­ki kalen­da­rzyk, aby sobie zapi­sy­wać wszyst­kie ter­mi­ny i tyle. Jak robi­łem listy zadań na dni/weekend to osob­ne kar­tecz­ki, naj­czę­ściej nakle­jo­ne na lap­to­pa (abym nie zapo­mniał). Jed­nak pod koniec roku tra­fi­łem na Bul­let Jour­nal… i na począt­ku wyda­łem gru­be myl­jo­ny (no dobra, pra­wie wca­le XD) na ład­niut­ki zeszy­cik, całe wie­czo­ry ryso­wa­łem pier­do­ły (bo sle­ep trac­ker, mocz trac­ker, oddy­cha­nie trac­ker), ozda­bia­łem i robi­łem nie­prak­tycz­ne tabel­ki, któ­re mi nic nie dawa­ły. I się wku­rza­łem, bo było brzyd­ko. Rzu­ci­łem to w cho­le­rę po tygo­dniu i ciao.
    We wrze­śniu, w dru­giej kla­sie, kupi­łem kalen­darz z Bie­dry. Wyrzu­ci­łem go po tygo­dniu bo był za duży, posze­dłem po naj­tań­szy zeszyt w krop­ki i wró­ci­łem do bujo.
    Już na spo­koj­nie. Bez baje­rów, bez udziw­nień. Bez ozdo­bień. One są dla mnie zbęd­ne, a jak już to jakieś poje­dyn­cze nakle­jecz­ki czy obraz­ki dla śmie­chu. To ma być mój kalen­darz, a nie!
    Jed­nak poma­ga mi. Tak jak ty pro­wa­dzisz milio­ny zeszy­tów do wszyst­kie­go już dłuż­szy czas, ja nigdy tego nie robi­łem. Nie zwra­ca­łem uwa­gi na takie coś. Teraz obo­wiąz­ko­wo u mnie jest spis ksią­żek prze­czy­ta­nych oraz do prze­czy­ta­nia, fil­mów do obej­rze­nia, rze­czy do kupie­nia (prio­ry­te­ty nasto­lat­ka — patel­nia gril­lo­wa :D). Naj­prost­szy pod­gląd mie­sią­ca, czy­li spis dni oraz miej­sce na wyda­rze­nia. Tabel­ka do śle­dze­nia głów­nych nawy­ków (sys­te­ma­tycz­na nauka, ćwi­cze­nia, dzień bez sło­dy­czy, któ­ry u mnie jest zako­lo­ro­wa­ny raz w mie­sią­cu), a potem układ tygo­dnio­wy. Po lewej spis zadań do zro­bie­nia w danym tygo­dniu, po pra­wej poszcze­gól­ne “5 dni” (pią­tek-nie­dzie­la zapi­su­ję jako week­end) z wypi­sa­ny­mi wydarzeniami/zadaniami, któ­re muszę wte­dy zro­bić.
    I to jest dla mnie sys­tem ide­al­ny. Cho­ciaż aktu­al­ne kalen­da­rze z Bie­dron­ki mają świet­ny roz­kład, wg mnie naj­lep­szy ze wszyst­kich dostęp­nych kalen­da­rzy w zbli­żo­nej pół­ce ceno­wej.

    • Patel­nia gril­lo­wa to jest zakup życia! Masz świet­ne prio­ry­te­ty! Ja dzię­ki niej zaczę­łam się lepiej odży­wiać. Two­ja histo­ria jest bar­dzo cie­ka­wa! I w sumie widać faj­ny roz­wój i Two­ją dro­gę, do wła­snej for­my bujo. To jest wła­śnie faj­ne w tej meto­dzie, że moż­na ją prak­ty­ko­wać po swo­je­mu. U mnie wła­śnie było tak, że też nie zdo­bi­łam za wie­le, ale i tak nie chcia­ło mi się z tego korzy­stać. Ja to muszę mieć goto­wy design. ;D

    • jeden dzień bez sło­dy­czy w mie­sią­cu to już coś <3

  • edii

    Cos co wyjąt­ków koja­rzy mi się z Toba to języ­ko­we wyzwa­nia. Może dodasz taka stro­nę gdzies z tylu zeby każ­dy mogl sobie je orga­ni­zo­wać we wła­snym zakre­sie raz w mie­sią­cu. :)

  • Mam ten sam z bie­dry, jest spo­ko :) bar­dzo insta­gra­mo­wal­ny :D