Tyle zyskasz dołączając do organizacji studenckiej! — Historia Michała.

Cho­dzi­my na stu­dia. Dzień za dniem mija, a stu­denc­kie życie wie­lu ludzi wyglą­da tak samo. Wszy­scy skoń­czy­my z tym samym papier­kiem. Co więc może wyróż­nić kon­kret­ną oso­bę na ryn­ku pra­cy? Doświad­cze­nie, na któ­re­go zdo­by­wa­nie być może nie mia­łeś cza­su lub też moż­li­wo­ści? A pomy­śla­łeś kie­dyś o orga­ni­za­cjach stu­denc­kich? Otóż tak się skła­da, że orga­ni­za­cje stu­denc­kie są… hmm.. dla stu­den­tów! Czy­li naj­praw­do­po­dob­niej dla Cie­bie! Tam poka­żesz się z dobrej stro­ny i zyskasz coś wię­cej niż tyl­ko doświad­cze­nie do CV. Odrzuć więc złe prze­ko­na­nia i strach na bok. Kom­plet­nie o nich zapo­mnij, mój stu­den­cia­ku! Mam dla Cie­bie histo­rię Micha­ła, któ­ry dzię­ki Samo­rzą­do­wi otrzy­mał pra­cę. Na tym jed­nak nie koń­czy się ta opo­wieść. Życzę Ci miłej lek­tu­ry!

 

 

Co można zyskać dzięki udzielaniu się w Samorządzie Studenckim. — Historia Michała.

 

 

Moja przy­go­da z dzia­łal­no­ścią stu­denc­ką zaczę­ła się nie­ty­po­wo, bo od rzu­ce­nia stu­diów. Ale po kolei. Po matu­rze posze­dłem na stu­dia zaocz­ne. To miał być mój spo­sób na jed­no­cze­sne usa­mo­dziel­nie­nie się i zdo­by­cie doświad­cze­nia zawo­do­we­go, któ­re już wte­dy uwa­ża­łem za waż­niej­sze od tytu­łu magi­stra. Nie­ste­ty ze wzglę­du na małe zain­te­re­so­wa­nie kie­run­kiem ana­li­ty­ka gospo­dar­cza, na któ­ry się zapi­sa­łem, osta­tecz­nie wylą­do­wa­łem na finan­sach i rachun­ko­wo­ści. Pra­cę zna­la­złem szyb­ko, w call cen­ter. Nie było to zbyt docho­do­we zaję­cie, ale zdo­by­wa­łem doświad­cze­nie, a tego prze­cież chcia­łem. Pra­co­wa­łem cza­sem po 10–12h, żeby wyro­bić swój gra­fik i mieć jakiś wol­ny dzień na powrót do domu rodzin­ne­go, bo przez 7 week­en­dów z rzę­du sie­dzia­łem na uczel­ni od 8:00 do 18:00. Szyb­ko się tym zmę­czy­łem. Fru­stro­wa­ły mnie niskie zarob­ki i brak cza­su na życie towa­rzy­skie. Na uczel­ni też śred­nio mi się podo­ba­ło. Pod­da­łem się, zre­zy­gno­wa­łem ze stu­diów.

 

 

Dla­cze­go chcia­łem zostać dzia­ła­czem?

 

 

Przez jakiś czas tkwi­łem w zawie­sze­niu, nie do koń­ca wie­dząc co chcę robić dalej. Czu­łem, że muszę w jakiś spo­sób nad­ro­bić ten stra­co­ny rok. Zde­cy­do­wa­łem się na stu­dia dzien­ne, kie­ru­nek zmie­ni­łem na zarzą­dza­nie. Inny wydział, uczel­nia dalej ta sama. Szyb­ko zosta­łem wybra­ny sta­ro­stą — dla 90% osób na roku były to pierw­sze stu­dia w ogó­le, a chy­ba dla wszyst­kich poza mną pierw­sze stu­dia na tej uczel­ni, więc nie musia­łem się nawet zbyt­nio sta­rać. Jed­nak nie­wie­le zna­czy­ło to w kon­tek­ście nad­ra­bia­nia stra­co­ne­go roku. Chcia­łem robić coś wię­cej. Uświa­do­mi­łem sobie, że naj­lep­szym spo­so­bem będzie dzia­łal­ność w orga­ni­za­cji stu­denc­kiej. Miej­scu gdzie mogę zdo­być doświad­cze­nie w czymś wię­cej niż wyko­ny­wa­nie tele­fo­nów czy parze­nie kawy. Wcze­śniej nie przy­szło mi to do gło­wy, bo orga­ni­za­cje stu­denc­kie uwa­ża­łem za insty­tu­cje, któ­re nie­wie­le robią i są tro­chę jak doj­rzal­sze wer­sje lice­al­ne­go samo­rzą­du uczniow­skie­go. Czy­li myśla­łem tak, jak więk­szość stu­den­tów. Dobrze, że mnie z tego błę­du wypro­wa­dzo­no.

 

 

Rekru­ta­cje do orga­ni­za­cji ruszy­ły w paź­dzier­ni­ku. Nie mia­łem wte­dy jesz­cze zbyt dobre­go roze­zna­nia, nie wie­dzia­łem do któ­rej chciał­bym nale­żeć. Wybra­łem tę, któ­rej wize­ru­nek wyda­wał mi się naj­bar­dziej pro­fe­sjo­nal­ny. For­mu­larz apli­ka­cyj­ny tro­chę mnie jed­nak zmar­twił – nie mia­łem wie­lu umie­jęt­no­ści, poza zna­jo­mo­ścią tech­nik sprze­da­żo­wych z call cen­ter, nie mia­łem doświad­cze­nia w innej dzia­łal­no­ści, ani też jakiejś więk­szej wie­dzy. Osta­tecz­nie nie zosta­łem przy­ję­ty. Mia­łem spró­bo­wać w następ­nym seme­strze.

 

 

co zyskasz dołączając do organizacji studenckiej

 

 

Pierw­sza stycz­ność z Samo­rzą­dem.

 

 

W mię­dzy­cza­sie dowie­dzia­łem się o orga­ni­zo­wa­nym przez Samo­rząd Stu­denc­ki szko­le­niu dla sta­ro­stów z pierw­sze­go roku. Zaczy­na­jąc ten rok obie­ca­łem sobie, że będę uczest­ni­czył we wszyst­kich szko­le­niach, kon­fe­ren­cjach czy innych wyda­rze­niach, w jakich tyl­ko dam radę uczest­ni­czyć. Do tego miał to być wyjazd inte­gra­cyj­no-szko­le­nio­wy na cały week­end, więc zapi­sa­łem się od razu. Mimo sobot­nie­go kaca, człon­kom Samo­rzą­du, któ­rzy pro­wa­dzi­li te szko­le­nia uda­ło się mnie zain­te­re­so­wać. Było napraw­dę spo­ro przy­dat­nej wie­dzy. Po wyjeź­dzie wie­dzia­łem już, w któ­rej orga­ni­za­cji chciał­bym dzia­łać – w Samo­rzą­dzie. Dwa mie­sią­ce póź­niej odby­ła się rekru­ta­cja Komi­sji SS, czy­li tych orga­nów samo­rzą­du, któ­re zaj­mu­ją się jego bie­żą­cą dzia­łal­no­ścią. Ja tra­fi­łem do komi­sji Kon­tak­tów Zewnętrz­nych.

 

 

Życie w KZ-ecie.

 

 

Nazwa może być tro­chę mylą­ca. De fac­to KZ jest niczym innym jak zespo­łem han­dlow­ców Samo­rzą­du. Nie pamię­tam jakie były tego przy­czy­ny, ale poprzed­ni skład się zwy­czaj­nie roz­padł. Byli­śmy gru­pą kil­ku osób nigdy wcze­śniej nie dzia­ła­ją­cych w Samo­rzą­dzie, któ­ra pod opie­ką nowe­go człon­ka Zarzą­du mia­ła odbu­do­wać tę komi­sję. Musie­li­śmy zaczy­nać od pod­staw. Nie mie­li­śmy ofer­ty, nie mie­li­śmy bazy firm, nie mie­li­śmy know-how. Nie wie­dzie­li­śmy nawet za bar­dzo co jest naszym pro­duk­tem, któ­ry mamy sprze­da­wać i jak fir­my mają nam pła­cić. Nie mie­li­śmy też żad­ne­go powo­du by się tym stre­so­wać. Wprost ide­al­ne warun­ki do tego, by się cze­goś nauczyć.

 

 

Ale zanim zaczę­li­śmy dzia­łać na poważ­nie – poje­cha­li­śmy na wyjazd inte­gra­cyj­no-szko­le­nio­wy. Nigdy się nie spo­dzie­wa­łem, że tak ogrom­ny poten­cjał wie­dzy i doświad­cze­nia drze­mie w dzia­ła­czach. Orga­ni­zo­wa­li­śmy rów­nież podob­ne wyjaz­dy z dzia­ła­cza­mi innych orga­ni­za­cji, wła­ści­wie cią­gle się dosko­na­li­li­śmy. Szko­da, że takie wyjaz­dy nie odby­wa­ły się co tydzień. Po roku pew­nie bym został magi­strem zarzą­dza­nia. Nała­do­wa­ny pozy­tyw­ną ener­gią Samo­rzą­du jesz­cze bar­dziej pra­gną­łem dzia­łać. Na pierw­szym zebra­niu komi­sji KZ nasz szef Filip roz­dzie­lił pomię­dzy nas zada­nia, któ­ry­mi mie­li­śmy się zaj­mo­wać przez naj­bliż­szy czas. Ja wybra­łem dla sie­bie orga­ni­za­cję szko­leń dla człon­ków Samo­rzą­du. Ale żeby je zor­ga­ni­zo­wać musia­łem naj­pierw pozy­skać fir­my, któ­re zgo­dzi­ły­by się takie szko­le­nia prze­pro­wa­dzić.

 

 

Pierw­sza poważ­na pra­ca.

 

 

Kil­ka dni póź­niej jecha­łem z Fili­pem auto­bu­sem na dru­gi koniec Wro­cła­wia spo­tkać się z pra­cow­ni­ka­mi jed­nej z firm, któ­ra mogła zostać naszym part­ne­rem. My w kra­wa­tach i mary­nar­kach, oni w koszu­lach w kra­tę i jean­sach. To było pierw­sze spo­tka­nie biz­ne­so­we w jakim uczest­ni­czy­łem w życiu. Jasne, że się stre­so­wa­łem. Mar­cin i Pio­trek, któ­rzy sie­dzie­li po dru­giej stro­nie sto­łu, zadba­li jed­nak o to byśmy poczu­li się pew­niej. Po 40 minu­tach bar­dzo miłej, ale rze­czo­wej roz­mo­wy wyszli­śmy mając part­ne­ra stra­te­gicz­ne­go dla Samo­rzą­du. A ja sta­łem przed zada­niem zor­ga­ni­zo­wa­niem 10.ciu szko­leń dla naszych dzia­ła­czy, któ­re Pio­trek z Mar­ci­nem mie­li prze­pro­wa­dzić.

 

 

Ponie­waż każ­da rezer­wa­cja sali na uczel­ni dla fir­my zewnętrz­nej wyma­ga­ła zgo­dy pro­rek­to­ra ds. dydak­ty­ki, to do koń­ca seme­stru co tydzień poja­wia­łem się w jego gabi­ne­cie z odpo­wied­nim pismem. 16 tys. stu­den­tów, a ja byłem jed­nym z nie­licz­nych, któ­rych imię i nazwi­sko znał pro­rek­tor. To jed­nak nie łech­ta­ło już tak bar­dzo moje­go i tak wiel­kie­go ego jak pro­po­zy­cja pra­cy jako han­dlo­wiec w fir­mie Mar­ci­na i Piotr­ka. Zapa­mię­ta­łem tę datę dokład­nie – 7 dni po moich 21 uro­dzi­nach po raz pierw­szy pra­ca szu­ka­ła mnie, a nie ja pra­cy. A ja dopie­ro co skoń­czy­łem pierw­szy rok stu­diów! Do dziś takich pro­po­zy­cji ze wzglę­du na moją dzia­łal­ność w Samo­rzą­dzie dosta­łem kil­ka. Oprócz orga­ni­za­cji tych 10 szko­leń sta­ra­łem się rów­nież pozy­skać kolej­nych part­ne­rów. Cią­gle two­rzy­li­śmy naszą bazę kon­tak­tów, więc na wła­sną rękę szu­ka­łem firm z róż­nych branż, któ­re mogły nauczyć nas cze­goś nowe­go. Czę­sto zamiast robić notat­ki na wykła­dach wysła­łem maile, cza­sem opusz­cza­łem zaję­cia by poja­wić się na spo­tka­niach. Raz nawet wybra­łem się na tar­gi pra­cy z kum­plem – on roz­ma­wiał z fir­ma­mi, w któ­rych chciał­by pra­co­wać, ja szu­ka­łem poten­cjal­nych part­ne­rów. Zaja­ra­łem się tym bar­dzo. Nie zawsze mi wycho­dzi­ło, ale nigdy nie czu­łem, że pono­szę poraż­kę. Nawet jeśli ktoś mi odma­wiał, to dawał też feed­back, przez co cały czas uczy­łem się na wła­snych błę­dach. Wąt­pię czy pra­cu­jąc jako han­dlo­wiec w jakiej­kol­wiek fir­mie miał­bym na to oka­zję.

 

 

co zyskasz dołączając do organizacji studenckiej

 

 

Ogrom­ne doświad­cze­nie.

 

 

Jestem pewien, że żad­na fir­ma, w któ­rej popeł­nił­bym tyle błę­dów nie dała­by mi na zakoń­cze­nie kaden­cji gra­we­ro­wa­nej sta­tu­et­ki „z podzię­ko­wa­niem za wyróż­nia­ją­cą posta­wę i zaan­ga­żo­wa­nie w pra­cę”. Nie tyl­ko komi­sje, ale rów­nież pro­jek­ty Dzia­łal­ność w komi­sji KZ to jed­nak nie wszyst­ko co robi­łem dla Samo­rzą­du. Oprócz takiej bie­żą­cej pra­cy two­rzy­li­śmy mnó­stwo pro­jek­tów, na cze­le z naj­waż­niej­szym i naj­więk­szym – juwe­na­lia­mi, na naszym wro­cław­skim UE nazy­wa­ny­mi Eko­no­ma­lia­mi. Pro­jek­ty rzą­dzi­ły się swo­imi pra­wa­mi. Bycie koor­dy­na­to­rem pro­jek­tu to nie tyl­ko wyróż­nie­nie, ale rów­nież waż­ne doświad­cze­nie. Przy naj­więk­szych pro­jek­tach zarzą­dza się nawet kil­ku­na­sto­ty­sięcz­nym budże­tem i dwu­dzie­sto­oso­bo­wym zespo­łem przez kil­ka mie­się­cy orga­ni­zu­jąc wyda­rze­nie dla tysię­cy osób. Naj­bar­dziej spek­ta­ku­lar­ne pod tym wzglę­dem na naszej uczel­ni były Eko­no­ma­lia oraz Auto Stop Race (orga­ni­zo­wa­ny przez Klub Podróż­ni­ków BIT, osob­ną orga­ni­za­cję, ale zależ­ną od SS). Uczest­ni­czy­łem w kil­ku takich pro­jek­tach. Nie będę już zanu­dzał szcze­gó­ła­mi orga­ni­za­cji wyda­rzeń, dzwo­nie­nia po spon­so­rach, opro­wa­dza­nia nowych stu­den­tów po kam­pu­sie czy jeż­dże­nia po lice­ach i zachę­ca­nia matu­rzy­stów do naszej uczel­ni. I tak uczest­ni­czy­łem w mniej­szej licz­bie pro­jek­tów niż moi kole­dzy z Samo­rzą­du. A to przez to, że zre­zy­gno­wa­łem na począt­ku 2015 roku. Nie z dzia­łal­no­ści, ale ze stu­diów. Po raz dru­gi.

 

 

Wła­sna fir­ma dzię­ki Samo­rzą­do­wi?

 

 

Natu­ral­nie nie będąc stu­den­tem nie mogłem dzia­łać, a stu­den­tem nie chcia­łem już być. Dzia­łal­ność poka­za­ła mi, że mogę szyb­ciej się uczyć nie sie­dząc na zaję­ciach. Ale naj­waż­niej­sze było chy­ba to, że dzia­łal­ność uświa­do­mi­ła mi co lubię robić i co mnie napraw­dę eks­cy­tu­je. Po odej­ściu ze stu­diów zało­ży­łem swo­ją pierw­szą fir­mę – księ­gar­nię inter­ne­to­wą, któ­ra sta­ła się dla mnie wiel­kim poli­go­nem doświad­czal­nym. Teraz pra­cu­je nad swo­imi kolej­ny­mi pomy­sła­mi, księ­gar­nia poszła w odstaw­kę. To wła­śnie two­rze­nie i roz­wi­ja­nie nowych przed­się­wzięć uwiel­biam naj­bar­dziej. Nie potra­fię być chłod­nym mena­dże­rem, któ­rym chcia­łem wcze­śniej zostać. Wolę rzu­cić się w wir dzia­ła­nia i wycią­gać wnio­ski z wła­snych błę­dów, niż skru­pu­lat­nie wszyst­ko ana­li­zo­wać i pla­no­wać każ­dy krok. Zawsze czu­łem w sobie ducha przed­się­bior­cy, ale dopie­ro Samo­rząd pozwo­lił mi go uwol­nić. Zaczą­łem dzia­łać i szu­kać swo­jej szan­sy, zamiast cze­kać na ide­al­ne oko­licz­no­ści. Patrząc na to ile obec­nie w mojej gło­wie sie­dzi pomy­słów podej­rze­wam, że skoń­czę kie­dyś jak Richard Bran­son posia­da­jąc kil­ka­set róż­nych firm. Więk­szość dzia­ła­czy podą­ża jed­nak inną ścież­ką. Dosta­ją pra­cę w kor­po­ra­cjach, star­tu­pach i agen­cjach even­to­wych. Ostat­nio mój zna­jo­my dzia­łacz wypro­wa­dził się do Chin. Od cza­su, gdy był koor­dy­na­to­rem naj­więk­sze­go pro­jek­tu na naszej uczel­ni minę­ły zale­d­wie 3 lata. Rok temu wresz­cie obro­nił licen­cjat. Dziś pra­cu­je dla poten­ta­ta ryn­ku smart­fo­nów. Czu­ję, że wie­lu z nas doko­na w życiu wspa­nia­łych rze­czy.

 

 

co zyskasz dołączając do organizacji studenckiej

 

 

Wpadnij do Michała!

 

Michał Jano­ta autor blo­ga Wyż­szy Bieg.

Wyż­szy Bieg to blog pisa­ny z myślą o mło­dych oso­bach, roz­po­czy­na­ją­cych karie­rę i szu­ka­ją­cych inspi­ra­cji do dzia­ła­nia. Głów­ne tema­ty poru­sza­ne prze­ze mnie to efek­tyw­ność i biz­nes.

 

 

Jestem bar­dzo wdzięcz­na Micha­ło­wi, że zde­cy­do­wał się do mnie napi­sać i opo­wie­dzieć swo­ją histo­rię, któ­ra poka­zu­je, że to nie same stu­dia, a odpo­wied­nie ich wyko­rzy­sta­nie są dro­gą do suk­ce­su. Może Michał zachę­cił kogoś do spró­bo­wa­nia swo­ich sił w Samo­rzą­dzie bądź innej orga­ni­za­cji stu­denc­kiej? Dla osób zain­te­re­so­wa­nych tema­tem zosta­wiam link do moje­go wywia­du z Prze­wod­ni­czą­cym Samo­rzą­du Stu­denc­kie­go, któ­ry kie­dyś prze­pro­wa­dzi­łam. Tam znaj­dzie­cie jesz­cze kil­ka odpo­wie­dzi na naj­bar­dziej nur­tu­ją­ce stu­den­tów pyta­nia.

 

 

Po co nam Samorząd Studencki? Rozmowa z przewodniczącym WRSS

 

 

Do następ­ne­go czy­ta­nia!

Ania

  • Adri Jawor­ska

    Sama w samo­rzą­dzie nie dzia­łam, ale wszyst­kie oso­by, któ­re znam stąd są bar­dzo faj­ne^^ Też pole­cam koła nauko­we na uczel­ni oraz zgło­sze­nie na sta­ro­stę lub vice-sta­ro­stę! Moż­na otrzy­mać na praw­dę duże doświad­cze­nie i zapo­znać się z nowy­y­mi ludź­mi!) Czy był ktoś wybra­ny­na sta­ro­stę, bo nikt inny nie chciał?:) Mi się wyda­ję, że czę­sto tak się zda­rza;)

    • Czę­sto się tak zda­rza, ale potem widać, że sta­ro­ści mają dobry kon­takt z wykła­dow­ca­mi, co też jest dla nich na plus. :)

  • no faj­na spra­wa. Ja mia­łam epi­zod z Kołem Stu­denc­kim. A teraz na pody­plo­mów­ce nie ma kół stu­denc­kich więc jestem admi­ni­stra­tor­ką gru­py na fej­sie. Jest par­cie na szkło :D

  • Dzia­ła­łam w Radiu Stu­denc­kim i uwa­żam to za naj­lep­szą rzecz na stu­diach. Po pierw­sze dużo się nauczy­łam, poma­ga mi w obec­nej pra­cy na uczel­ni i przy oka­zji otwie­ra też wie­le drzwi :)

  • jak­sks hahj­we

    świet­ny wpis :)

  • Z samo­rzą­dem aku­rat nie mia­łam nic wspól­ne­go, ale potwier­dzam, że dzia­łal­ność w orga­ni­za­cjach daje bar­dzo, baar­dzo dużo.
    U mnie to było 1,5 roku w AIESEC i póź­niej rok w Cogni­tis — mniej­szej orga­ni­za­cji, któ­rej trzo­nem jest kon­sul­ting. Wadą zaan­ga­żo­wa­nia w takie akcje jest wyraź­ny spa­dek wyni­ków na stu­diach (jeśli ktoś się na mak­sa wkrę­ci), ale to nie jest wyso­ka cena w porów­na­niu do tego, co moż­na zyskać :D

    • No wła­śnie, a co zyska­łaś? Czym się tam zaj­mo­wa­łaś? :)

      • Z naj­fa­niej­szych aspek­tów to byłam koor­dy­na­to­rem dwóch zespo­łów, 8- i 5-oso­bo­we­go. Uczy­łam się jak zgry­wać w jed­nej gru­pie ludzi z zupeł­nie inny­mi cha­rak­te­ra­mi i pre­dys­po­zy­cja­mi, jak ich moty­wo­wać do osią­ga­nia wspól­ne­go celu, jak pomóc się roz­wi­jać :) Razem robi­li­śmy kil­ku­mie­sięcz­ne pro­jek­ty edu­ka­cyj­ne dla szkół, uczy­li­śmy się pod­staw mar­ke­tin­gu i sprze­da­ży. Ponie­waż orga­ni­za­cja była mię­dzy­na­ro­do­wa, to łączy­ło się z tym popra­wia­nie angiel­skie­go i pra­ca z ludź­mi z całe­go świa­ta, co oczy­wi­ście genial­nie otwie­ra hory­zon­ty :D

        • Oj to musia­ło być świet­ne prze­ży­cie! Kur­czę, to jesteś widzę napraw­dę aktyw­ną oso­bą! :) Na pew­no Ci się to zwró­ci, a może już jakoś się zwró­ci­ło? :)

  • Potwier­dzam — aktyw­ność w orga­ni­za­cjach stu­denc­kich spra­wia, że pra­ca sama zaczy­na nas szu­kać.

    (dys­kret­nie pole­cam AEGEE) :D

  • Syl­wia

    Tomek Pyt­ko jest bar­dzo juri­spru­den­ce oso­bą. Stwo­rzył Alli­nUJ — orga­ni­za­cję stu­denc­ką :) Pole­cam obej­rzeć jego fil­mik na youtu­be, moty­wu­je!

  • eV

    Bar­dzo cie­ka­wa dro­ga życia — peł­na poszu­ki­wań i nie­ty­po­wych wyjść z sytu­acji.
    Kie­dy ja szłam na stu­dia, pierw­sze co usły­sza­łam to “pod żad­nym warun­kiem nie zostań sta­ro­stą”. Wzię­łam sobie to do ser­ca, zwłasz­cza że nie zna­łam ani mia­sta (600 km od rodzin­ne­go gniaz­da) ani uczel­ni. Przez dłu­gi czas sły­sza­łam złe sło­wa o samo­rzą­dach stu­denc­kich, a potem zro­zu­mia­łam, że to cał­kiem faj­ni i otwar­ci ludzie. Zwłasz­cza, kie­dy przy­cho­dzi się do nich z wnio­skiem o dofi­nan­so­wa­niem wyjaz­du na kon­fe­ren­cję. Być może mój wybór udzie­la­nia się bar­dziej w kołach i na kon­fach daje mniej­sze efek­ty niż wstą­pie­nie do samo­rzą­du stu­den­tów, ale jest to o wie­le bez­piecz­niej­sze i zabie­ra znacz­nie mniej cza­su :). Bar­dzo faj­na opo­wieść.

    • :D No i to jest jak naj­bar­dziej dobry pomysł! Już kie­dyś pisa­łaś, że udzie­lasz się w kołach i na kon­fach. Ile tak poświę­casz na to cza­su tygo­dnio­wo? Chcia­ła­bym, żeby ta infor­ma­cja zosta­ła też dla innych czy­tel­ni­ków. I jak wyglą­da Two­je udzie­la­nie się? :)

      • eV

        Koła — w sumie dzia­łam w trzech, ale wszyst­kie z nich to mło­de koła. Jed­no — spo­ty­ka­my się regu­lar­nie, two­rzy­my razem grę (na razie kon­cep­cję), dru­gie — uczest­ni­czy­my gru­po­wo w kon­kur­sach, trze­cie (w któ­rym jestem tro­chę “na doczep­kę” — robi raz do roku kon­fe­ren­cję w któ­rej jestem głów­nym gra­fi­kiem i przy­go­to­wu­ję wszyst­kie mate­ria­ły rekla­mo­we. Kon­fe­ren­cje to nato­miast napi­sa­nie refe­ra­tu i zapre­zen­to­wa­nie go. Mam już za sobą dwa takie wyjaz­dy i myślę, że one napraw­dę wie­le mogą nauczyć (o tej w Pozna­niu napi­sa­łam u sie­bie wpis). Z każ­dą z tych rze­czy jest tro­chę robo­ty (liczo­nej bar­dziej w tygo­dniach niż dniach), ale stu­dia bez tego były­by nud­ne. War­to zosta­wić coś po sobie na uczel­ni — jak nie mate­rial­ne pra­ce kon­kur­so­we i arty­ku­ły, to cho­ciaż dobre wspo­mnie­nie i pamięć Pani Dzie­kan (czy­li coś wspól­ne­go z auto­rem arty­ku­łu na Two­im blo­gu) :D.