Jak mam uczyć się języka, którego kurna nie lubię?!

 

Poszłam do pod­sta­wów­ki z języ­kiem wio­dą­cym nie­miec­kim. Nie było w tym nic dziw­ne­go. Dla mnie. Poszłam do gim­na­zjum. Wie­le dzie­ci zna­ło wte­dy tro­chę angiel­skie­go, co spra­wi­ło, że i ja zechcia­łam go poznać i moi rodzi­ce rów­nież tego pra­gnę­li. I tak rzu­ca­łam się mię­dzy kur­sa­mi. Pod­czas tako­wych mało kto chciał uczyć dziew­czyn­kę od począt­ku, bo prze­cież coś tam z wcze­śniej­szych zajęć już potra­fi­ła. Jed­ne­go kur­su nie ukoń­czy­łam, bo Pani uzna­ła, że będzie się z nami bawić przez 60 minut w mafię. Po pol­sku. Dru­gi kurs prze­rwał pro­wa­dzą­cy. Szko­ła nie potra­fi­ła zde­cy­do­wać się na jed­ne­go nauczy­cie­la. Aż w ostat­niej kla­sie gim­na­zjum zna­łam per­fek­cyj­nie… nazwy zwie­rząt i kolo­rów, bo prze­cież to prze­ra­bia każ­dy nowy bel­fer, w każ­dym kolej­nym pół­ro­czu. Kie­dy ta dziew­czy­na uzna­ła, że chcia­ła­by się w koń­cu cze­goś nauczyć, nie­śmia­ło zapy­ta­ła o zna­cze­nie jed­ne­go, małe­go sło­wa: just. I od tam­te­go dnia nie­na­wi­dzi­ła angiel­skie­go całym ser­cem, a śmiech nauczy­ciel­ki brzę­czy jej w uszach po dziś dzień. Stu­diu­je więc ger­ma­ni­sty­kę i amen?

 

 

Nie lubię języka bo:

 

 

1. Mam pro­blem: Czu­ję barie­rę języ­ko­wą.

 

 

No nie amen, bo tak się skła­da, że odbi­ło jej i posta­no­wi­ła wyje­chać na Era­smu­sa. No a to nie wypa­da tak tyl­ko z Niem­ca­mi sie­dzieć i do innych gęby nie otwo­rzyć. To się tak nawet nie da. Zatem uzna­ła, że się z tego angiel­skie­go doszko­li. Bo przez to pała­nie nie­na­wi­ścią ogro­oom­na barie­ra języ­ko­wa się we niej wykształ­ci­ła. Od angiel­skie­go nie da się uciec, więc jego poziom gdzieś tam się polep­szał. To był taki uda­wa­ny angiel­ski, jak loki z pro­stow­ni­cy, ale był. Zna­la­zła kore­pe­ty­tor­kę i powie­dzia­ła jej: Masz mnie nauczyć mówić. A ona, że spo­ko. I tak też się sta­ło. Przez pół roku spo­ty­ka­ły się na Sky­pie i roz­ma­wia­ły m.in. o pra­wie przy­cią­ga­nia. Dziew­czy­na, czy­li jak już się domy­śla­cie ja, tro­chę bała się każ­dych zajęć. Naj­bar­dziej bała się pierw­szych, pod­czas któ­rych musia­ła opi­sać obra­zek. Tra­ge­dia, co nie? Obra­zek!

 

 

Aż nie chce mi się tego wspo­mi­nać. Posta­no­wi­łam obda­rzyć moją nauczy­ciel­kę ogrom­nym zaufa­niem i powo­li poko­ny­wa­łam z nią barie­rę języ­ko­wą. I jeże­li takiej rów­nież doświad­czasz, to szcze­rze powiem Ci, że to jest naj­lep­szy spo­sób na jej zła­ma­nie. Wyjaz­dy za gra­ni­cę też są faj­ne, ale powiedz­my sobie szcze­rze, ile ma się tam oka­zji do roz­mo­wy? To zama­wia­nie jedze­nie nie jest jakimś sza­leń­stwem, a na kon­wer­sa­cję z obco­kra­jow­cem się nie odwa­żysz, bo prze­cież barie­ra… Moim zda­niem to jedy­na opcja, żeby poszu­kać oso­by, naj­le­piej w podob­nym wie­ku, powie­dzieć jej: Ej, ja chcę tyl­ko gadać, a póź­niej zacząć regu­lar­ne kon­wer­sa­cje. Zain­we­stuj ostat­nie zaskór­nia­ki, a nie poża­łu­jesz. Satys­fak­cja z posłu­gi­wa­nia się obcym języ­kiem — bez­cen­na.

 

 

Poko­na­nie barie­ry języ­ko­wej u więk­szo­ści osób będzie momen­tem, w któ­rym polu­bią dany język. Powiedz­my sobie szcze­rze, że nie lubi­my uczyć się jakie­goś języ­ka, bo nam to nie wycho­dzi, bo go nie umiem. Jak się jed­nak nauczy­my i w dodat­ku zacznie­my się tym języ­kiem spraw­nie posłu­gi­wać, to nagle oka­zu­je się, że to cał­kiem spo­ko język jest.

 

 

jak mam uczyć się języka, którego nie lubię

Zdję­cia wyko­na­łam w Saler­no. Pińć minut łod miesz­ka­nia. <3

 

 

2. Pro­blem: Nie potra­fię mówić z akcen­tem.

 

 

Roz­wią­za­nie: Ten temat poru­szy­łam w mailin­gu do Waka­cyj­ne­go Wyzwa­nia Języ­ko­we, ale wyja­śnię to pokrót­ce jesz­cze raz, bo nie wszy­scy bio­rą udział w wyzwa­niu. Nie wiem, dla­cze­go, ale w naszym kra­ju strasz­nym stre­sem i ner­wa­mi oto­czo­na jest spra­wa wymo­wy w obcych języ­kach. Ludzie! Sły­sze­li­ście kie­dyś Hisz­pa­na, Wło­cha albo Fran­cu­za mówią­ce­go po angiel­sku? Iz it a jołk? Aj ejt ju. To auten­tycz­ne przy­kła­dy. I ci ludzie, szcze­gól­nie z połu­dnia pod­cho­dzą dużo mniej kry­tycz­nie do swo­je­go angiel­skie­go niż Pola­cy. Uczysz się języ­ka, więc powi­nie­neś być dum­ny z tego, co osią­gasz. A nie tyl­ko kry­ty­ko­wać swój akcent. Każ­dy ma akcent, w Anglii i w Niem­czech są róż­ne akcen­ty. Zaak­cep­to­wa­nie fak­tu, że masz ina­czej roz­wi­nię­ty apa­rat mowy jest pierw­szym kro­kiem do tego, by zaak­cep­to­wać swój akcent. Możesz oglą­dać fil­mi­ki na YT z popraw­ną wymo­wą i ulep­szać swo­je umie­jęt­no­ści, ale naj­pierw przyj­mij do sie­bie, że to zupeł­nie nor­mal­ne mówić z akcen­tem. Mieć pro­ble­my z wymo­wą też. Uczysz się języ­ka, sta­rasz się i dla­te­go masz prze­wa­gę nad kry­ty­kan­ta­mi. Jeże­li nie lubisz języ­ka, bo nie potra­fisz per­fek­cyj­nie go wypo­wia­dać, to jedy­ną dro­gą jest zaak­cep­to­wa­nie tego i spo­koj­ne ćwi­cze­nia.

 

 

3. Pro­blem: Nie podo­ba mi się ten język./Nie prze­pa­dam za tym naro­dem.

 

 

Roz­wią­za­nie: To jest dość poważ­ny pro­blem. Jeże­li musisz uczyć się jakie­goś języ­ka, a ten wca­le Ci się nie podo­ba, to nie jest kolo­ro­wo. Myślę teraz o hisz­pań­skim, któ­re­go brzmie­nia nie tole­ru­ję. Spo­wo­do­wa­ne to jest rokiem życia z Hisz­pa­na­mi, patrze­niem na te doro­słe dzie­ci i słu­cha­niem przy tym ich iry­tu­ją­cych wrza­sków i tań­ców godo­wych. Gdy­bym więc mia­ła teraz uczyć się tego znie­na­wi­dzo­ne­go języ­ka, to zaczę­ła­bym od zna­le­zie­nia w nim jakichś plu­sów. Takim plu­sem może być naucze­nie się pio­sen­ki Despa­ci­to, żeby szpa­no­wać na impre­zie. Albo Maka­re­ny. To były­by moje pierw­sze kro­ki, żeby się do tego języ­ka prze­ko­nać. Gdy­by to nie wystar­czy­ło (cho­ciaż kur­na, jak zna­jo­mość Maka­re­ny może nie wystar­czyć?!), to zaję­ła­bym się nauką z tek­stów i ksią­żek, by do pew­ne­go momen­tu nie słu­cha­ćję­zy­ka. Zapew­ne poświę­ci­ła­bym też czas w zagłę­bie­nie się w kul­tu­rę Hisz­pa­nii i zapla­no­wa­ła podróż! Może uczy­ła­bym się mek­sy­kań­skiej wer­sji tego języ­ka? Trze­ba pró­bo­wać róż­nych rze­czy, bo nic nie robiąc, nic się nie zmie­ni.

 

 

4. Pro­blem: Nie lubię nauczycielki/nauczyciela.

 

 

Roz­wią­za­nie: Prze­cież od tego się u mnie zaczę­ło. Nie lubi­łam nauczy­ciel­ki angiel­skie­go, bo wyśmie­wa­ła się ze mnie i moich kole­ża­nek, gdy cze­goś nie rozu­mia­ły­śmy. Kobie­ta skoń­czy­ła stu­dia i mia­ła bekę z 14-latek. W ten spo­sób znie­chę­ci­łam się też do mate­ma­ty­ki, cze­go tro­chę żału­ję, cho­ciaż w sumie, nie wia­do­mo, gdzie bym teraz była, gdy­bym roz­wi­ja­ła się w tym kie­run­ku. Waż­ne jest by oddzie­lić nauczy­cie­la od przed­mio­tu i nie łączyć ich w gło­wie ze sobą. Bo nauczy­ciel się zmie­ni a nie­smak pozo­sta­nie. W tym przy­pad­ku pole­ca­ła­bym zapi­sa­nie się na kurs, czy­ta­nie w tym języ­ku, słu­cha­nie muzy­ki, by zła­pać jak naj­wię­cej kono­ta­cji z języ­kiem, któ­re nie będą zwią­za­ne z lek­cją. Tak, by dany język nie koja­rzył się tyl­ko z kon­kret­nym bel­frem. Oczy­wi­ście będzie to wyma­gać poświę­ce­nia, bo w koń­cu nie lubisz uczyć się tego języ­ka, ale podob­nie jak w przy­pad­ku powy­żej, jeże­li nie zro­bisz nic, to nic się nie zmie­ni.

 

 

jak mam uczyć się języka, którego nie lubię

 

 

5. Pro­blem: Nie rozu­miem  gra­ma­ty­ki.

 

 

Roz­wią­za­nie: A musisz? Jak tak, to poproś kogoś o wytłu­ma­cze­nie jej. Mówi­my, że cze­goś nie rozu­mie­my, a nie poświe­ci­li­śmy nawet chwi­li na to, żeby się temu przyj­rzeć. Tych chwil potrze­bu­jesz. Samot­nie ana­li­zu­jąc przy­kła­dy, a gdy już napraw­dę nie potra­fisz, to z kole­gą lub kore­pe­ty­to­rem. A jeśli nie musisz, to się jej nie ucz. To, cze­go potrze­bu­jesz do swo­bod­nej komu­ni­ka­cji na pew­no nie jest trud­ne. A jak nie ogar­niasz try­bów przy­pusz­cza­ją­cych w angiel­skim, to pią­tecz­ka! Potrze­bo­wa­łam ich z 2 razy na Era­smu­sie i po pro­stu zazna­czy­łam, że: Ej chcę powie­dzieć coś w try­bie przy­pusz­cza­ją­cym, ale nie wiem jak to zro­bić, to powiem nor­mal­nie, ale Wy wie­cie, o co mi cho­dzi.

 

Swobodne posługiwanie się językiem nie oznacza wcale znajomości tego języka. Zapamiętaj to sobie.

 

 

A tak na zakoń­cze­nie powiem, że jeże­li nie lubisz jakie­goś języ­ka, to olej go i zostań zawo­do­wym przy­tu­la­czem pand. Myślę, że do tego może być potrzeb­ny jakiś azja­tyc­ki język, ale to tyl­ko na chwi­lę, bo pan­dom będzie to zupeł­nie obo­jęt­ne, w jakim języ­ku je miziasz.

 

Daj laj­ka za pan­dę!

Do następ­ne­go czy­ta­nia!

Ania

  • Kata­rzy­na Kamiń­ska

    uwa­żam, że ucze­nie się języ­ka na siłę jest kom­plet­nie bez sen­su.

  • Sis­si

    Rady są cudow­ne, zwłasz­cza ta z gra­ma­ty­ką — “a musisz?” Samo sed­no.

    A pro­pos akcen­tu — natych­miast przy­po­mnia­ła mi się lek­ko trau­ma­tycz­na sytu­acja ze szko­ły. Wyje­cha­li­śmy na wymia­nę do Włoch z bie­głym angiel­skim i począt­ku­ją­cym wło­skim, ale jed­nak spo­ro mówi­li­śmy po wło­sku i byli­śmy ogrom­nie pod­eks­cy­to­wa­ni. Już na lot­ni­sku jed­na dziew­czy­na coś powie­dzia­ła po wło­sku do swo­je­go hosta i natych­miast pośród hostów gruch­nął śmiech, zaczę­li mówić do sie­bie po wło­sku “sły­szysz jej akcent? Sły­szysz jak ona mówi?”, po czym poin­for­mo­wa­li dziew­czy­nę, że jak nie umie mówić po wło­sku (w domy­śle: per­fek­cyj­ną włosz­czy­zną z obo­wią­zu­ją­cym w tym regio­nie akcen­tem) to niech się, bie­dac­two, nie odzy­wa.
    Efekt? Do koń­ca wyjaz­du nikt nie pod­szko­lił wło­skie­go ani o jotę. Wszy­scy wszak mówi­li bez pro­ble­mu po angiel­sku, a po wło­sku nie chcie­li być wyśmia­ni.
    Z cie­ka­wo­stek: ci Wło­si mówi­li wyłącz­nie po wło­sku, z angiel­skie­go byli baaar­dzo sła­bi. Dopy­ta­łam się rów­nież moje­go hosta (aku­rat był bar­dzo sym­pa­tycz­ny) czy może akcent nie był klu­czo­wy w jakimś sło­wie, któ­ry tam­ta dziew­czy­na wyma­wia­ła — tzn. czy nie zmie­niał na przy­kład zna­cze­nia sło­wa na coś inne­go (ach, ten wło­ski!). Nie zmie­niał. Dopy­ta­łam zatem, czy może wal­nę­ła jakąś total­ną głu­po­tę języ­ko­wą. Nie, zda­nie było popraw­ne, tyl­ko wypo­wie­dzia­ne “pła­sko”. No wybit­nie śmiesz­ne było to, że Polka z bie­głym angiel­skim mia­ła pol­ski akcent po wło­sku (któ­rym wła­da­ła napraw­dę przy­zwo­icie). Szko­da tyl­ko, że głu­piut­cy Wło­si stwo­rzy­li spo­rej gru­pie osób barie­rę języ­ko­wą na napraw­dę dłu­gi czas.

    Od tego cza­su akcen­ta­mi się nie przej­mu­ję — no bo chy­ba nie ma rady, żeby ide­al­nie opa­no­wać wszyst­kie wło­skie akcen­ty. Albo wszyst­kie angiel­skie. Przy­pusz­czam, że i wszyst­kich nie­miec­kich się nie da? Dopó­ki ludzie się rozu­mie­ją to chy­ba jest okej, a wyraz twa­rzy kogoś kie­dy oka­zu­je się, że mówisz w jego ojczy­stym języ­ku — to jest dopie­ro bez­cen­ne!
    Pozdra­wiam,
    Sis­si.

    P.S. Mam angiel­skim na pozio­mie C1/C2 i w nigdy nie jestem 100% pew­na try­bów przy­pusz­cza­ją­cych. To moja zmo­ra, przy­się­gam, a jak ktoś pyta “a któ­ry to ten pierw­szy, a któ­ry dru­gi?” To mnie total­nie dobi­ja. Na wyczu­cie się to robi i już! :D Z kolei po wło­sku ciskam przy­pusz­cze­nia­mi jak sza­lo­na :D

    • Wło­si się tak zacho­wa­li? Powiem Ci, ze jestem w szo­ku, bo ja od Wło­chów spo­tka­łam się z naj­więk­szym cie­płem, jeże­li cho­dzi o moje nie­po­rad­ne mówie­nie. Może to była kwe­stia wie­ku tych hostów… Jestem napraw­dę w szo­ku. A żenu­ją­ce jest to, że sami nie mówi­li po angiel­sku. Z wło­skie­go akcen­tu w angiel­skim to dopie­ro moż­na się śmiać. Ach, aż mam ocho­tę im to wygar­nąć, ale ich nie znam. :D
      PS Pocie­szy­łaś mnie sło­wa­mi o try­bie przy­pusz­cza­ją­cym. :D

  • Agniesz­ka Soł­ty­sik

    Pole­ci­cie nauczy­cie­la języ­ka angiel­skie­go na Sky­pe, któ­ry pomo­że roz­wią­zać pro­blem 1? :D

    • Napisz maila, to pode­ślę. :)

      • Agniesz­ka Soł­ty­sik

        Dosyć daw­no pisa­łam do Cie­bie maila, ale przy­po­mnę się jesz­cze raz :)

  • Oj, żeby to było takie pro­ste. Nade mną wisi wid­mo wyjaz­du w cią­gu naj­bliż­szych lat do Nie­miec, a ja mam potwor­ny uraz do tego języ­ka bazu­ją­cy na świa­do­mo­ści, że gra­ma­ty­ka będzie mi wcho­dzi­ła bar­dzo opor­nie. Prze­czy­ta­łam pora­dy, faj­ne, ale nie poma­ga­ją na opór. Jak cze­goś nie lubię, to nie tykam, tak? To jak tu polu­bić coś, sko­ro mam wło­żyć pra­cę, i to świa­do­mą, w polu­bia­nie cze­goś, z czym nie chcę mieć kon­tak­tu?

    • Jak ktoś szu­ka pro­ble­mu, to zawsze go znaj­dzie. :) Tak jak pisa­łam, trze­ba świa­do­mie pod­jąć decy­zję, że COŚ się zro­bi, bo nic­nie­ro­bie­nie nicze­go nie zmie­nia. ;)

  • Pati

    Nie cier­pię nie­miec­kie­go. Nie lubię jego brzmie­nia, ogól­nie naro­du (moim zda­niem są zbyt dum­ni), a gra­ma­ty­ka jest potwor­na. Uczę się go od gim­na­zjum i nic, a chcia­ła­bym go umieć, bo miesz­kam bli­sko gra­ni­cy i pra­ca w tym kra­ju to świet­ny pomysł na roz­wój.

    • To tyl­ko wra­że­nie. Każ­dy czło­wiek mówi o tych samych emo­cjach, tyl­ko dla nas ten język brzmi tak twar­do. :P Pró­buj dalej! Gra­ma­ty­ka jest bar­dzo poukła­da. Jeże­li napraw­dę chcesz się uczyć tego języ­ka pole­cam Ci książ­kę Ben­zy. Tam wszyst­ko jest pięk­nie wytłu­ma­czo­ne!

  • Mada­me­Po­ly­glot

    Hej! Ale dla­cze­go ona się śmia­ła z just? Bo nie rozu­miem chy­ba :)
    Ja bym poszła do tych pand :)

  • Ja aku­rat uwiel­biam się uczyć języ­ków obcych i te przed­mio­ty zawsze szły mi naj­le­piej. Barie­ra języ­ko­wa znik­nę­ła nato­miast kie­dy wyje­cha­łam sama do dane­go kra­ju — nie było nikogo,kto mógł­by mi pomóc,więc sama musia­łam się poro­zu­mieć i póź­niej stwierdziłam,że nie jest źle i z każ­dym dniem było coraz lepiej :)

  • Czę­stym pro­ble­mem jest wciąż ucze­nie języ­ka obce­go w opar­ciu o meto­dę gra­ma­tycz­no-tłu­ma­cze­nio­wą. Ja byłam jesz­cze uczo­na języ­ków tą meto­dą. Nie mówię, że obec­nie kła­dze­nie tyl­ko naci­sku na meto­dę komu­ni­ka­cyj­ną jest ide­al­ne, bo musi być zacho­wa­na jakaś rów­no­wa­ga. Ale całe poko­le­nia u nas w Pol­sce były tak uczo­ne, że tyl­ko gra­ma­ty­ka, a ćwi­czyć ją w roz­mo­wach to po co. Sama powta­rzam moim stu­den­tom, że język, jak sama nazwa wska­zu­je, słu­ży do komu­ni­ko­wa­nia się. Nie­ste­ty, dużo zale­ży od nauczy­cie­la na tym począt­ko­wym eta­pie naucza­nia. Musi spo­koj­nie wytłu­ma­czyć i nie zra­zić do języ­ka, ale też oso­ba uczą­ca musi sama w domu wte­dy dużo pra­co­wać. Nie moż­na uczyć się tyl­ko na lek­cji, a są tacy zawod­ni­cy. Ale z tym akcen­tem, to mnie też zadzi­wia, jak u nas w Pol­sce jest kła­dzio­ny nacisk. War­to wyjeż­dżać na Era­smu­sa i róż­ne­go rodza­ju kur­sy, cho­ciaż­by, żeby osłu­chi­wać się z tym języ­kiem.

  • Super pora­dy! Ja odkry­łam że tak tro­chę mam tak angiel­skim. Uczę się uczę i nauczyć nie mogę :)

  • jeśli cho­dzi o płyn­ność mówie­nia, to do dziś jestem wdzięcz­na loso­wi (hm, a może rodzi­com?) że tra­fi­łam na meto­dę Cal­la­na — jeśli nie sły­sza­łaś, wygo­ogluj sobie :) dzię­ki temu nigdy nie mia­łam pro­ble­mów z mówie­niem, wia­do­mo, z cza­sem zwięk­szał mi się zasób słow­nic­twa, nabie­ra­łam wpra­wy, ale nigdy nie mia­łam tej barie­ry, o któ­rej wspo­mi­na tak wie­le osób. nie­miec­kie­go z kolei nauczy­ła­bym się lepiej, bo go uwiel­biam, a mój poziom to cią­gle sła­be B1 :(

    • Cho­dzi­łaś gdzieś na zaję­cia pro­wa­dzo­ne tą meto­dą? Czy fak­tycz­nie nie robi­li­ście żad­nych zapi­sków? Bar­dzo mnie to fascy­nu­je!

      • fak­tycz­nie ;) jedy­ne, co pisa­li­śmy to dyk­tan­da po skoń­czo­nym roz­dzia­le, któ­re póź­niej sami sobie spraw­dza­li­śmy z książ­ką. i tak przez 5 lat ;) efek­ty były lep­sze niż po wszyst­kich poprzed­nich kur­sach razem wzię­tych, a tem­po nauki 3x szyb­sze niż przy tra­dy­cyj­nej nauce z ław­ka­mi i książ­ką.

  • Ja — nie­na­wi­dząc angiel­skie­go od dziec­ka — tra­fi­łam do kla­sy w liceum z roz­sze­rzo­nym angiel­skim. Trzy lata bycia naj­gor­szym w kla­sie dają tyle, że boisz się powie­dzieć “hel­lo”, bo nawet w tym masz zły akcent i wszy­scy patrzą na Cie­bie jak na debi­la. Moim ulu­bio­nym słów­kiem do koń­ca życia zosta­nie “rare­ly”, mimo milio­nów prób umiem je tyl­ko prze­sy­la­bi­zo­wać — może kwe­stia wady wymo­wy. Na stu­diach spe­cjal­nie zani­ży­łam sobie poziom, żeby zacząć od A2, dzię­ki cze­mu odkry­łam że zmar­no­wa­łam semestr na bez­sen­sow­ne powta­rza­nie liceum. Gra­ma­ty­kę znam, słów­ka znam lepiej niż więk­szość osób w gru­pie, nie umiem nic powie­dzieć. Pani­ka i mętlik w gło­wie. Naj­gor­szej, jak się ktoś zapy­ta o dro­gę albo popro­si o pomoc, co w dużym mie­ście się czę­sto zda­rza — nie umiem szyb­ko reago­wać i momen­tal­nie zapo­mi­nam nawet jak jest “pro­szę” i “dzię­ku­ję”. Wolę uda­wać, że nie znam języ­ka.
    Poje­cha­ła­bym do Anglii, zmar­no­wa­ła kupę haj­su — no i co? I tak bała­bym się ode­zwać. A moi zna­jo­mi mówią tak dobrze, że jadąc z nimi i tak nie musia­ła­bym wcho­dzić w inte­rak­cje z ludź­mi. Nie widzę w tym na razie sen­su.
    Acz­kol­wiek ostat­nio zna­la­złam stro­ny, na któ­rych moż­na pisać z ludź­mi róż­nych naro­do­wo­ści, spe­cjal­nie po to, by uczyć się języ­ka, jest to jakaś opcja. Osta­tecz­nie uda­ło mi się prze­stać nie­na­wi­dzić angiel­skie­go i całej kul­tu­ry bry­tyj­skiej, i iry­tu­je mnie tyl­ko to, że “szkol­ne” tek­sty do nauki języ­ka są nud­ne i nie chce mi się robić tych wszyst­kich zadań jak dla pod­sta­wów­ki, ale praw­dzi­we książ­ki i gaze­ty po angiel­sku są dla mnie za trud­ne. Taki mam poziom że ani w jed­ną stro­nę, ani w dru­gą. Nawet sobie komik­sów nie poczy­tam, bo slang mnie powa­la.

    • To jest dokład­nie to, co ja czu­łam. Już nie wcho­dzi­łam w szcze­gó­ły w tek­ście, ale też mi się zda­rza­ło uda­wać, że nie rozu­miem, co ktoś do mnie mówi. ;D Ja jak byłam na takim pozio­mie pomię­dzy to wzię­łam się za baj­ki. ;D

  • Z tym akcen­tem to też jest cie­ka­wa spra­wa. Na stu­diach (eko­no­micz­nych dla ści­sło­ści) moja lek­tor­ka języ­ka angiel­skie­go w bar­dzo dosad­ny spo­sób powie­dzia­ła mi, że moja wymo­wa i akcent (a raczej jego brak) są nie do znie­sie­nia. OŁKEJ. I żeby unik­nąć tych nie­przy­jem­no­ści pod­czas zali­czeń ust­nych, gim­na­sty­ko­wa­łam się jak mogłam by jej ten akcent jakoś poka­zać, ale mia­łam z tego wię­cej rado­chy niż smut­ku, choć na począt­ku zabo­la­ło. Jestem raczej z tych, któ­rzy nie wyobra­ża­ją sobie życia bez języ­ków, dla­te­go pole­cam się nie przej­mo­wać taki­mi suge­stia­mi (Komu­ni­ka­tyw­na byłam? Byłam, tyl­ko, że bez akcen­tu.;)) Mizia­nie to też faj­na opcja na PLAN B na życie (zaraz po rato­wa­niu kan­gur­ków — stop tam Inglisz ist nece­sa­rio :D ) :)

    • Wspa­nia­łe podej­ście! Zara­żaj nich innych, bła­gam! Pol­ska Cię potrze­bu­je! :D

      PS Jak mogłam nie napi­sać o kan­gur­kach. :(