Jak sprawnie przeprowadzić się na studia. Kompleksowy poradnik.

Zbiłam wtedy swój ulubiony kubek. Na szczęście niecały, a jedynie przykrywkę z różowym serduszkiem, która dodawała mu uroku. Kubek był ważny, bo dostałam go od kogoś wtedy ważnego. Zresztą zrozumie to każda kubkomaniaczka. Potrzebowałam czterech walizek, wielu reklamówek i mamy, która woziła mnie kilkakrotnie poświęcając swój czas. Wszystko wydawało mi się niezbędne, gdy pakowałam torby na pierwszy rok studiów. A potem pakowałam się z powrotem i jeszcze tam i z powrotem kilka razy. Pakowałam się na różne wycieczki i 2 razy w życiu pakowałam się na Erasmusa. Musiałam też z tych Erasmusów wrócić. Z tegoż powodu chcę podzielić się tymi doświadczeniami i po 5 latach doradzić, jak sprawnie przeprowadzić się na studia. Do konkretów!

 

 

SPIS TREŚCI:

I. Wybór strategii pakowania.

II. Tworzenie listy. (ARKUSZE DO POBRANIA)

III. Pakowanie – najlepsze sztuczki.

IV. Organizacja transportu – jak to zrobić szybko, tanio i wygodnie? (BILETY DO MULTIKINA DO ZGARNIĘCIA)

 

 

Jak sprawnie przeprowadzić się na studia w 4 krokach.

 

 

Jak sprawnie przeprowadzić się na studia?

 

 

I. Wybierz strategię.

 

 

Strategia pakowania przedmiotów codziennego użytku.

Pakuję się według przebiegu mojego dnia, co sprawia, że na pewno mam ze sobą to, czego naprawdę potrzebuję. Moja taktyka polega na tym, że podczas pakowania myślę o moim dniu od rana do wieczora i na tej zasadzie wypisuję rzeczy, które muszę spakować. Czyli wygląda to mniej więcej tak: Wstaję rano z łóżka (łóżko: pościel, kołdra, poduszka, piżama) i zakładam kapcie, potem idę do łazienki, myję się (szczoteczka, pasta, ręczniki, nić dentystyczna, żel, szampon, gąbka, szczoteczka do paznokci, odżywka, krem do twarzy…) Tak opowiadam cały dzień wypisując kolejne przedmioty. Na ubrania jest osobny sposób.

 

Strategia pakowania ubrań.

Możnaby założyć, że zabiera się ze sobą tylko ubrania, w których najczęściej się chodzi i to na pewno jest dobre rozwiązanie. W wielu wypadkach przekreśla jednak ubrania, które kupiliśmy, bo nam się podobały, a teraz wydaje się, że wiecznie nie ma okazji, by je założyć. Można tę okazję wymusić, zabierając głównie te rzeczy na studia. Istnieje też metoda pakowania ubrań, które można połączyć z 3 innymi częściami garderoby. Wiadomo, że jeansy wskakują jako pierwsze do walizki, ale nad pewnymi ubraniami trzeba będzie się zastanowić. Sposób ten ma w sobie najwięcej rozsądku, ale dwa pozostałe wcale nie są gorsze. ;)

 

 

II. Stwórz listę lub pobierz moją!

 

 

Kolejny krok to stworzenie listy przedmiotów. Zdaję sobie sprawę, że nasze potrzeby się różnią, ale i tak polecam Ci skorzystać z mojego gotowca. Zostawiłam trochę miejsca, byś mógł wpisać swoje rzeczy. Zaoszczędzisz dzięki temu trochę czasu i bólu głowy. A jeżeli wolisz wszyyyystko wypisać sam, to możesz skorzystać z arkuszy o pustych polach. Zawierają one podział na pokoje, co ułatwi Ci sprawę, w momencie pakowania. Nie będziesz wtedy biegać z kuchni do łazienki, a po prostu złapiesz wszystkie przedmioty z jednego pokoju, spakujesz i przejdziesz do kolejnego.

 

 

Jak sprawnie przeprowadzić się na studia?

 

 

III. Spakuj się na studia! Moje sprawdzone tipy.

 

 

1. Na początku znoszę wszystkie rzeczy do zabrania w jedno miejsce. Tak, żeby mieć obraz tego, ile ich zabieram i co zabieram. Gdy pakowałam wszystko od razu,  nie wiedziałam, czy dana rzecz jest już w walizce i czy np. spakowałam 3 pary jeansów a tylko jedną spódniczkę. Tym bardziej, że lubię odwrotną proporcję. :)

2. Do największej walizki pakuję najbardziej obszerne ubrania, takie jak kurtki i grube swetry. Roluję je i związuję sznureczkiem lub dużą gumką. Pomiędzy nie wkładam naczynia. Talerze, kubki, szklanki i wszystko to, czego nie chcę uszkodzić.

3. Korzystam z worków próżniowych. Przydatny gadżet, dzięki któremu ubrania zajmują znacznie mniej miejsca. Polecam bardzo!

4. Książki i zeszyty pakuję w kartony. Wiecie, że możecie dostać puste kartony podchodząc do pierwszego, lepszego marketu? Nigdy nie miałam problemu z otrzymaniem takowych.

5. Rozkręcam rozkręcalne. ;D To znaczy, że rozkładam na części np. lampkę, jeżeli nie mam je w mieszkaniu, blender, bez którego nie potrafię się obyć, a później te części wciskam między mięciutkie ubrania, żeby nic im się nie stało.

6. Do butów i torebek wkładam skarpetki oraz lekkie bluzki, żeby wykorzystać przestrzeń.

7. Długopisy i zakreślacze też wciskam pomiędzy ubrania w walizce.

8. Sprytna rada! Kiedy wszystkie ciuchy spakowałam już rolując i ściskając w walizce, to na koniec zostawiam jeszcze coś większego typu ręcznik, koc i gdy te nie mieszczą się poskładane lub zwinięte, to rozkładam je na płasko i wciskam w brzegi walizki. Przykrywają one wszystkie przedmioty, i gdyby ktoś widział jak otwieram walizkę, żeby np. coś wyciągnąć lub dopakować, to nie musi oglądać przedmiotów, jakie mam w torbie np. mojej bielizny. Chociaż ten trik sprawdza się bardziej podczas podróży np. na lotnisku, to wart jest polecenia.

 

 

Jak sprawnie przeprowadzić się na studia?

 

 

IV. Zorganizuj transport! – Jak to zrobić szybko, tanio i wygodnie?

 

 

Tak jak pisałam na początku, moja mama musiała jeździć ze mną swoim małym samochodzikiem kilkakrotnie, by przewieźć wszystkie potrzebne rzeczy. Na drugim roku studiów, kiedy zasypiałam nad notatkami, ratowało mnie hula-hop. Kręciłam nim, by się dotlenić i pobudzić. Tylko wiecie, to hula-hop też trzeba było jakoś przewieźć. Mogłam z niego zrezygnować, po prostu zostawić je w domu, ale to moje koło ratunkowe. Nie wiem, czy bez niego zdałabym tamten rok. Gdy zasypiasz przy nauce i musisz się ożywić, hulanie jest świetnym rozwiązaniem. Nie rezygnuję z zabierania ze sobą rzeczy, które są mi naprawdę potrzebne i wnoszą coś do mojego życia, tylko dlatego, że zajmują dużo miejsca.

 

Wpis powstał we współpracy z portalem Furgonetka Giełda, na którym możecie zlecić przewiezienie Waszych walizek i pakunków proponując przy tym własną stawkę za transport lub też wybierając ofertę zaproponowaną przez przewoźnika. Przewoźnicy szukają dodatkowego ładunku, więc ceny są bardzo konkurencyjne w porównaniu z firmami stricte przeprowadzkowymi, ponieważ Wasz bagaż zabierany jest przy okazji. Sama bardzo żałuję, że nie wiedziałam o tej możliwości wcześniej dlatego, że:

 

  • Nie zmarnowałabym czasu i paliwa mamy na kilkakrotne przejazdy, kiedy mogłabym wszystko spakować za jednym razem.
  • Zlecając transport na Furgonetce możecie zaznaczyć, że potrzebujecie pomocy w zniesieniu, wniesieniu a nawet pakowaniu i zabezpieczaniu przedmiotów. Co jak co, ale mnie za często na siłce nie widują, a każdy, kto biegał po schodach z walizkami przepełnionymi ubraniami, książkami i naczyniami wie, o jakim bólu teraz myślę. Tym bardziej, jeżeli macie do przewiezienia własne meble np. biurko lub łóżko.
  • Oszczędziłabym pieniądze. Ponieważ mieszkam blisko, na paliwo wydawaliśmy około 30 złotych za przejazd tam i z powrotem. Łączenie jakieś 60-90 PLN za przeprowadzkę (2-3 kursy), plus czas i męczenie się z dźwiganiem ciężarów. Mieszkając 100 km od miejsca docelowego zapłaciłabym 120-180 PLN, nie mówiąc już o większych dystansach.
  • Nie musiałabym dzielić przedmiotów w bagażu na rzeczy pierwszej potrzeby, których potrzebuję natychmiast i te, które mogą dojechać później. Skupiłabym się na optymalizacji miejsca, najlepszym i najbezpieczniejszym rozłożeniu przedmiotów.
  • Za zrealizowane zlecenie może zgarnęłabym bilety do kina, bo właśnie taką promocję ma dla Was Furgonetka Giełda. 30 pierwszych osób, które zrealizują przejazd przez tę podstronę otrzyma podwójne bilety do kina (Multikino). Wiecie, ile one kosztują, co nie? Mamy więc dodatkowe obniżenie kosztów! Bo przecież każdy do kina chodzi. By otrzymać bilety należy po zrealizowaniu zlecenia wysłać link do niego poprzez formularz kontaktowy umieszczony na powyższej stronie, a na początku wiadomości dopisać: #akcjaprzeprowadzka.

 

 

Jak sprawnie przeprowadzić się na studia?

 

 

Na koniec napiszę jeszcze, że aby nie popaść w szał pakowania, to oprócz wymienionych wyżej zasad, zawsze myślę o tym, jak będę się wkurzać, pakując się z powrotem do domu i na nowo układając te wszystkie przedmioty w półkach. To motywuje mnie do tego, by odłożyć jednak kilka talerzyków i kubków do szafek. :D

 

Na pewno studiujący już kilka lat mają swoje sposoby na przeprowadzkę, więc dzielcie się nimi w komentarzach z mniej doświadczonymi! Będzie mi bardzo miło, jeżeli uzupełnicie ten wpis o własną wiedzę i stworzymy tu takie małe przeprowadzkowe kompendium. Zajrzyjcie też na stronę Furgonetka Giełda, bo to naprawdę spoko opcja na przeprowadzkę. Wygodna i w dobrej cenie, a do tego chcą Was obdarować biletami do kina. Dla mnie miodzio.

 

Do następnego czytania!

Ania


 

 

To może Cię zainteresować:

Jak wynająć pokój/mieszkanie i nie dać się oszukać.

 

 

  • Pingback: Maria Smith()

  • Katarzyna Kamińska

    ja akurat na studia nie musiałam się przeprowadzać a gdybym musiała, to zastosowałabym się do Twoich wskazówek.

  • Chetnie z tego skorzystam. Teraz bede sie przeprowadzać na drugi rok studiów. Z transportem nie mam większego problemu, bo do miasta gdzie studiuję mam 80 km, a moi rodzice mają duży samochód, więc nie będzie problemu, aby mi coś zawieść. Gorzej już z wzieciem rzeczy…Na pierwszy rok wzięłam ich aż za duzo. Tym razem chcę ich wziąć mniej, ale że będę mieszkała w akademiku, a wcześniej mieszkałam na stancji, to też trudno mi powiedzieć co mi jest potrzebne.

    • Hmm, może to, co było na stancji zapewnione. Np. jakieś garnki, czajnik itp. Najlepiej prześledzić jak wygląda nasz dzień i tym się kierować. :)

      • Pewnie tak. Postaram się prześledzić dzień i wziąć część rzeczy, które juz były na stancji zapewnione, ale z niektórymi się wstrzymam, bo np. nie chcę kupować suszarki do naczyń, bo może się okazać, że współlokatorka będzie mieć. Myślę też, że niektóre rzeczy wezmę albo dokupię w trakcie. Dużo też zależy od umeblowania pokoju.

  • Weronika “Reiko” Kapusta

    Dla mnie wyprowadzka z domu na studia jest czymś wspaniałym… Wyłączając pakowanie :D Nigdy nie jestem pewna czy czegoś nie zapomnę nawet jeżeli mam kompletną listę rzeczy.
    Na pierwszym roku, gdy mieszkałam w akademiku, zabrałam ich aż za dużo… Na drugim, gdzie wynajmowałam pokój, okazało się, że jednak czegoś mi brakuje. Całe szczęście idę na trzeci rok, będę mieszkać z koleżanką z roku niżej w mieszkaniu jej rodziców i mam nadzieję, że tym razem NICZEGO już nie zapomnę i zostanę tam na dłużej <3

    Zapraszam również na swojego bloga. Czasem pojawi się studencki post z pięknego miasta Kraków ;)
    http://p-reiko.blogspot.com/

  • Jak rok temu pakowałam się na pierwszy rok studiów to przeżywałam niezłą tragedię z tym pakowaniem :D Na szczęście wpadłam na pomysł, by wszystkie rzeczy zgromadzić w jednym miejscu – to naprawdę najlepsza metoda. Teraz pakuję się znowu, ale jestem już mądrzejsza. Rok temu wszystko musiałam zmieścić do jednego plecaka, dotargać na dworzec, wtargać do pociągu… Nie było mowy, bym zmuszała krewnych do wożenia moich rzeczy przez całą Polskę. Teraz na szczęście wpadłam na pomysł wysłania części bambetli pocztą – a raczej moi rodzice je wyślą, jak już poznam swój nowy adres :D Wyprowadzając się, wysłałam chyba z pięć paczek mojej współlokatorki (biedna była po operacji i nie mogła dźwigać). Dlatego będę znowu jechać z jednym plecakiem, ale lżejszym :D
    Opcja ze zleceniem transportu wydaje się fajna – może by mnie tez przewieźli :D Bo już nie mogę patrzeć na nocne pociągi! Pytanie tylko, ile bym zapłaciła za 500 km jazdy…

    • Tak, zbieranie wszystkiego w jedno miejsce sprawia, że widzimy, co mamy i czy mamy tego za dużo, czy coś się nie powtarza. A ze zleceniem bym spróbowała, bo przewoźnikowi jednorazowo płacisz za przesyłkę kilku paczek. Poczta też musi 500 km przejechać. :) Wrzuć zlecenie i zobaczysz, co się stanie. :) A nuż dostaniesz jeszcze bilety do kina! :)

  • Ooo akurat sie październik zbliża, podeślę koleżance ;p

  • Nersi

    Wykorzystanie depozytu w akademiku było najlepszą decyzją na świecie! Wszystkie potrzebne przyrządy kuchenne (a mam ich sporo, bo uwielbiam gotować!), zimowe ubrania, segregatory z notatkami… Rupiecie upchane w cztery pudła i zostawione za grosze. Dzięki temu, wyprowadzając się z akademika, załadowałam się w dwie walizki i do domu. :)
    Jeśli tylko ma się taką okazję, to grzech nie skorzystać :D

    • Jestem w szoku, że akademiki coś takiego oferują. Gdzie to? :)

      • Nersi

        Kraków, Miasteczko Studenckie :)

        • Aśka Nowacka

          Poznań też to ma :D

  • Ahhhh gdybym to wiedziała 6 lat temu! :) Albo nawet później! Bo na studiach miałam łącznie 8 wprowadzek i wyprowadzek. I wyprowadzka nigdy nie równała się wprowadzce. Bo zawsze wszystko lądowało w domu na wakacje :)

  • Ja wyjeżdżałam do dość dalekiego miasta i nastawiałam się, że do domu tak naprawdę już nie wrócę, więc pakowałam się na zasadzie „kupię na miejscu”. Raz pojechałam tylko z rzeczami podstawowymi, pociągiem, potem wróciłam i spakowałam praktycznie wszystkie ciuchy w jeden plecak, kołdrę w worek na śmieci (przewiązany „na trupa”), a rzeczy osobiste w dwa kartony. Nie brałam prawie nic, dwa kubki, lampkę, kilka płyt… No i niestety babcia wcisnęła mi patelnię, więc patelnia jechała osobno. Cztery książki pojechały w torbie na ramię. Spokojnie wyszedł jeden kurs. Potem rzeczy dowoziłam albo kupowałam. I tak mam tak mało miejsca, że walczę raczej sprytem niż rzeczami :P
    Metoda „na plan dnia” jest najlepsza, gdy pakuję się na wyjazdy, stanowczo. Sama polecam pozbyć się po prostu sentymentów i przekonania, że wszystko się przyda, i koniecznie muszę jechać na studia z kompletem talerzy po babci i tarką do owoców. Lepiej pojechać prawie bez niczego i przekonać się na własnej skórze, jakie są nasze nawyki i potrzeby.

    • Omg, ja bym chyba nie dała rady taka obładowana jechać. 😯 Po tym jak raz kroiłam łyżką pomidory nic mnie nie zaskoczy, ale jednak lubię w kuchni mieć różne praktyczne przyrządy. A to pewnie różni się od osoby do osoby, każdemu zależy na czymś innym. 😊

  • Sandra

    Mieszkam w akademiku, w którym można zostawić dowolną ilość kartonów w depozycie za symboliczne 5 zł. Skorzystałam z tego i nie zabrałam wielu rzeczy typu pościel, garnki czy talerze. W domu i tak mam pełen komplet wiec wożenie tego byłoby bez sensu. Zostały też książki i wiele innych zbędnych w wakacje i w domu rzeczy. Ubrania spakowałam do kartonu i posłałam kurierem za 30zł. Co jest około 1/10 ceny jaką musiałbym wydać na paliwo w obie strony.
    Sandra

    • Jesteś potwierdzeniem tego, że zlecenie transportu po prostu się opłaca. 😊 A pomysł akademika genialny. I tak mają sporo wolnych przestrzeni w wakacje, więc czemu ich nie wykorzystać? 😊