Jak wygląda moja studencka organizacja czasu. + Przydatne narzędzia.

Gołym okiem moż­na zauwa­żyć, że mam w sobie coś z orga­ni­za­cyj­ne­go dzi­wa­ka. Lubię pla­no­wać dni, dzie­lić dobę na czę­ści, wyty­czać sobie cele i wcze­śnie wsta­wać. Z dru­giej zaś stro­ny wg. słów pio­sen­ki “uczę się nic nie robić i dłu­go spać.” Wiem, brzmi dość kon­tra­sto­wo, a ja uczę się pil­nie. Nigdy nie wyro­bię sobie poran­nej ruty­ny, bo każ­dy mój pora­nek wyglą­da ina­czej. Nie mam usta­lo­nej kolej­no­ści parze­nia her­ba­ty i mycia zębów. Taka orga­ni­za­cja cza­su dla mnie nie ist­nie­je. Z moim obec­nym pla­nem zajęć na uczel­ni nie muszę nawet wcze­śnie wsta­wać, ale jed­nak chcę.  No więc jak to ze mną jest?

 

 

Lubię korzy­stać z życia. A życie nie dzie­je się w przy­szło­ści i w pla­nach. Dla­te­go czę­sto wsta­ję wcze­śnie, by wyko­rzy­stać dzień w peł­ni. Lecz pew­ne­go dnia, gdy usły­szę po tam­tej stro­nie moje pod­su­mo­wa­nie życia w licz­bach, nie chcę, żeby było nud­ne. Niech będą tam: 43 wyj­ścia z łóż­ka po 12:00, 5 nie­zmy­tych maki­ja­ży, 74 roz­la­ne napo­je, 266 spon­ta­nicz­nych wypa­dów i 3 wdep­nię­cia w psią kupę. Nie chcę zamy­kać moje­go życia w sztyw­ne ramy. Mój tekst o ludziach — maszy­nach dosta­tecz­nie odda­wał te oba­wy. A jed­nak się orga­ni­zu­ję, pla­nu­ję i zapi­su­ję. Jak to robię i dla­cze­go?

 

 

Roz­sąd­na orga­ni­za­cja cza­su może być furt­ką do wol­no­ści. To praw­da, że nie jesteś wol­ny, gdy trzy­masz się sztyw­no wyzna­czo­ne­go pla­nu od 7:00 do 22:00. Nie jesteś też, gdy odkła­dasz wszyst­ko na ostat­nią chwi­lę i żyjesz w stre­sie. Pla­nu­ję swój dzień, ale cza­sem pla­ny spon­ta­nicz­nie zmie­niam. Robię zabaw­ne rze­czy w cią­gu dnia, jak śpie­wa­nie pod­czas goto­wa­nia. (Cho­ciaż nie wiem, czy dla sąsia­dów to takie zabaw­ne.) Cza­sem też wszyst­ko ole­wam. Cza­sem nie pla­nu­ję. Cza­sem zapo­mi­nam.

 

 

organizacja

 

 

Studencka organizacja czasu.

 

 

1. Lista to do.

 

 

Muszę ją mieć wierz­chu, więc zapi­sy­wa­nie cze­go­kol­wiek w kalen­da­rzu odpa­da. Naj­le­piej spraw­dza się ście­ral­na tabli­ca. Nie jest dro­ga i szcze­rze powiem, że chcia­ła­bym moją zmie­nić na tę. Jest genial­na! Zapi­su­ję więc wszyst­ko, co mam do zro­bie­nia na dany dzień. Nie waż­ne, czy jest to zwią­za­ne z uczel­nią, blo­giem czy domem. W nie­któ­re dni, te bar­dziej pra­co­wi­te doda­ję godzi­ny, w jakich zaj­mu­ję się poszcze­gól­ny­mi zada­nia­mi.

 

 

2. Zasa­da obo­wiąz­ku i “samo­za­trud­nie­nie”.

 

 

Tego nauczy­ła mnie mama. Naj­pierw obo­wiąz­ki, potem przy­jem­no­ści. Zawsze od razu po zje­dze­niu obia­du musia­łam biec do lek­cji. Nie dawa­ła mi chwi­li odpo­czyn­ku! I robi­ła dobrze. Teraz mam to samo. W pierw­szej kolej­no­ści zabie­ram się za to, co muszę zro­bić, żeby mieć póź­niej czas dla sie­bie. To spra­wia, że wie­czo­ry mam zwy­kle wol­ne i uwiel­biam je cele­bro­wać!

 

Zasa­dę samo­za­trud­nie­nia już zna­cie. Odkry­łam ją w te waka­cje i oka­zu­je się, że spraw­dza się ona napraw­dę w wie­lu, wie­lu spra­wach! Ogól­nie cho­dzi o to, że reali­zu­jąc jakiś więk­szy pro­jekt, podej­mu­je­my się samo­za­trud­nie­nia. Cho­dzi­my więc “do pra­cy”. Gdy jeste­śmy w pra­cy, czy to w tej praw­dzi­wej, czy wła­śnie w tej naszej, wymy­ślo­nej, nie zaglą­da­my na Face­bo­oka, nie robi­my sobie przerw co 10 minut i ogól­nie sku­pia­my się na robo­cie. Tak uda­ło mi się spraw­nie napi­sać w waka­cje roz­dział mojej pra­cy dyplo­mo­wej. Wię­cej na ten temat w tek­ście: Jak zmo­ty­wo­wać się do pisa­nia pra­cy licencjackiej/magisterskiej. Zatrud­nić może­my się przy róż­nych pro­jek­tach. Np. przy nauce, blo­go­wa­niu, pisa­niu pra­cy, itp. Ja nie prze­wi­du­ję dla sie­bie żad­nych nagród, bo nagro­dą jest dla mnie już sam efekt pra­cy, ale jeże­li zde­cy­du­je­cie się na odpo­wied­nie “wyna­gro­dze­nie”, to pomy­śl­cie też nad ewen­tu­al­ny­mi “kara­mi” za złe wyko­ny­wa­nie swo­jej pra­cy. ;)

 

 

3. Goto­wa­nie jak odpo­czy­wa­nie.

 

 

Uwiel­biam goto­wać. Ten moment jest dla mnie zara­zem odpo­czyn­kiem w cią­gu dnia i szcze­rze powiem, że prze­cho­dzę do nie­go dość wcze­śnie. Koło 11:00 — 12:00. To moja prze­rwa od obo­wiąz­ków. Gotu­ję tak wcze­śnie, bo zawsze mi ten obiad bar­dzo cią­ży. Chcę jak naj­szyb­ciej zre­ali­zo­wać swój pomysł i nie mogę się docze­kać efek­tu. Mogła­bym mieć wła­sną knajp­kę i chęt­nie bym w niej goto­wa­ła.

 

 

organizacja

 

 

4. Czas wol­ny = czas świę­ty.

 

 

Zale­ży od dnia, cza­sem uda mi się już od 18:00, cza­sem od 20:00, a cza­sem od 22:00 mieć czas dla sie­bie. W sumie moją moty­wa­cją do dzia­ła­nia jest to, żeby wła­śnie zała­twić wszyst­ko, co mam zała­twić i jak naj­szyb­ciej przejść do cza­su wol­ne­go. Te wie­czo­ry są dla mnie nie­zwy­kle waż­ne, bo bez nich sta­wa­łam się czło­wie­kiem — maszy­ną. Mam wte­dy czas na prze­my­śle­nie moich dzia­łań, na roz­wój i roz­ryw­kę. Widzia­łam, jak mało efek­tyw­na byłam bez tej czę­ści dnia, gdy zasu­wa­łam leni­wo przez cały dzień. Brzmi to zabaw­nie, ale tak wła­śnie moż­na nazwać moje stę­ki nad zada­nia­mi do wyko­na­nia prze­pla­ta­ne cią­głym odry­wa­niem się od pra­cy.

 

 

5. Samo­kon­tro­la.

 

 

Kolej­ną waż­ną zasa­dą, do któ­rej po pro­stu musia­łam doj­rzeć, jest samo­kon­tro­la. Pil­nu­ję sie­bie, żeby nie dać się wcią­gnąć w wir inter­ne­tu. Każ­de­mu się zda­rza. Gdy zbyt dłu­go scrol­lu­ję Face­bo­oka, zapa­la mi się czer­wo­na lamp­ka. To wyma­ga dobrych umie­jęt­no­ści w obser­wo­wa­niu wła­snej oso­by. Co jakiś czas muszę “wyjść z cia­ła”, popa­trzeć na to, co robię, jak się zacho­wu­ję i to oce­nić, a potem pod­jąć decy­zję o ewen­tu­al­nej zmia­nie tego sta­nu. Na tym pole­ga moja zasa­da samo­kon­tro­li. Dodam też, że takie “wycho­dze­nie z sie­bie” przy­da­je się też w róż­nych sytu­acjach dnia codzien­ne­go, do obser­wo­wa­nia wła­snych emo­cji i zacho­wań. Mogę zaob­ser­wo­wać np., że się zde­ner­wo­wa­łam i prze­ana­li­zo­wać, jak do tego doszło, by unik­nąć tej sytu­acji w przy­szło­ści. Cie­ka­we doświad­cze­nie. Pole­cam.

 

 

Narzędzia

 

 

  • Budzik  — oczy­wi­ście słu­ży przede wszyst­kim do budze­nia mnie rano, ale ja uży­wam go też w celu usta­wie­nia przy­po­mnień na cały dzień. Jeże­li jestem umó­wio­na z kimś na 15:00 to na 13:00 nasta­wiam budzik z przy­po­mnie­niem.
  • Tabli­ca —  Tu zapi­su­ję cały swój plan dnia, a póź­niej suk­ce­syw­nie ście­ram to, co już zro­bi­łam.
  • Kalen­darz — Nie zapi­su­ję w nim pla­nu dnia, bo to koń­czy­ło się tym, że kalen­da­rza w ogó­le nie otwie­ra­łam. Są w nim roz­pi­sa­ne tyl­ko naj­waż­niej­sze punk­ty tygo­dnia, jakieś kolo­kwia, spo­tka­nia i wyda­rze­nia.
  • Momen­tum — To roz­sze­rze­nie do prze­glą­dar­ki Chro­me. Wita mnie codzien­nie pięk­ny­mi zdję­cia­mi i pyta, co zamie­rzam dzi­siaj zro­bić. Bar­dzo miło z jego stro­ny. Powiem Wam jed­nak w tajem­ni­cy, że zdra­dzam mu tyl­ko to, co mam zro­bić na kom­pu­te­rze. Po co ma wie­dzieć wię­cej?
  • Apli­ka­cja budże­to­wa — pisa­łam o kil­ku ostat­nio w tek­ście: Naj­lep­sze apli­ka­cje do kon­tro­li wydat­ków.
  • Toggl — narzę­dzie, dzię­ki któ­re­mu wiem, ile cza­su poświę­ci­łam na daną czyn­ność.
  • Forest: Stay focu­sed — Poma­ga mi się kon­tro­lo­wać. W apli­ka­cji sadzi­my drzew­ka. Usta­wia­my czas np. 30 min. Jeże­li sko­rzy­sta­my w tym cza­sie z tele­fo­nu drzew­ko umrze. A my nie chce­my zabi­jać drze­wek.

 

 

To tyle, jeśli cho­dzi o moją orga­ni­za­cję. Chy­ba o niczym nie zapo­mnia­łam. Ten temat zawsze mnie inte­re­so­wał, bo wyda­wał mi się klu­czem do szczę­śli­we­go życia. Wyda­wa­ło mi się, że jak tak sobie wszyst­ko poukła­dam, to będę szczę­śli­wa, bo zor­ga­ni­zo­wa­na, a jak zor­ga­ni­zo­wa­na to i cele będzie mi łatwiej osią­gać. No i tak po czę­ści jest, ale sta­ram się nie zapo­mi­nać o spon­ta­nicz­no­ści w życiu. Macie jesz­cze kil­ka rad i pomy­słów dla mnie bądź dla takich jak ja, tyle że sprzed kil­ku lat? :)

 

 

Inne wpi­sy doty­czą­ce orga­ni­za­cji cza­su i pro­duk­tyw­no­ści:

 

Mogłam zrobić więcej. — Przestań tak myśleć!

Czy metoda ALPEN to lek na twoje problemy z planowaniem czasu?

Rozdrabnialstwo.

 

 

Do następ­ne­go czy­ta­nia!

Ania

 

  • Adri Jawor­ska

    A nie robisz żad­nych desek wizu­al­nych? To zna­czy pla­ka­tów z orga­ni­zo­wa­niem cza­su albo po pro­stu duże­go pla­ka­tu z obraz­ka­mi, któ­re mogą Cie­bie moty­wo­wać do celów?:)

  • Marze­na

    Cie­ka­wa apli­ka­cja z drzew­ka­mi, dobry pomysł. Ale ja tak nie potra­fi­ła­bym, bo cze­sto ucząc się cze­goś potrze­bu­ję tele­fo­nu, bo mam tam jakieś waż­ne zdję­cia.

  • Ja zwy­kle robię te same rze­czy o tej samej porze ;) Ale cza­sem potra­fię się wyła­mać i zna­leźć np. pół godzi­ny na nie­pla­no­wa­ną drzem­kę ;) Mimo to, sta­ram się nicze­go nie odkła­dać na póź­niej, tym spo­so­bem nie zbie­ra mi się milion rze­czy do zro­bie­nia na raz. Cie­ka­we te apli­ka­cje, muszę je prze­te­sto­wać.
    Bar­dzo cie­ka­wy blog. Na pew­no będę zaglą­dać czę­ściej.

    Pozdra­wiam Aniu :)

  • Orga­ni­za­cja pra­cy powin­na być dome­ną każ­de­go, kto ceni sobie swój czas.

  • Suuuuper. Niby wszyst­ko o już wiem, ale uwiel­biam o tym czy­tać bo jesz­cze bar­dziej nie to moty­wu­je do dzia­ła­nia.

  • Samo­za­trud­nie­nie — coś dla mnie. Sta­ram się myśleć w podob­ny spo­sób :)

  • Ta apli­ka­cja z drzew­kiem to chy­ba dla praw­dzi­wych mania­ków tele­fo­nu :)