Nauka języków. Czy Ty też dałeś się oszukać?

Pró­bo­wa­łam już swo­ich sił w róż­nych języ­kach. Z cza­sem moje myśle­nie na ich temat bar­dzo ewo­lu­owa­ło. Kie­dyś wyda­wa­ło mi się, że nauka języ­ków to takie cięż­kie zada­nie, któ­re trze­ba wyko­ny­wać lata­mi, być bar­dzo sys­te­ma­tycz­nym i dopie­ro wte­dy przy­nie­sie ono efek­ty. A wszyst­ko dla­te­go, że ktoś mnie okła­mał.

 

 

Nauka języków — moje spostrzeżenia.

 

 

Kłam­stwo nr 1 — Czas.

 

 

Teraz wiem, że to nie do koń­ca tak. Moż­na uczyć się języ­ka lata­mi, ale uczyć się rze­czy, któ­re są nie­przy­dat­ne, a póź­niej nie być w sta­nie się doga­dać. Moż­na być spryt­nym i uczyć się pod komu­ni­ka­cję (jak ja we Wło­szech), a póź­niej umieć się doga­dać na zado­wa­la­ją­cym pozio­mie. Moja nauka pole­ga­ła na tym, że jeże­li nie umia­łam odpo­wie­dzieć Wło­cho­wi na jakieś pyta­nie, to spraw­dza­łam w domu, co powin­nam była mu powie­dzieć, uczy­łam się tego, (wła­ści­wie to uczyć się nie musia­łam, bo jakoś tak samo­ist­nie zapa­mię­ty­wa­łam te zda­nia) i przy następ­nej, oka­zji udzie­la­łam już odpo­wie­dzi. Zda­rza­ło się, że Wło­si stwier­dza­li, że świet­nie mówię po wło­sku, a ja prze­cież nie zro­bi­łam jesz­cze książ­ki A2! Wszyst­ko dla­te­go, że to, co mówi­łam spra­wia­ło wra­że­nie języ­ka na wyso­kim pozio­mie.

 

 

Kłam­stwo nr 2 — Ośmie­sze­nie.

 

 

Strach przed ośmie­sze­niem się jest dziw­ny. Pod­czas Era­smu­sa zasta­na­wia­łam się, czy nie doty­czy tyl­ko Pola­ków. Hisz­pa­nie nie mie­li pro­ble­mu z duka­niem po angiel­sku. Nie mie­li pro­ble­mu z tym, że opo­wia­da­ją mi o prze­szło­ści w cza­sie teraź­niej­szym, nie mie­li pro­ble­mu ze złą kon­struk­cją zda­nia czy fone­ty­ką. (Mówi­li np. jołk.) Naj­waż­niej­sze, że się rozu­mie­li­śmy. Nie zda­je­my sobie spra­wy, jak nie­wie­le trze­ba umieć, żeby być w sta­nie komu­ni­ko­wać się z dru­gim czło­wie­kiem.

 

 

Kłam­stwo nr 3 — Lans.

 

 

Fascy­nu­je mnie też to, jak ogrom­ny wpływ na nasze myśli ma język, któ­rym mówi­my. To nie­sa­mo­wi­te, że nawet kon­struk­cje w języ­ku mogą deter­mi­no­wać Twój cha­rak­ter. Podo­ba mi się ta zmia­na, w któ­rej nagle obiekt, jakim jest tru­skaw­ka sta­je się fra­go­lą. Tzn. że zaczy­nasz mówić sło­wa­mi z języ­ka, któ­re­go się uczysz. Będąc we Wło­szech nie kupo­wa­łam tru­ska­wek, bo prze­cież we Wło­szech nie ma tru­ska­wek! Są fra­go­le! I to nie zna­czy, że wra­ca­jąc do Pol­ski mylę sło­wa i nie pamię­tam już, jak nazy­wa­ją się tru­skaw­ki. ;)

 

W Pol­sce wyda­je mi się, że jestem bar­dziej ofi­cjal­na. W skle­pie mówię dzień dobry. We Wło­szech “ciao” lub “buon­gior­no”, co spra­wia, że jestem jakaś taka bez­po­śred­nia. Nawet w Niem­czech moż­na powie­dzieć nie­miec­kie “cześć” wcho­dząc do skle­pu, a u nas “cześć” nikt nie powie. Zabaw­ne. Nie jest to zła cecha, a świad­czy ona o naszej grzecz­no­ści. Obco­kra­jow­cy stwier­dza­ją, że jeste­śmy bar­dzo uprzej­mi. Pod­czas kłót­ni zacho­wu­je­my for­my grzecz­no­ścio­we. Bo Anglik powie “fuck you”, a Ty do obce­go, star­sze­go czło­wie­ka powiesz “spier­da­laj Pan”. (Oczy­wi­ście ja wiem, że Ty tak nie mówisz, to tyl­ko hipo­te­za.)

 

 

nauka języków ktoś nas chyba okłamał

 

 

Kłam­stwo nr 4 — Trud­na nauka języ­ków.

 

 

Cięż­ko mi uwie­rzyć, że w dzi­siej­szych cza­sach moż­na nie uczyć się języ­ków. Prze­cież te ude­rza­ją w nas z każ­dej stro­ny. Już samo prze­glą­da­nie Youtube’a czy memów spra­wia, że samo­ist­nie się uczy­my. Oglą­da­nie fil­mów w obcym języ­ku jest dobrą ini­cja­ty­wą wła­sną, by polep­szyć rozu­mie­nie ze słu­chu. Zapew­ne sami jeste­ście w sta­nie zro­zu­mieć z języ­ka angiel­skie­go dużo wię­cej niż powie­dzieć i chy­ba nie da się wyrów­nać tej rela­cji. Ja mam tak rów­nież z nie­miec­kim. Nie powie­dzia­ła­bym, że nauka języ­ków jest trud­na. Cza­so­chłon­na? Też nie. To po pro­stu kolej­ne zaję­cie.

 

 

Kłam­stwo nr 5 — Ska­la A1 — C2.

 

 

Cały ten wpis to moje prze­my­śle­nia na temat nauki języ­ków. Myślę, że języ­ki są bar­dzo obszer­nym i nie do koń­ca zro­zu­mia­łym zagad­nie­niem, któ­re ktoś pró­bo­wał wci­snąć w tabel­kę A1-C2 i śred­nio mu to wyszło. Opis Two­ich umie­jęt­no­ści języ­ko­wych to nie jakaś tam ska­la. To wszyst­ko jest bar­dzo płyn­ne i trud­ne do okre­śle­nia. Wszyst­ko zale­ży od tego, cze­go od sie­bie ocze­ku­jesz. Papier­ki roz­da­ją na lewo i pra­wo, pra­co­daw­cy jed­nak coraz czę­ściej patrzą na to, co potra­fisz, a nie jaki masz papie­rek. Nie moż­na powie­dzieć, że ktoś, kto ukoń­czył kil­ka kur­sów języ­ko­wych z dyplo­mem C2 jest na tym samym pozio­mie, co oso­ba, któ­ra skoń­czy­ła filo­lo­gię. A teo­re­tycz­nie ta ska­la by na to wska­zy­wa­ła.

 

 

Kłam­stwo nr 6 — Sła­bo mówisz po…

 

 

Naj­gor­si są nauczy­cie­le, któ­rzy pró­bu­ją poka­zać Ci, jak mało wiesz zamiast pod­kre­ślić to, cze­go się już nauczy­łeś. Nie daj się wcią­gnąć w tę maszy­nę, bo uwierz mi, że nie wszę­dzie został­byś tak samo oce­nio­ny. Ando­nii mówił, że ma angiel­ski na pozio­mie C1 (z tym jołk i myle­niem cza­sów) i dobrze, że czuł się tak pew­ny sie­bie, bo to dawa­ło mu moż­li­wość bez­pro­ble­mo­wej komu­ni­ka­cji. Tak napraw­dę do momen­tu, w któ­rym sam nie powiesz, że dobrze mówisz w danym języ­ku, to nikt Ci tego nie powie.

 

 

Pochwal się więc, w jakim języ­ku jesteś dobry i nie żałuj sobie kom­ple­men­tów! Popatrz na to, co już potra­fisz, a nie na to, cze­go musisz się nauczyć. To był ostat­ni wpis z serii Waka­cyj­ne­go Wyzwa­nia Języ­ko­we­go. Trwa­ło ono 2 mie­sią­ce i napraw­dę, nie waż­ne jest to, cze­go nie zro­bi­łeś. Ciesz się z tego, co masz. :)

 

 

Mój kalen­darz mówi, że Pod­su­mo­wa­nie Waka­cyj­ne­go Wyzwa­nia Języ­ko­we­go za tydzień. Jeże­li chcesz się ze mną czymś podzie­lić to pisz do mnie na: [email protected] lub ode­zwij się na Face­bo­oku. Chęt­nie poczy­tam o Two­ich zma­ga­niach. 

 

 

Poprzed­nie wpi­sy z serii:

Kanały językowe na Youtube, które musisz znać.

Wakacyjne Wyzwanie Językowe: Mówię po innemu.

Najlepsze aplikacje do nauki języków.

Nauka angielskiego – jak płynnie mówić po angielsku w 5 krokach.

 

Do następ­ne­go czy­ta­nia!

Ania

  • Kami­la Kucz­mar­ska

    Mam pytan­ko zna ktoś jakąś stro­nę gdzie mogła­bym pisać po angiel­sku z kimś a nie z symu­la­to­rem. Wyda­je mi się to o wie­le cie­kaw­sze :)

  • Pingback: 5 rzeczy, których nauczyło mnie Wakacyjne Wyzwanie Językowe.()

  • Nie do koń­ca zga­dzam się z 5. Spo­ro osób po licen­cja­cie z filo­lo­gii ma dość sła­by poziom. Nie wiem czy się śmiać czy pła­kać, jak ich słu­cham w pra­cy :P Ja jestem po roku miesz­ka­nia za gra­ni­cą i 4-let­nim pro­fi­lu języ­ko­wym w liceum, a znam gra­ma­ty­kę i umiem mówić tak samo dobrze/lepiej niż absol­wen­ci filo­lo­gii. Z angiel­skie­go nie mam żad­ne­go kur­su i bar­dzo nie­wie­le mia­łam go w szko­le, przez więk­szość cza­su na sła­bym pozio­mie, ale daję sobie C1, bo wiem, że na to zasłu­gu­ję (i pozy­tyw­nie wery­fi­ku­ją to pra­co­daw­cy). Skil­le języ­ko­we moż­na zdo­być na róż­ne spo­so­by — moja kuzyn­ka, któ­ra uczy­ła się nor­we­skie­go na kur­sach i jeż­dżąc do Nor­we­gii teraz pra­cu­je tam jako psy­cho­log dzie­cię­cy. Moż­na? Moż­na. Ska­la A1-C2 jest wg mnie ide­al­nie uło­żo­na, tyl­ko mało kto się wgłę­bia i fak­tycz­nie czy­ta na czym ona pole­ga. Jest w niej uwzględ­nio­ny podział na mówie­nie, czy­ta­nie, słu­cha­nie i pisa­nie. Moż­na mieć inny poziom w każ­dej z tych kom­pe­ten­cji. Filo są prze­re­kla­mo­wa­ne :) Nie każ­dy po nich ogar­nia.

    • Pobyt za gra­ni­cą to na pew­no naj­lep­szy spo­sób na naukę jaki może­my sobie zagwa­ran­to­wać. :) Myśla­łam bar­dziej o ukoń­cze­niu magi­stra z filo­lo­gii. Takie oso­by mają za sobie 2 pra­ce nauko­we napi­sa­ne w danym języ­ku, set­ki godzin spę­dzo­nych w lite­ra­tu­rze dane­go języ­ka, set­ki godzin słu­cha­nia go na uczel­ni, roz­wią­zy­wa­nia zadań itd. Fak­tycz­nie nie­któ­rym bra­ku­je wyjaz­du za gra­ni­cę, ale mam nadzie­ję, że po magi­ster­ce to się już nie zda­rza, żeby ktoś uczył się języ­ka i nigdy nie był w danym kra­ju. ;p Pisząc to mia­łam na myśli napraw­dę stu­diu­ją­cych stu­den­tów, a nie tych, któ­rzy pota­jem­nie prze­cho­dzą z roku na rok i to jest wła­ści­wie ich jedy­nym celem. Skoń­cze­nie stu­diów a nie pozna­nie języ­ka. Pew­nie, że moż­na się nauczyć języ­ka na kur­sach i wyjaz­dach i wyspe­cja­li­zo­wać się pod wła­sną dział­kę i być lep­szym od jakie­goś nie­oga­ra po filo­lo­gii i to jest super. :) Stu­dent po filo­lo­gii ma nato­miast dużo szer­szą wie­dzę ogól­ną o języ­ku, a jeże­li jest na pro­fi­lu tłu­ma­cze­nio­wym, tak jak ja, to rów­nież zna się bar­dzo dobrze na języ­kach spe­cja­li­stycz­nych. Powiedz­my tak, że po kur­sach wie się te naj­waż­niej­sze i naj­po­trzeb­niej­sze rze­czy, a po stu­diach to plus szcze­gó­ły. :D

      • Nie spo­sób się z Tobą nie zgo­dzić, Aniu :) Ale wiesz, musia­łam się przy­cze­pić, tych nie­oga­rów tyle xD Ale stu­dia, czy tam taki pro­fil jak mój w LO potra­fią bar­dzo dużo dać. Brak usys­te­ma­ty­zo­wa­nej wie­dzy i ucze­nie się “z powie­trza” na wyjaz­dach, kur­sach inter­ne­to­wych i zwy­kłych to nie to samo. Tak wła­śnie uczę się ukra­iń­skie­go i cie­ka­we jak się to poto­czy dalej. Pew­nie się będę uczyć wraz z moimi dzieć­mi, jak już się poja­wią :P Nie­wy­klu­czo­ne, że to zastą­pi mi stu­dia, ale wydłu­ży naukę, to pew­ne.

  • Pingback: WTORLINKI #68 - Króliczek Doświadczalny()

  • A koniec koń­ców przy­naj­mniej ja tak uwa­żam — nauka języ­ków jest bar­dzo faj­nym i pro­stym zaję­ciem jak chce się go nauczyć. Racja lepiej chwa­lić ucznia, niż poka­zy­wać jego nie­wie­dzę. Moty­wa­cja zawsze jest waż­na :)

  • Z nume­rem 3 to jest fak­tycz­nie cie­ka­we zja­wi­sko. Język deter­mi­nu­je bar­dzo moc­no — cza­sa­mi mam wra­że­nie, że moi anglo­ję­zycz­ni zna­jo­mi zna­ją mnie od innej stro­ny niż pol­scy :) Odczu­łam to też na Era­smu­sie w kon­tak­tach z wykła­dow­ca­mi — w Pol­sce trze­ba uwa­żać, żeby przy­pad­kiem nie pomy­lić komuś tytu­łu i cała kon­wer­sa­cja jest na mak­sa sztyw­na — a po angiel­sku luzik, wszyst­ko “na ty”. Faj­ną to two­rzy atmos­fe­rę, wykła­dow­cy są part­ne­ra­mi do roz­mo­wy po zaję­ciach i nie muszę się bać, że zwró­cę się do kogoś z nie­wy­star­cza­ją­cym sza­cun­kiem. Z blo­ka­dą w mówie­niu to chy­ba maso­wy pro­blem Pola­ków, też go mia­łam — nie wiem, cze­mu jeste­śmy tacy samo­kry­tycz­ni i nie­pew­ni siebie:P

    • O to bar­dzo cie­ka­we spo­strze­że­nia. :) U mnie na Era­smu­sie też się mówi­ło ciao do nauczy­cie­li i niko­mu to nie prze­szka­dza­ło. Było tak bar­dziej ludz­ko :)

  • Jak byłam we Wło­szech, to tra­fia­łam w takie miej­sca, gdzie Wło­si nie chcie­li roz­ma­wiać po angiel­sku, a koniecz­nie… po wło­sku. Ale prze­zor­na Iza zabra­ła roz­mów­ki i dawa­ła radę, a kwe­stia­mi wymo­wy się nie przej­mo­wa­łam, bo Wło­si mi poma­ga­li. Krę­pu­ją mnie nato­miast moje błę­dy fone­tycz­ne w angiel­skim czy nie­miec­kim, bo to bar­dzo popu­lar­ne języ­ki i “wymia­ta­nie” w nich jest wręcz wyma­ga­ne, o czym prze­ko­nu­ję się widząc krzy­we spoj­rze­nia zna­jo­mych, gdy w roz­mo­wie z obco­kra­jow­ca­mi coś źle nawet nie tyle wypo­wiem, co zaak­cen­tu­ję.

    • No Wło­si są kocha­ni w tej kwe­stii. Nie chcą mówić po ang. ale cie­szą się jak ktoś mówi po wło­sku. A co do zna­jo­mych, to może czas na jakąś roz­mo­wę, bo to bar­dzo nie­faj­ne zacho­wa­nie. Kur­czę, każ­dy się kie­dyś uczył. Prze­cież czło­wiek uczy się na błę­dach i zało­żę się, że będąc wytrwa­łą możesz wkrót­ce mówić lepiej niż oni. :)

  • U mnie 2 bie­rze górę :( ale sta­ram się jak mogę! ;)

  • Gra­vis­sa ***

    Dla mnie naj­więk­szym pro­ble­mem jest strach przed ośmie­sze­niem i po pro­stu jakaś taka blo­ka­da.. Nie wiem jak to poko­nać. Jakieś rady? Po pro­stu rzu­cić się na głę­bo­ką wodę?
    (od-zera-do-runnera.blogspot.com)

    • Pomyśl o Ando­nim, któ­ry zamiast wymia­wiać dżołk mówił jołk i od razu poczu­jesz się lepiej, bo będziesz wie­dzia­ła, że są gor­si od Cie­bie. :D Dobry jest też samot­ny wyjazd, gdzie już po pro­stu musisz zacząć mówić.

      • Gra­vis­sa ***

        W koń­cu wyja­dę :) Posty o tanim podró­żo­wa­niu u Cie­bie mnie zachę­ca­ją

    • U mnie jest podob­nie, po pro­stu wsty­dzę się mówić. Boję się, że pal­nę jakąś głu­po­tę. To jest napraw­dę strasz­na blo­ka­da, któ­rej nie mogę prze­ła­mać.

      • Gra­vis­sa ***

        Hmm, to jest nas dwie! Powin­ny­śmy razem wyje­chać i wte­dy obie będzie­my zmu­szo­ne do gada­nia :P

      • Coś czu­ję, że muszę wię­cej na ten temat napi­sać. :)

  • jako filolog/tłumacz z wykształ­ce­nia uwa­żam, że to cięż­ki kawa­łek chle­ba. dla­te­go po kore­pe­ty­cjach i prak­ty­kach w szko­le nie zde­cy­do­wa­łam się na pra­cę jako lek­tor, to zawód z ogrom­ną misją i odpo­wie­dzial­no­scią, ale gło­do­we staw­ki wca­le nie zachę­ca­ją do przy­kła­da­nia się do pro­wa­dze­nia takich zajęć :(

    • Mnie prze­ra­ża cza­sem, że łatwiej i przy­jem­niej jest z kimś sie­dzieć i odmie­niać haben i sein niż robić tłu­ma­cze­nie, któ­re kosz­tu­je tyle cza­su i wysił­ku do tego ta odpo­wie­dzial­ność! Dla­te­go śred­nio prze­pa­dam za tłu­ma­cze­nia­mi.

    • Zawsze moż­na iść do dużej fir­my, tam dobrze zapła­cą i da się zna­leźć cie­ka­we sta­no­wi­sko. Dobre na start, żeby się zorien­to­wać, co się lubi robić i przy oka­zji odło­żyć tro­chę pie­nię­dzy. Oso­by z języ­ka­mi obcy­mi są bar­dzo poszu­ki­wa­ne, moż­na dostać nawet dobre wyna­gro­dze­nie bli­skie śred­niej kra­jo­wej na start.

  • Ani Non

    Tro­che przy­kro to czy­tac. Czesc rze­czy to ste­reo­ty­py (trud­nosc nauki), ale ogrom­na resz­ta to efekt pra­cy bar­dzo, ale to bar­dzo zlych nauczy­cie­li, a wla­sci­wie bra­ku ich kom­pe­ten­cji, umie­jet­no­sci, doswiad­cze­nia.. Wyli­czac mozna bez kon­ca. Zaj­mu­je sie naucza­niem jezy­ka nie­miec­kie­go (http://unitalent.pl), mam do czy­nie­nia z dziec­mi star­szy­mi, modzie­za, doro­sly­mi (tez w roz­nym wie­ku) i wiem jed­no: wiek nie ma zna­cze­nia, jesli cho­dzi o mozli­wosc badz brak mozli­wo­sci naucze­nia sie jezy­ka. Moze byc inne tem­po, inny wysi­lek, ale mozli­wo­sci sa. Nie ist­nie­je cos takie­go, jak trud­nosc w naucze­niu sie jezy­ka, sa tyl­ko zle ucze­ni ucznio­wie. Meto­dy pra­cy nale­zy dopa­so­wac scli­sle do indy­wi­du­al­nych pre­dys­po­zy­cji dane­go czlo­wie­ka. Jasne, ze latwiej powie­dziec, niz zro­bic. Ale WLASNIE NA TYM pole­ga pra­ca nauczy­cie­la jezy­kow­ca. Nauka jezy­ka jest tak inna od nauki innych przed­mio­tow, jak mate­ma­ty­ka jest inna. Podob­nie mozna potrak­to­wac bio­lo­gie, geo­gra­fie, moze che­mie, ale na pew­no jezyk to co inne­go. Bar­dzo dlu­go by o tym pisac. W kaz­dym razie mam swiet­na wia­do­mosc: jesli spo­tka sie odpo­wied­nie­go nauczy­cie­la na swo­jej dro­dze, to jezyk obcy ma sie z glo­wy (w pozy­tyw­nym tego okre­sle­nia zna­cze­niu ;) Wazne, zeby byl to nauczy­ciel, kto­ry nauczy nas jezy­ka, a nie tyl­ko bedzie go bez kon­ca uczyl. To wiel­ka roz­ni­ca.

    • Masz rację. Wyda­je mi się, że o tym zapo­mnie­li nauczy­cie­le, że oni mają nauczać tzn, że mają spra­wić, żeby ktoś umiał. A oni czę­sto tyl­ko dyk­tu­ją wie­dzę w próż­nię…

  • eV

    Ehh, nie­ste­ty muszę się z Tobą zgo­dzić. Każ­dy ma jakieś zło­te myśli na temat języ­ków, każ­dy nauczy­ciel naj­chęt­niej wrzu­cił­by Cię do szu­flad­ki z nazwą pozio­mu, naj­le­piej rów­na­jąc w dół. Nie­ste­ty, nie da się nauczyć języ­ka w szko­le na lek­cjach, trze­ba nim żyć. Trze­ba go uży­wać, wyko­rzy­sty­wać. Dopie­ro po jakimś cza­sie łapiesz się, że nie pamię­tasz jak wyglą­da pol­ska wiki­pe­dia albo że nawet nie spraw­dzi­łaś, czy jakąś infor­ma­cję moż­na zna­leźć też w języ­ku ojczy­stym.

    • Albo nie wpad­niesz na pomysł oglą­da­nia fil­mu po pol­sku, bo wyda­je Ci się to stra­tą cza­su, jak w moim przy­pad­ku. :D

      • eV

        Lub już jesteś na tym pozio­mie, że widzisz błę­dy tłu­ma­czeń, albo że nie prze­ka­zu­ją one dokład­nie tego co powie­dzia­ła postać xD.

  • Mogę dodać kolej­ne kłam­stwo? Ktoś mówi, że nauczył się języ­ka. Nie­ste­ty język obcy wyma­ga cią­głej pie­lę­gna­cji i ćwi­czeń i choć zga­dzam się z wszyst­ki­mi punk­ta­mi, waż­ne jest żeby uczyć się dalej sys­te­ma­tycz­nie :)

    • Ani Non

      Zga­dza sie! Dla­te­go tak smiesz­nie brzmi okre­sle­nie, ze ktos zna jezyk obcy “per­fect”. Natu­ral­nie nie mozna nauczyc sie jezy­ka obce­go w takim sen­sie, ze zna sie go w 100%. Tego nie sa w sta­nie opa­no­wac nati­vi czy mut­ter­spra­chle­rzy. Ale potocz­nie rozu­mia­ne okre­sle­nie zna­jo­mo­sci jezy­ka ozna­cza po pro­stu, ze ktos w zakla­da­nym zakre­sie go opa­no­wal. To okre­sle­nie umow­ne, Zale­zy, jak do tego podchodzic.Za to oczy­wi­scie nie mozna powie­dziec, ze sie nauczy­lo jezy­ka i mozna go “odlo­zyc na polke” — albo sie go jak naj­ak­tyw­niej uzy­wa, albo nam “gasnie”.. Dobra wia­do­mosc jest jed­nak taka, ze przy­naj­mniej raz nauczo­ne zasa­dy i slow­nic­two w wiek­szo­sci nam nie gina, nawet gdy nam sie tak tyl­ko wyda­je. Cza­sa­mi wystar­czy je lek­ko “odku­rzyc” i znow czu­je­my, ze “zna­my” jezyk, kto­re­go nauczy­li­smy sie przed laty ;) Mie­wam takich ludzi na swo­ich lek­cjach (http://unitalent.pl) — nawet po 20 latach prze­rwy “wra­ca­ja” i cie­sza sie z tego jak malo kto.

    • Tak, nauczyć nigdy się do koń­ca nie nauczy­my, bo nativ zawsze będzie umiał wię­cej. Jed­nak jestem za tym, żeby nie umniej­szać swo­im umie­jęt­no­ścią i mówić: znam nie­miec­ki, umiem mówić po wło­sku itd. To doda­je pew­no­ści sie­bie, co prze­kła­da się na łatwość w komu­ni­ka­cji. :)

    • Mnie nie­raz ktoś pytał “UMIESZ PO FRANCUSKU WSZYSTKIE SŁOWA?” XDDDDDDDD

  • Z tym ośmie­sze­niem w naszym kra­ju to chy­ba rze­czy­wi­ście więk­szość ma pro­blem, przez co pew­nie tak wie­le osób dekla­ru­je, że zna angiel­ski, ale boi się mówić. Bo i jak tu mówić otwar­cie, kie­dy zawsze z boku znaj­dzie się jakiś zło­śli­wy “popra­wiacz” . Tzn. samo popra­wia­nie, gene­ral­nie nie jest złe, rze­czy­wi­ście może­my jakieś sło­wo źle akcen­to­wać, ale cza­sa­mi wszyst­ko wycho­dzi wła­śnie jakoś tak zło­śli­wie anie życz­li­wie ;-)

    • To jest przy­kre. Ale trze­ba być upar­tym i jed­nak twar­dym. Ole­wać popra­wia­czy, albo powie­dzieć im, że nie życzy­my sobie ich zło­śli­wych uwag. Tak napraw­dę roz­ma­wia­jąc z obco­kra­jow­cem w jego ojczy­stym języ­ku to on rza­dziej Cię popra­wi niż Polak mówią­cy tym języ­kiem. No to hel­lo! ;D