Niekomfortowy poniedziałek #9

Witaj w serii, w któ­rej to co ponie­dzia­łek, ja wraz z Wami i Wy wraz ze mną uczy­my się wycho­dzić poza nasze stre­fy kom­for­tu, by nie bać się nowo­ści, wpro­wa­dzać więk­sze zmia­ny w swo­im życiu i osią­gać wię­cej. No i tak­że po to, by wieść cie­kaw­sze życie i świet­nie się bawić! Wię­cej na ten temat naszych moty­wów możesz prze­czy­tać w pierw­szej czę­ści.

W zeszłym tygo­dniu mie­li­ście zjeść cho­ciaż jeden posi­łek na świe­żym powie­trzu (i to poza wła­snym ogród­kiem;) ). Zada­nie przy­jem­ne, bo ostat­nio się tro­chę napra­co­wa­li­ście. Tak, mam na myśli uży­wa­nie prze­ciw­nej ręki. W tym tygo­dniu czę­sto o tym zapo­mi­na­łam! Zno­wu… Ale napraw­dę się sta­ram i będę się sta­rać nadal. Nie będę już roz­ga­dy­wać się na ten temat. Po pro­stu kie­dy będę już wpra­wio­na, to dam Wam znać i opi­szę czy ćwi­cze­nie się spraw­dzi­ło. Teraz czas na pod­su­mo­wa­nie ostat­nie­go zada­nia.
Pod­czas jego wyko­ny­wa­nia zasta­na­wia­łam się czy mogę powie­dzieć, że wyszłam poza swo­ją stre­fę kom­for­tu, bo czu­łam się rewe­la­cyj­nie! Sama mobi­li­za­cja i rusze­nie tył­ka może i było nie­kom­for­to­we, ale moje śnia­da­nie na świe­żym powie­trzu to naj­przy­jem­niej­szy pora­nek w tym tygo­dniu. Pogo­da była prze­ślicz­na. Poje­cha­łam na rowe­rze nad pobli­ski staw i usia­dłam na skra­ju mola. Tam urzą­dzi­łam sobie mini pik­nik:
arbuz

Wybacz­cie mi te worecz­ki. Nie pomy­śla­łam o tym, że będę robi­ła zdję­cie,  ina­czej wzię­ła­bym jakiś kocyk, żeby strze­lić super cool blo­ger­ską fot­kę!

arbuz

 

Słoń­ce świe­ci­ło tak moc­no, że po wsza­ma­niu wszyst­kie­go poło­ży­łam się na ple­cach, by sko­rzy­stać (naj­praw­do­po­dob­niej ostat­ni raz) z cie­plut­kich pro­mie­ni. Wsłu­cha­łam się w szum wia­tru. Było bar­dzo cicho, dooko­ła żad­nych ludzi. Woda, słoń­ce i ja. Raj! Do czas, aż jakie­muś rol­ni­ko­wi nie przy­po­mnia­ło się, że trze­ba wyko­sić pole… No dobra, nie prze­szka­dzał mi tak bar­dzo. Było przy­jem­nie. Mogłam poukła­dać myśli w gło­wie i wyci­szyć się.

W tym tygo­dniu nie będę mia­ła moż­li­wo­ści zre­ali­zo­wa­nia bar­dziej anga­żu­ją­cych wyzwań, więc się Wam upie­kło ;) Zno­wu będzie coś z jedze­niem! Chcę zjeść śli­ma­ki. To zna­czy wie­cie, coś mnie jed­nak przed tym powstrzy­mu­je, dla­te­go wyzwa­nie na ten tydzień brzmi:

Zjedz w tym tygo­dniu coś cze­go nigdy nie pró­bo­wa­łeś. Może owo­ce morza? Albo po pro­stu ugo­tuj jakieś nie­ty­po­we danie lub zde­cy­duj się na inną knaj­pę. Wybór nale­ży do Cie­bie.

A teraz jak zwy­kle jest czas na chwa­le­nie się jak speł­ni­li­ście ostat­nie zada­nie. No to gdzie urzą­dzi­li­ście sobie pik­nik? Przy­znać się, kto zapo­mniał? ;)

buzia­ki!
Ania

 

Jak mnie tak czy­tasz, to nie chciał­byś, żeby połą­czy­ło nas coś wię­cej? Ja jestem goto­wa.