Nikt we Włoszech nie słyszał o studenckim kwadransie! #post15minut

Sie­dzę sobie grzecz­nie w sali. Cze­kam, cze­kam, cze­kam. Na jej wiel­moż­ność pro­fe­sor­kę. A jej nie ma, nie ma, nie ma. Jak dla mnie spo­ko. Jesz­cze kil­ka minut i prze­nio­sę się do uczel­nia­nej kawiar­nia na caf­fè al bar. Inni nie wyda­ją się być tak pod­eks­cy­to­wa­ni tym fak­tem. Mija minut 15. Nikt się nie rusza. Nikt listy nawet nie spi­sał. Coś jest nie tak. Pytam więc: co robi­my? A oni: no sie­dzi­my! Ale że jak to? Że po co? A oni, że tu się do skut­ku cze­ka.

 

 

To mnie prze­ra­ża. Czy­li mam rozu­mieć, że ja, takie o nic, dla tej uczel­ni, mam obo­wią­zek sie­dzieć tu przez 2h (tak Panie i Pano­wie 2 godzin­ki trwa­ją zaję­cia na wło­skiej uni­ver­si­tà!), bo jej wyso­kość pro­fe­sor­ka może się poja­wić za godzi­nę i minut 35?

 

 

A gdzie wza­jem­ny sza­cu­nek, posza­no­wa­nie dla cza­su dru­giej oso­by? Takie cze­ka­nie uwa­żam wręcz za upodla­ją­ce. Wycho­dzę więc po godzi­nie (i tak dłu­go wytrzy­ma­łam!), dzię­ku­jąc Stwór­cy, za pol­ską kul­tu­rę wykła­dow­ców i stu­denc­ki kwa­drans.

 
#post15minut

 

 

Student ma siedzieć cicho.

 

 

Nie­któ­rym wykła­dow­com na uczel­ni się wyda­je, ze są w szko­le. Bo w szko­le naj­czę­ściej uczeń, jest na łasce nauczy­cie­la. Jest jesz­cze nie­peł­no­let­ni i ten nauczy­ciel za nie­go odpo­wia­da, ale na stu­diach? Wiem, że stu­den­ci czę­sto boją się wykła­dow­ców. Boją się zwró­cić uwa­gę na pew­ne nie­do­pa­trze­nia z ich stro­ny i trak­to­wa­nie z wyż­szo­ścią. Pamię­taj­cie jed­nak, że Wy też macie swo­je pra­wa, nie jeste­ście gor­si i jeże­li wykła­dow­ca na uczel­ni dopusz­cza się prze­wi­nień to zgła­szaj­cie to. Do Samo­rzą­du Stu­denc­kie­go albo do Dyrek­to­ra Insty­tu­tu. A jak już nie zgła­sza­cie, to cho­ciaż nie narze­kaj­cie i nie trąb­cie o tym dooko­ła, sko­ro nie posta­no­wi­li­ście tego zmie­nić.

 

 

Wykła­dow­cy są po to na uczel­ni, żeby Wam pomóc, żeby nauczać, a nie wyrzu­cać swo­je pry­wat­ne pro­ble­my na stu­den­tów. Zaczę­łam więc od bra­ku kul­tu­ry we Wło­szech, a skoń­czę na zachę­ce­niu Was do pozna­nia swo­jej war­to­ści i zwra­ca­nia uwa­gi na nie­wła­ści­we, hie­rar­chicz­ne trak­to­wa­nie stu­den­tów.

 

 

Tekst powstał w ramach zaba­wy #post15minut, któ­ra pole­ga na napi­sa­niu wpi­su w prze­cią­gu kwa­dran­sa napeł­nia­jąc go emo­cja­mi, dzię­ki któ­rym blo­gi zyska­ły nie­gdyś taką moc. (Redak­cja i zdję­cia mogą trwać dłu­żej, cho­dzi o samo pisa­nie.) Ponie­waż mam już ostat­nią minut­kę na napi­sa­nie tych słów, gorą­co zachę­cam czy­ta­ją­cych mnie blo­ge­rów do wzię­cia udzia­łu w zaba­wie. Pokaż­cie swo­je emo­cje! :)

 

 

A czy­tel­ni­ków chcia­łam zapy­tać, czy spo­tka­li­ście się kie­dyś ze złym trak­to­wa­niem stu­den­tów przez wykła­dow­cę, z pew­ny­mi wykro­cze­nia­mi i czy inter­we­nio­wa­li­ście w tej spra­wie? Cie­ka­wi mnie przede wszyst­kim to, czy jeste­ście skłon­ni, do zgła­sza­nia takich spraw, czy po pro­stu się boicie?

 

 

Do następ­ne­go czy­ta­nia!

Ania

  • Pingback: 6 słów, których nie potrafię powiedzieć, a które powinienem | Marcin KAMYK Kamiński()

  • Cią­gle powta­rzam stu­den­tom, że jestem dla nich, że jeśli mają jakiś pro­blem, nie rozu­mie­ją mate­ria­łu mogą do mnie przyjść w godzi­nach dyżu­ru, albo umó­wić się na inny ter­min. Mają zada­wać pyta­nia, dopy­ty­wać, a nie sie­dzieć, żeby odfaj­ko­wać ćwi­cze­nia. Powta­rzam im, przy­po­mi­nam. Jesz­cze ani razu nikt się nie poja­wił na dyżu­rze :( Nie licząc sytu­acji “czy mogę napi­sać zale­gły test”.

  • Pingback: Jak szybko poprawić sobie humor? 15 sposobów na zły dzień()

  • A jak to jest ze stu­dia­mi we Wło­szech, są płat­ne czy dar­mo­we?

    Ja na szczę­ście nigdy nie mia­łam takich pro­ble­mów, czy tutaj w Pol­sce czy jak byłam na Era­smu­sie w Hisz­pa­nii. Nie twier­dzę, że wszyst­ko odby­wa­ło się punk­tu­al­nie, ale bez takich skan­da­licz­nych opóź­nień czy w ogó­le sytu­acji gdy wykła­dow­ca się nie poja­wiał. Chy­ba mia­łam szczę­ście :D

    • Ja za nie nie pła­cę, ale wło­scy stu­den­ci owszem! Więc jak bym się wku­rzy­ła na ich miej­scu, a oni nic. :D
      Zde­cy­do­wa­nie mia­łaś szczę­ście! Ja się czę­sto z tym spo­ty­kam.

  • Ogól­nie blo­gi stu­denc­kie jakoś mnie nie prze­ko­nu­ją, ale u Cie­bie zosta­nę na dłu­żej! Wyzwa­nie świet­ne, czy­ta się lek­ko i przy­jem­nie a poza tym… pięk­nie tu *_*

    Co do spóź­nień, zwy­kle to wykła­dow­cy doświad­cza­li moich spóź­nień niż ja ich. Nad­ra­bia­łam zaan­ga­żo­wa­niem w zaję­ciach, cho­ciaż przy­zna­ję, że jest to mój obszar do roz­wo­ju.

    Nic się nie dzie­je jeśli tra­fiasz na wykła­dow­cę, któ­ry ma to gdzieś. Któ­ry w ogó­le pro­wa­dze­nie zajęć ma gdzieś, bo ma się wra­że­nie, że nie miał co ze sobą zro­bić w prze­rwie od śnia­da­nia do dru­gie­go śnia­da­nia, dla­te­go przy­szedł poopo­wia­dać aneg­dot­ki, czy wyuczo­ny na pamięć nud­ny wykład patrząc w ścia­nę naprze­ciw­ko. Jed­nak mia­łam oka­zję mieć zaję­cia z oso­ba­mi, któ­re sta­ły się dla mnie nie­mal­że auto­ry­te­tem. Wykła­dow­cy z kla­są i nie­na­gan­ny­mi zasa­da­mi. Wte­dy przy każ­dym spóź­nie­niu myśla­łam, że zapad­nę się pod zie­mię. Piąt­ki były wte­dy takim dniem, że potra­fi­łam ogar­nąć się z wszyst­kim dużo wcze­śniej i być godzi­nę przed cza­sem (takie mia­łam połą­cze­nie komu­ni­ka­cją), żeby się nie spóź­nić. Ludzie z cha­ry­zmom zawsze na mnie dobrze wpły­wa­li :)

    • A jakie znasz inne blo­gi stu­denc­kie? :) Chęt­nie poczy­tam! :D Zazdrosz­czę takich wspa­nia­łych wykła­dow­ców, ja pozna­łam takich nie­wie­lu, cho­ciaż byli! Jej­ku, jak­by każ­dy taki był! Ale to samo z nauczy­cie­la­mi w szko­le. Nie­któ­rych się uwiel­bia i pamię­ta się o nich przez lata, a innych się zapo­mi­na, bo byli… nija­cy.

  • Pingback: Czy kobiety mają łatwiej na studiach? - Blue Kangaroo()

  • Na moich stu­diach czę­sto zda­rza­ły się dość absur­dal­ne sytu­acje- gubie­nie pro­jek­tów czy podań, zapo­mi­na­nie o zaję­ciach. Co praw­da teraz jestem na Era­smu­sie ale dalej mam dostęp do gru­py moje­go roku na mojej uczel­ni i poja­wił się tam hit- kole­ga na pry­wat­ne­go ema­ila dostał infor­ma­cję od pro­wa­dzą­ce­go X z proś­bą o prze­ka­za­nie resz­cie spe­cjal­no­ści, że pro­wa­dzą­cy Z chciał­by się jed­nak spo­tkać na semi­na­rium w dniu jutrzej­szym (wcze­śniej te zaję­cia zosta­ły odwo­ła­ne) tyl­ko w sumie mógł sobie zapo­mnieć nam to prze­ka­zać więc on jesz­cze prze­ka­zu­je w razie gdy­by ta infor­ma­cja nie dotar­ła do stu­den­tów i pro­si też o przy­po­mnie­nie pro­wa­dzą­ce­mu Z że bar­dzo chce się z nimi zoba­czyć. 3

  • Lore Art

    Nie­ste­ty takie rze­czy nie tyl­ko w Wło­szech- stu­diu­ję na Aka­de­mii Sztuk Pięk­nych w Gdań­sku i to doświad­cze­nie zrów­na­ło z zie­mią moje chę­ci do stu­dio­wa­nia i ocze­ki­wa­nia wobec pro­fe­so­rów. Nie ma kwa­dran­sa stu­denc­kie­go- cze­ka­my dwie godzi­ny, pro­fe­so­ro­wie nie infor­mu­ją nas o tym, że sami zmie­ni­li godzi­nę zajęć (nie będę prze­cież przy­cho­dził na godzi­nę 8! To nie­ludz­ka pora, a poza tym po Waszych zaję­ciach miał­bym 4 godzin­ne okien­ko, więc zapra­szam Pań­stwa dziś wie­czo­rem- koniec koń­ców to my mie­li­śmy 4 godzin­ne okien­ko cze­ka­jąc na nie­go wie­czo­rem). Nie przy­cho­dzą przy­go­to­wa­ni na zaję­ciach i pusz­cza­ją fil­my na całe zaję­cia, na któ­rych obec­ność jest obo­wiąz­ko­wa. Nie chcą przyj­mo­wać zwol­nień lekar­skich. Infor­mu­ją, że na zaję­ciach mamy uwa­żać, a nie “robić notat­ki”, bo prze­cież wyślą slaj­dy- nie wysy­ła­ją. Pro­fe­sor któ­ry przy­cho­dził na zaję­cia pija­ny nie został wyrzu­co­ny z pra­cy, tyl­ko prze­nie­sio­ny na “gor­szy wydział”- mój oczy­wi­ście. ;) Mogła­bym tak wymie­niać i wymie­niać godzi­na­mi, ba myślę czy nie zro­bić o tym jakie­goś dobre­go arty­ku­łu, albo małej książ­ki, ale chy­ba szko­da mi cza­su i ner­wów. Wie­lo­krot­nie infor­mo­wa­ne były wła­dze uczel­ni, ale mam wra­że­nie, że dopie­ro teraz po zmia­nie rek­to­ra i dyrek­tor­ki wydzia­łu cokol­wiek drgnę­ło, wcze­śniej było jed­no wiel­kie kole­sio­stwo, nie­ste­ty nawet aktu­al­ne zmia­ny nie są moim zda­niem wystar­cza­ją­co dra­ma­tycz­no-rady­kal­ne. Całe szczę­ście, że to już ostat­ni semestr. ;)

    • Wiem, że pla­ny zajęć są ukła­da­ne pod pra­cow­ni­ków, a nie pod stu­den­tów i też tego nie umiem zro­zu­mieć. Stu­den­tów jest znacz­nie wię­cej i oni mogą cze­kać, byle jed­na oso­ba nie mia­ła okien­ka. Gdzie tu demo­kra­cja? Ale to z pija­nym pro­fe­sro­rem powa­li­ło mnie na łopat­ki! Świę­te kro­wy… napraw­dę…

      Czy to jest tak, że na Aka­de­mii wykła­da­ją “arty­ści”, któ­rzy mają skłon­no­ści to wyra­ża­nia się tam nawet, gdzie to nie jest koniecz­ne? ;D Np. dla­te­go taki “arty­sta” może przyjść pija­ny na zaję­cia?

  • Jane599

    Do koń­ca życia nie zapo­mnę jed­nej wykła­dow­czy­ni do któ­rej cho­dzi­łam na labo­ra­to­rium. Za każ­dym razem pyta­ła czy pisze­my wej­ściów­kę, a my jak nor­mal­ni stu­den­ci oczy­wi­ście, że nie ;) I to był błąd.… Pani na koniec seme­stru kaza­ła nam pisać na raz wszyst­kie wej­ściów­ki, bo prze­cież ona musi mieć oce­ny, a prze­cież to nasza wina, że nie pisa­li­śmy… Tyl­ko stu­dent zakła­da, że jeśli nie pisze­my i Pani nic nie mówi, że trze­ba będzie w innym ter­mi­nie napi­sać to ich nie trze­ba pisać, a tak trze­ba było zali­czać 3–4 wej­ściów­ki i nikt nie zali­czył za pierw­szym razem, więc w pew­nym momen­cie zaczę­ły lecieć gotow­ce i ścią­gi, bo nikt nie był w sta­nie na koniec seme­stru ogar­nąć wszyst­kich zali­czeń, egza­mi­nów i tego typu wej­śció­wek

    • Lol, ale cha­mó­wa! Zno­wu mam tak, że od razu myślę, jaka ta oso­ba jest na co dzień i jakie ma rela­cje z ludź­mi z rodzi­ną. Bo nie moż­na mieć dobrych, jeże­li takie rze­czy się robi w pra­cy…

      • Jane599

        Aku­rat ta Pani za mojej kaden­cji na uczel­ni mia­ła pro­ble­my. Bo rok wcze­śniej też dziw­ne akcje i zali­cze­nia robi­ła, bo nie przy­cho­dzi­ła na zaję­cia itp, a póź­niej wyma­ga­nia z nie­ba. Rok po tej sytu­acji prze­nie­śli ją do sekre­ta­ria­tu i pro­wa­dzi­ła tyl­ko dosłow­nie kil­ka zajęć z bar­dzo wąskiej spe­cja­li­za­cji

  • Mia Mam­ba

    Nie­ste­ty takie sytu­acje zda­rza­ły się wie­lo­krot­nie na mojej magi­ster­ce, a jak zwra­ca­łam na to uwa­gę innym stu­den­tom (byłam przy­jezd­na, licen­cjat robio­ny zupeł­nie w innym miej­scu) to wszy­scy robi­li wiel­kie oczy “ale jak to, narze­kasz?”.
    Bo jak tu się nie wku­rzać, jak sza­now­ny Pan pro­fe­sor zapo­mi­na, że mamy egza­min, lata­my za nim po uczel­ni, a na koniec stwier­dza, że nie wydru­ko­wał papie­ru, a tak w ogó­le to nie ma teraz cza­su i zapra­sza za dwa dni (WTF?), po czym po dwóch dniach spóź­nia się godzi­nę (sic!).
    Albo inny przy­kład, gdzie wykła­dow­ca rów­nież spóź­nił się na egza­min (45 minut), na któ­ry cze­ka­ło ponad 200 osób po czym przy­cho­dzi jak basza pod salę z miną: co wy tu robicie/nie chcę mi się/mam focha.
    Jak się oka­za­ło zgła­sza­nie tego gdzie­kol­wiek nie ma sen­su, bo pierw­szy przy­pa­dek to Pan ze “sta­rej kadry” co już daw­no powi­nien być na eme­ry­tu­rze, a dru­gi (per “basza”) to syn, bra­ta­nek i cho­le­ra wie co jesz­cze — innych pro­fe­so­rów (cała rodzin­ka tam pro­wa­dzi­ła zaję­cia, łącz­nie z jego mat­ką oraz żoną).
    Ogól­nie ta uczel­nia strasz­nie zaszła mi za skó­rę. Przy­po­mi­na mi się taki słyn­ny cytat z “Chło­pa­ki nie pła­czą” gdzie, bodaj­że rek­tor, zabra­nia cze­goś robić dla stu­den­tów bo “goto­wi są pomy­śleć, że my (wykła­dow­cy) jeste­śmy tu dla nich”. Ide­al­nie odwzo­ro­wu­je podej­ście, z jakim spo­ty­ka­łam się prak­tycz­nie na każ­dym kro­ku, łącz­nie z zała­twia­niem tak try­wial­nych rze­czy jak pod­bi­cie legi­ty­ma­cji.

    • Ręce opa­da­ją… Tym bar­dziej, że opi­su­jesz tu przy­kła­dy nie z zwy­kłych wykła­dów a egza­mi­nów! Napraw­dę, stu­dent ma latać za wykła­dow­cą, chu­chać i dmu­chać na nie­go, żeby ten się jesz­cze nie obra­ził, że wgl przy­szłaś na ten egza­min… A naj­go­rzej mają się oso­by, któ­re dojeż­dża­ją, bo może się oka­zać, że jecha­ły na mar­ne, że wyda­ły kasę na mar­ne i jesz­cze muszą dopa­so­wać sobie powrót…

  • Nie wiem czy wszę­dzie tak jest, ale u nas są pod koniec seme­stru ankie­ty i moż­na spo­koj­nie napi­sać, co u kogo nam nie pasu­je. Cho­ciaż ja mam tyl­ko jed­ne­go dok­to­ra, któ­ry za każ­dym razem się spóź­nia, ale zawsze ide­al­nie 15–17 minut, więc po pro­stu przy­wy­kli­śmy. Zasta­na­wia­li­śmy się, czy na nie­go naskar­żyć, ale sytu­acja wska­zu­je jed­no­znacz­nie na to, że dok­tor jest nie do rusze­nia. Zresz­tą, mam wra­że­nie że więk­szość osób go lubi, i zwy­czaj­nie było­by smut­no, gdy­by się obra­ził i odszedł.
    Poza tym jed­nak nigdy nie mia­łam kło­po­tów z wykła­dow­ca­mi, nawet nie wiem, gdzie mia­ła­bym się zgło­sić z takim pro­ble­mem.

  • Ada

    W Por­tu­ga­lii jest iden­tycz­nie. Raz cze­ka­łam sześć godzin na egza­min, raz zaję­cia prze­dłu­ży­ły się o pół­to­rej godzi­ny — nikt nie pro­te­sto­wał. Dzia­ła też w dru­gą stro­nę, raz zda­rzy­ło mi się przyjść spóź­nio­ną o godzi­nę na trzy­go­dzin­ne zaję­cia, pomy­li­ły mi się godzi­ny roz­po­czę­cia, a pro­fe­sor nie sko­men­to­wał tego ani sło­wem.

    • Zoja

      (Anglia) Żaden z moich wykła­dow­ców jak do tej pory nigdy się nie spóź­nił. Zda­rzy­ło się parę razy nato­miast, że zaję­cia zosta­ły po pro­stu prze­ło­żo­ne przez jakieś kom­pli­ka­cje, ope­ra­cje itd. Ale zawsze wie­dzie­li­śmy w naj­gor­szym wypad­ku kil­ka godzin przed zaję­cia­mi. Jeśli cho­dzi o nasze nie­cho­dze­nie jak usły­sza­łam, że mam pisać maila do depar­ta­men­tu dla­cze­go opu­ści­łam kon­kret­ne zaje­cia poczu­łam się jak w liceum. Osta­tecz­nie jed­nak wiem, że zawsze są po naszej stro­nie i dla­te­go na przy­kład bodaj co mie­siąc przed­sta­wi­cie­le gru­py spo­ty­ka­ją się z wykła­dow­ca­mi aby omó­wić nasze komen­ta­rze, co chcie­li­by­śmy zmie­nić itd.

    • 6 godzin? Masa­kra! A we Wło­szech ja zno­wu usły­sza­łam wyrzu­ty za spóź­nie­nie. :p

  • No co Ty! Stu­denc­ki kwa­drans ura­to­wał mnie wie­eeeeele razy! :) Skan­dal! PS. faj­na ini­cja­ty­wa z tym 15 minut. Wypró­bu­ję :)

  • Aniu, pamię­tam że bra­łaś udział w akcji typu “zgar­nij stów­kę za zało­że­nie kon­ta w PKO” z fast50clubem. Z tego co wiem, trze­ba roz­li­czyć się z niej w picie, a ter­min tego koń­czy się w lutym. Czy dosta­łaś pit, roz­li­czy­łaś się i wszyst­ko jest ok, to żaden szwin­del? Mogła­byś skrob­nąć parę słów o tym pro­ce­sie? Pozdra­wiam! ;)

    • Tak, dosta­łam PIT. :) W lutym koń­czył się ter­min wysy­ła­nia PITów, a Ty się możesz roz­li­czać jakoś do kwiet­nia, tak jak ze wszyst­kie­go. :)

  • May

    Two­je zaję­cia we Wło­szech trwa­ją 2 godzi­ny? Beata te! Moje trwa­ją 3 godzi­ny :D I są dwa razy w tygo­dniu :D W sen­sie z jed­ne­go przed­mio­tu, a przed­mio­tów mam 5 — całe szczę­ście, że nie w tym samym cza­sie, nie­któ­re koń­czą się wcze­śniej i zaczy­na­ją potem inne :D

    • Iwo­na

      u mnie jed­ne zaję­cia trwa­ją 5,5 h ;) na szczę­ście są co dwa tygo­dnie, dwu-trzy godzin­ne labo­ra­to­ria są nor­mą

    • :O To tyl­ko w Pol­sce po 1,5 h?

  • Ola

    Czy przy­pad­kiem tro­chę nie prze­sa­dzasz? Z tego co się orien­tu­ję, to “kwa­drans stu­denc­ki” jest raczej nie­pi­sa­ną umo­wą, a nie prze­pi­sem, któ­ry moż­na egze­kwo­wać. W dodat­ku to chy­ba nie jest tak, że spóź­nie­nie wykła­dow­cy musi ozna­czać od razu brak sza­cun­ku wobec stu­den­tów i abso­lut­nie nie jest tak, że musisz na tego wykła­dow­cę cze­kać. Jasne, faj­nie mieć uspra­wie­dli­wie­nie swo­jej nie­obec­no­ści, ale chy­ba na tym pole­ga doro­słość, że same­mu decy­du­je się, czy cze­ka się na wykład, czy nie i jed­no­cze­śnie akcep­tu­je kon­se­kwen­cje swo­je­go wybo­ru.

    Od sie­bie powiem, że na mojej uczel­ni wykła­dy trwa­ły mini­mum 2 godzi­ny. Pamię­tam że raz, pod­czas 3-godzin­ne­go, nie­obo­wiąz­ko­we­go (!) wykła­du wykła­dow­ca spóź­nił się jakieś 1,5h. Przez pierw­szą godzi­nę cze­ka­li wszy­scy. I to nie dla­te­go, że ktoś bał się tego wykła­dow­cy, tyl­ko dla­te­go, że przed­miot był napraw­dę war­to­ścio­wy.

    • Jasne, że jest nie­pi­sa­ną umo­wą, ale to po pro­stu wyra­że­nie sza­cun­ku. Mój czas nale­ży sza­no­wać, nie jestem dziec­kiem, któ­re ma sie­dzieć w “szko­le” bo “szko­ła” pono­si za nie odpo­wie­dzial­ność. Jestem doro­słym czło­wie­kiem, któ­ry ma swo­je obo­wiąz­ki.

  • Adria­na J. A. Kern

    A) powin­nam sie uczyc, a czy­tam Two­je­go blo­ga… ;D

    B) nie o stu­den­tach, a o uczniach.

    Pro­sta sytu­acja: piszesz pra­cę kla­so­wą, nauczy­ciel­ka ja spraw­dza i wysta­wia oce­nę.
    W Niem­czech oce­ny nie lądu­ją w dzien­ni­ku. W naszej szko­le nauczy­ciel sam sobie gdzieś te oce­ny wpi­su­je (być może w innych szko­lach jest dru­gi dzien­nik, tyl­ko dla nauczy­cie­li. Nie wiem), może to być spe­cjal­ny kalen­darz, a moze byc tabe­la w exce­lu.

    No i tak pew­ne­go piek­ne­go dnia (tydzień przed kon­fe­ren­cją na pół­ro­cze) ta ów nauczy­ciel­ka każe calej kla­sie przy­nieść pra­ce kla­so­we (wiek­szosc z uczniów musi oddać je w zakla­dzie pra­cy) na dru­gi dzień.
    Plik z kar­ta­mi ocen wziął i znik­nął z kom­pu­te­ra.

    Pytam więc prze­mi­lej pani, co sta­nie się, jak nie dam rady dostar­czyć pra­cy kla­so­wej na czas (nasze zosta­ją wysy­la­ne do cen­tra­li, na dru­gi koniec kra­ju).

    Odpo­wiedź, jaka pada, prze­cho­dzi naj­śmiel­sze ocze­ki­wa­nia “bede musia­la wsta­wic oce­nę 2”.

    I teraz pyta­nie: dla­czegl ja mam poku­to­wac za cos, na co nie mia­lam kom­plet­nie zadne­go wpły­wu?

    • A) Typo­we zja­wi­sko na tym blo­gu. :D
      B) Rozu­miem, że ona nie mówi­ła, że macie te pra­ce zacho­wać, żeby je kie­dyś tam przy­nieść?