Podziel skórę na niedźwiedziu!

 

W liceum dorabiałam jako hostessa. Za każdym razem, gdy otrzymywałam nowe zlecenie pierwsze, co robiłam to przeliczałam, ile na tym zarobię. Następnym krokiem było wymyślenie celu, na który wydam pieniądze.

 

– Mamo, będę pracować w Kauflandzie na serkach i jak dostanę już kasę to kupię sobie nową, czarną torebkę.

– Nie dziel skóry na niedźwiedziu dziecko!

– Mamo, ale ja przecież tyle dostanę.

– Najpierw zarób, a potem myśl na co wydasz.

 

Dlaczego nie powinniśmy „dzielić skóry na niedźwiedziu”?

Przecież to świetny sposób motywacji! Nie motywują mnie pieniądze same w sobie. Powiedzmy sobie szczerze, nie są tak ładne jak karteczki do segregatorów i nie pachną zbyt pięknie (karteczki czasem pachniały.) Motywuje nas to, co możemy za te pieniądze kupić. Dlaczego ktoś, jakimś durnym przysłowiem po raz kolejny zabrania nam marzyć. Marzenia w dorosłym życiu są złe, bo kojarzą się z dziecięcym bujaniem w obłokach, ale to one prowokują działanie.

 

Przyjemniej wykonuje się zleconą pracę, gdy towarzyszy nam przy tym cel, dla którego ją wykonujemy. Nieważne czy to nowa torebka, wakacje w Hiszpanii, czy własnościowe mieszkanie. Oczywiście w najbardziej komfortowej sytuacji są osoby, dla których praca jest pasją i celem samym w sobie. Praca, która rozwija człowieka już go w jakiś sposób motywuje. Zazwyczaj potrzeba jednak innego motywatora, który pchnie nas do działania. Pieniądze, jako kawałek papieru nie mają żadnej wartości, to nasze cele nadają im tę wartość.

 

Poza tym dzielenie skóry na niedźwiedziu nie jest przypadkiem pewnym rodzajem planowania budżetu? Określamy wtedy na co tak naprawdę chcemy wydać pieniądze. Marzymy. W ten sposób potrafimy zmobilizować się do systematycznego oszczędzania. Jesteśmy w stanie nie ruszyć pieniędzy z konta, bo wiemy, że na COŚ są przeznaczone. Może to dlatego mamy problem z zarządzaniem naszymi zasobami finansowymi, ponieważ jesteśmy w taki sposób wychowani. Wydaje nam się, że nie wypada wydawać pieniędzy, których się jeszcze nie zarobiło. Taka mentalność nie dość, że zakazuje nam marzyć, to w dodatku utrudnia odpowiednie zarządzanie pieniędzmi.

 

nie dziel skóry na niedźwiedziu

 

A jeśli się nie uda?

Czasem coś nie wypali. Klient zrezygnuje ze zlecenia. Pracodawca cofnie ogłoszenie, albo znajdzie kogoś innego na dane stanowisko. Wszystko było już zaplanowane, oczami wyobraźni widziałeś ten zachód słońca nad oceanem. Ale czy naprawdę pomyślisz sobie „Mogłem nie dzielić skóry na niedźwiedziu.”? Ja pomyślałabym raczej: „Kurczę, muszę to mieć, muszę tam pojechać!”. Marzenia powodują działanie. Może gdybyś nie marzył, nie czułbyś teraz żalu, ale nie miałbyś też powodu, by zrobić coś, co sfinansowałoby Twoje marzenie.  To ono powoduje u Ciebie chęć do pracy. Gdybyś nie wymyślił celu, do którego realizacji potrzebujesz zastrzyku gotówki, wzruszyłbyś tylko ramionami i na tym by się skończyło.

 

Dzielmy więc skórę na niedźwiedziu przy każdej okazji. ;) To taka prosta psychologia oszczędzania. Im bardziej rozpływamy się w naszych marzeniach, z tym większym uporem będziemy do nich dążyć. Unikanie poczucia żalu, czy porażki w życiu jest przecież bezsensu! Emocje są zmienne. Ciągła ucieczka przed tymi negatywnymi nie spowoduje, że będziemy szczęśliwsi. Taka jest kolej rzeczy, raz czujemy zawód, rad dumę. Ważne, by celem było szukanie pozytywnych emocji, a nie unikanie negatywnych. Determinacja jest ulotna, ale skóra niedźwiedzia podzielona w myślach z pewnością ją wzmocni i w końcu każdy otrzyma swój płat skóry. ;)

 

Do następnego czytania!
Ania

  • Mikołaj

    A ja bym obronił to powiedzenie. Użyłaś Kangurku dzielenia skóry na niedźwiedziu w kontekście pieniędzy i wykorzystywania ich do realizowania swoich marzeń, mniejszych i większych. Przecież dzielenie skóry na niedźwiedziu można odnieść do wielu kontekstów życiowych. Umawiając się na randkę z piękną dziewczyną mogę już planować jak cudownie będzie itd. Problem pojawia się kiedy ten podział skóry staje się zbyt perfekcyjny w moim wyobrażeniu. Dzielenie skóry na niedźwiedziu to projektowanie przyszłości, jeżeli pozwolimy się utopić w tych rozważaniach o przyszłości, łatwo zapomnieć o tym co mam teraz do zrobienia. W najbardziej ekstremalnej wersji mogę zapomnieć o tym żeby na tę randkę pójść… hehe :)

    Niedźwiedź może być niebezpieczny i podzielić skórę na nim zanim go upolujemy może się skończyć fatalnie, bo zamiast łowić będę marzył: ale włochaty uhuhuhu zrobię sobie piękne futro… CAP! Niedźwiedź ręce odgryzł… No ja to bym się wściekł, że nogami bym z niego te skórę zdarł, za karę ;)

    Tego powiedzonka możemy użyć kiedy ktoś planuje co zrobi po zdarzeniu, którego nie jest pewien czy się wydarzy, albo nie jest pewny jego ostatecznego efektu. Czyli istnieje „niebezpieczeństwo zjedzenia przez niedźwiedzia”. Jeśli planujesz co zrobisz z pieniędzmi, które zarobisz już w ustawionej pracy to trochę nie bardzo ma co się popsuć. Bywają sytuacje losowe, będzie trzeba kupić buty, bo stare wpadły mi do świeżo zalewanego fundamentu na budowie, na której owe pieniądze zarabiałem. Tu masz racje, że planując przyszłość nie możemy zniechęcać się możliwymi niepowodzeniami, bo to też ślepa uliczka.

    Ostatnia kwestia w tej sprawie, która myślę zespala całą myśl. To dzielenie skóry na niedźwiedziu to nadmierna ekscytacja efektami jakiegoś zdarzenia, a także wybieganie w przyszłość a zapominanie o teraźniejszości. A jak wszyscy fani rozwoju osobistego wiedzą najlepiej jest żyć tu i teraz, a życie w przyszłości może rodzić obawę.

    Oczywiście zrozumiałem cały przekaz wpisu i się z nim zgadzać byśmy myśleli inaczej niż nam wbijają do głowy co w efekcie często ogranicza nasze możliwości. Ale wyciągajmy z powiedzeń te dobre znaczenia. Ja bardzo lubię mądrości płynące z powiedzeń :)
    Żyjmy marzeniami ale pamiętajmy, że doświadczenia i czynności, których się podejmujemy w celu realizacji marzeń są elementem tego marzenia – Nie zdobędę skóry niedźwiedzia bez wyprawy w piękną dzicz, którą mogę się cieszyć, bez polowania i skupienia na zdobyczy, bym potem mógł zdobytą skórę dzielić na to co sobie wymarzyłem :)

    Moje komentarze nigdy nie są krótkie i treściwe raczej rozwlekłe i nudliwe ;) mam nadzieje, że jednak zrozumliwe ;)

    • Dziękuję, że miałeś ochotę się tak szeroko wypowiedzieć. Komentarz jest jak najbardziej zrozumiały. ;) Nie chciałam przytłumić myślenia o tym, co tu i teraz na rzecz myślenia o przyszłości. Na pewno trzeba znaleźć złoty środek i zrównoważyć to wszystko. :)

  • Wierzę, że dzielenie skóry na niedźwiedzia jest – tak jak to ujęłaś – świetnym motywatorem. Lubię myśleć na co chciałabym wydać pieniądze, planować, nawet jeśli do przypływu gotówki jeszcze trochę. Mam wrażenie, że wtedy pieniądze przychodzą szybciej, a wymarzone cele jest nam łatwiej osiągnąć :).

  • Świetny wpis! Czasem te mądrości dorosłych wcale nie są takie mądre. Ja też zawsze planuję co sobie kupię, zanim jeszcze mam pieniądze na koncie. Pozwala mi to przetrwać w korpo, choć wolałabym być freelancerem rentierem na plaży w Meksyku… A tak poza tematem inna rada mojej mamy: nie chodź na codzień w tym ubraniu, bo się zniszczy szybciej. I tak miałam kilka cudownych ciuszków, które ubrałam dwa, trzy razy i wyrosłam…

    • Moja mama mówiła coś podobnego i nawet mi to gdzieś zostało. Jeszcze dwa-trzy lata temu tak robiłam, dzisiaj, gdy sobie coś kupię i mi się to podoba to chodzę w tym na okrągło. ;p

  • Trzeba wierzyć w siebie, swoje możliwości, marzenia, że to co robimy ma sens! A przede wszystkim myśleć pozytywnie i wykorzystywać Prawo Przyciągania. Mi przydało się już niejeden raz! :)

    • Właśnie dzielenie skóry na niedźwiedziu to takie przyciąganie. :D

  • A ja na przekór dzielę właśnie skórę na niedźwiedziu, bo tak jak napisałaś motywuje do działania :) Teraz też mam cel bardzo jasko sprecyzowany, wiem, że zajmie mi trochę czasu zanim uzbieram odpowiednią kwotę, ale dążę wytrwale do tego, po części też po to, żeby utrzeć nosa niedowiarkom ;)

  • Ha, też tak robię, bo określenie celu to dla mnie wielka motywacja. Tak samo z oszczędzaniem, a jak wiadomo, student ma wiele okazji na wydanie pieniędzy, gorzej z przypływami :-) zdarzają sie chwile kiedy myślę „po co się męczę i pracuję jak można beztrosko studiować?”, ale jak widzę wypłatę to te myśli znikają :-))

    • Rozumiem, mi nawet dobrze idzie oszczędzanie, czasem nawet przesadzam, ale później sobie to odreaguję. Ogólnie różnie to u mnie bywa, ale raczej więcej oszczędzam niż rozwalam. Po prostu czasem trzeba sobie coś kupić. :D

  • Bardzo mi się podoba takie myślenie. Ja też zawsze zastanawiam się na co wydam zarobione pieniądze. Niestety mam chyba za małą motywację, bo często wydaję je na niepotrzebne rzeczy. Jednak staram się to zmienić i pracuję nad tym żeby odłożyć w końcu sumę pieniędzy, która jest mi potrzebna na spełnienie tych większych marzeń.

  • Bardzo podoba mi się to podejście :) Na ogół gdy za bardzo popłynę muszę się strofować sama: ‚Ania, poczekaj na przelew’ :D Ale od dziś czuję się usprawiedliwiona :)

  • Czasem to co wynosimy z domu nie jest do końca dobre. Przyzwyczajenia naszych rodziców, przekazywane z pokolenia na pokolenie… czasem powinniśmy odświeżyć naszą wiedzę, ale nawyki są trudne do zmienienia. Nie jest to do końca niemożliwe, ale potrzeba wiele wysiłku by to zrobić. Na przykład teraz złapałam się na tym, że to robię. Dzielę skórę na niedźwiedziu. Nie odkładam za bardzo pieniędzy, a potem się dziwię że nie mogę spełnić swojego marzenia. Kiedy byłam dzieckiem lepiej mi to szło. Nie miałam wówczas zdradzieckiej karty, tylko świnkę skarbonkę, która strzegła pieniędzy lepiej niż najlepszy bank. Chyba znów w taką świnkę zainwestuję i nie pozwolę sobie na wyciąganie z niej pieniędzy. Może wtedy marzenia przestaną nimi być. Czas na zmiany.

    • Polecam skarbonkę – ja właśnie posiadam taką w kształcie walizki na podróże i świetnie się sprawdza, bo od razu przypomina mi o celu. :)

  • Sama często staram się nie dzielić skóry na niedźwiedziu, ale nazwijmy to po imieniu – boję się rozczarowania. Masz rację, że to świetny sposób na to żeby zarobione pieniądze się nie rozpłynęły :)

  • Sama nie umiem pracować dla pracy samej w sumie. Dopiero gdy sprecyzowałam swoje marzenia zaczęłam mieć chęci do pracy.

    • Czyli jesteś żywym przykładem, że coś w tym jest. :)

  • To przysłowie nie jest głupie. Jest bardzo mądre, tylko nieraz źle interpretowane i nie rozumiane, jak to z przysłowiami zresztą często bywa. Nie chodzi tutaj o to, żeby nie marzyć czy nie planować przyszłych wydatków, tylko o to, żeby nie rozporządzać czymś, czego jeszcze się nie posiada. Przypuśćmy, że nie masz żadnych większych oszczędności a tylko „fundusz” awaryjny na nieprzewidziane wypadki. Na torebkę będzie stać Cię dopiero za miesiąc, ale chcesz torebkę już teraz. Wydałabyś swoje pieniądze na czarną godzinę z intencją uzupełnienia ich swoją przyszłą wypłatą? Mam nadzieję, że nie. Po drodze mogą Ci wyskoczyć nieprzewidziane a znacznie ważniejsze wydatki. Możesz zostać wcześniej zwolniona albo nie otrzymać tych pieniędzy z jakiegoś innego powodu.

    Albo taki przykład: Tomek ma dwa mieszkania i 20 tysięcy oszczędności. Chce kupić samochód za 50 tysięcy. Jego drugie mieszkanie jest warte około 100 tysięcy złotych. Tomek znajduje chętnego kupca, Pawła, ale tamten nie ma jeszcze pieniędzy i nie może kupić mieszkania. Mimo zapewnia, że mieszkanie kupi, ale potrzebuje 2-3 miesięcy. Umawiają się więc w taki sposób, że Tomek nie sprzeda na razie mieszkania, a Paweł zapłaci mu 10 tysięcy jako „zabezpieczenie”. Tomek dopożycza 20 tysięcy z banku i kupuje samochód.

    Czy Tomek zrobił mądrze? (pomijając sensowność kupna samochodu za 50 tysięcy i zapożyczania się).

    O tym właśnie mówi przysłowie: „nie dziel skóry na niedźwiedziu”.

    • Ja raczej interpretuję je jako ” nie dziel czegoś, czego jeszcze nie masz, nie wydawaj pieniędzy, których jeszcze nie masz” i widzę, że większość osób tutaj je tak interpretuje. Nie powiedziałabym, że ktoś, kto wziął kredyt na samochód podzielił skórę na niedźwiedziu, ale wiesz jest coś takiego w języku jak konotacje i to są indywidualne skojarzenia ludzi z danym słowem. Każdy może mieć różne. ;)

  • U mnie wymyślanie, co sobie kupię ograniczało się zwykle do tego, co mogłam kupić za 1/4 lub pół wypłaty. Myślałam bardzo krótkofalowo i trudno mi było oszczędzać. Może dlatego, że oszczędzałam na ‚bliżej nieokreśloną czarną godzinę lub jak kto woli przyszłość’. Teraz moje myślenie się zmieniło, zobaczymy jak mi pójdzie. Wiem, po co chcę oszczędzać i to rzeczywiście duuużo zmienia.

  • Czasami dorośli używają wykutych na pamięć powiedzonek, które wyrażają nic innego tylko ich strach i brak zaufania do życia, a żywiąc takie uczucia, trudno osiągnąć coś więcej niż tylko zwyczajną egzystencję. To marzyciele święcą tryumfy, a więc dzielmy skórę na niedźwiedziu. Moja babcia miała w zwyczaju hamować moje wybuchy dobrego nastroju powiedzeniem: „nie śmiej się tak, bo kto rano skacze, ten wieczorem płacze”. Powiem Ci, że dopiero w ostatnich latach przestałam się tym przejmować, a przez 40 lat, kiedy tylko świetnie się bawiłam i śmiałam się, zaraz słyszalam wgłowie głos babci przepowiadający, że moje śmieszki mogą wkrótce zmienić się w łzy.

    • Pięknie to napisałaś, naprawdę. Ja też czasem mam takie myśli, że moje życie jest zbyt fajne i boję się wtedy, że za to moich bliskich albo mnie czeka jakaś straszna kara np. choroba, wypadek. Staram się jednak prostować kierunek, w którym idą moje myśli, bo wiem, że to głupie. :)

  • Marta

    Zawsze sobie mówiłam „jak przyjdzie stypendium to kupie sobie x i y”. Potem ” teraz to już na pewno sobie to kupię”. No i tak do tej pory nadal nie spełniam swoich materialnych marzeń, bo wole oszczędzać na czarną godzinę..

    • Hmm ciekawe, ja w sumie nie umiem oszczędzać na czarną godzinę, ale może to dlatego, że wciąż jestem studentką i jeszcze jakoś tego nie czuję. Zawsze muszę mieć jakiś konkretny cel, bo nic bym nie zaoszczędziła. :)

      • Marta

        Ah, ja też jestem studentką ?. Niestety nie każdy jest zabezpieczony finansowo. Po prostu boję się przyszłości. To wystarczy, żeby sobie odmówić wakacyjnego wyjazdu.

        • Rozumiem, więc bardzo odpowiedzialna z Ciebie osoba. :) Powodzenia!

          • Marta

            Tylko wiesz, trochę się boję, że jakoś bez tego zaciskania pasa bym dała radę, a teraz sobie odmawiam wielu rzeczy..

            • Hmm a nie masz jakoś tak, że jakaś określona kwota pieniędzy „na czarną godzinę” byłaby dla Ciebie satysfakcjonująca, a po osiągnięciu tej kwoty mogłabyś odkładać na inne cele? :)

  • Wydaje mi się,że w przysłowiu chodzi o niepewność potencjalnego celu (niedźwiedzia), np. planowanie na co wydać wygraną z totka, po czym następuje gorzkie rozczarowanie, bo niedźwiedź zwiał :).
    Ale z twoją metodą dotyczącą pracy się zgadzam ;- )

    • Chyba każdy na świecie chociaż raz pomyślał na co wydałby wygraną w totka. :D Na pewno chodzi o niepewność celu, nie mówię, że nie, ale wydaje mi się,że lepiej jest ten cel mieć i dążyć do niego nawet po rozczarowaniu niż nie mieć go wcale. :)