Przekleństwa i wulgaryzmy. Ich używanie jest szkodliwe!

 

Gdy zabronimy czegoś człowiekowi od razu obudzi się w nim chęć przeciwstawienia się. Zapyta: dlaczego? I o ile odpowiedź będzie brzmiała sensownie. myślący człowiek przyjmie ją do wiadomości i zakazu nie złamie. Będzie wiedział, że przyniesie to negatywne skutki dla niego i innych. Ja również, jak każdy normalny człowiek, zapytałam kiedyś „Dlaczego nie wolno przeklinać?” Od otaczających mnie ludzi słyszałam różne odpowiedzi. A bo to nie ładnie, a bo nie wypada, a bo tak. Nie przekonało mnie to, dlatego postanowiłam szukać dalej. Ten wpis jest właśnie o poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie, dlaczego przekleństwa i wulgaryzmy są złe.  Jest w nim sporo ciekawostek, a na końcu znajdziesz moją odpowiedź na wyżej postawione pytanie. Zapraszam Cię więc do świata upadłego słownictwa. Uwaga! Nie obędzie się bez przeklinania!

 

Przekleństwa a wulgaryzmy.

Czy wiedziałeś, że wulgaryzmy i przekleństwa to nie to samo? Otóż soczyste „kurwa” rzucone po tym, jak uderzysz się w palec wcale nie jest przekleństwem. To „tylko” wulgaryzm. Przekleństw używamy natomiast wtedy, gdy komuś bardzo źle życzymy. Wynika więc z tego, że przekleństwo wcale nie musi być wulgarne. Np. „Idź do diabła”. Na potrzeby tego wpisu nie będziemy przywiązywać wagi do tego podziału, ale warto być go świadomym. Czasem można zaskoczyć kogoś swoją wiedzą.

 

Ludzie, którzy używają wulgaryzmów często próbują zarzucić ten zwyczaj. Chcemy przestać przeklinać, bo czujemy, że nie powinno się tego robić. Głównie kobiety czują taką presję, przecież „nam nie wypada”. Tak naprawdę nie wiemy, dlaczego nie powinniśmy przeklinać i jakie negatywne skutki ma używanie wulgaryzmów. Trudno jest doszukać się informacji na ten temat, dlatego postanowienia o nieprzeklinaniu zwykle kończą się jedynie na obietnicach.

 

Dlaczego nie warto przeklinać?

 

Art. 141. Kto w miejscu publicznym umieszcza nieprzyzwoite ogłoszenie, napis lub rysunek albo używa słów nieprzyzwoitych,podlega karze ograniczenia wolności, grzywny do 1 500 złotych albo karze nagany.

Kodeks wykroczeń

 

O tym, że przeklinanie jest złe może świadczyć fakt, iż w miejscach publicznych jest ono zakazane, chociaż prawo nie mówi dlaczego. W tej sytuacji trzeba by założyć, że jeśli coś jest prawnie zakazane, to na na pewno jest złe. Niestety ja tego nie czuję, więc muszę szukać dalej.

A dalej jest już tylko internet. Na pytanie dlaczego nie powinniśmy przeklinać nie znalazłam praktycznie żadnej konkretnej odpowiedzi. Najczęściej internauci tłumaczyli to w następujący sposób:

 

Bo to nieładnie. – Nieładnie jest też pić piwo i palić fajki przed 18 rokiem życia.

Bo to świadczy o kulturze osobistej. -To już lepszy argument, ale na kulturę osobistą składa się tyle czynników, których przestrzega coraz mniej osób, że wydaje mi się to ciutek za mało.

Pokazujesz, co wyniosłeś z domu. – Ja z domu wyniosłam bardzo dużo. Np. łyżeczki do jogurtów, które nigdy nie wróciły na swoje miejsce.

 

A co na to nauka?

Pomyślałam, że może nauka uratuje mnie w tej trudnej sytuacji i odpowie na pytanie: dlaczego nie warto przeklinać?Oto czego się dowiedziałam.

Brytyjscy naukowcy przeprowadzili pewien eksperyment. Poprosili 64 studentów, by zanurzyli rękę w lodowatej wodzie. Za pierwszym razem mogli oni przeklinać dowoli, za drugim mieli używać słów, które nie są wulgarne. Okazało się, że dzięki przekleństwom byli w stanie wytrzymać ból o 50% dłużej, niż gdy nie rzucali mięsem. Przeklinanie wynikające z emocji wzmaga w nas agresję i przez przypływ adrenaliny jesteśmy w stanie dłużej wytrzymać ból, ponieważ organizm jest w tym momencie nastawiony na walkę i bagatelizuje uczucie bólu. Warto zwrócić uwagę, że efekt ten był czterokrotnie silniejszy u studentów, którzy na co dzień nie używają wulgarnych słów. Jeśli zbyt często przeklinamy tracą one na sile i najzwyczajniej się osłuchują. Nauka mówi więc, że przeklinanie nie jest złe, w sytuacji gdy czujemy fizyczny ból np. uderzymy się w mały palec u stopy. W ten sposób możemy poradzić sobie z bólem.

 

Tylko do cholery, ja nadal nie wiem, dlaczego nie warto przeklinać!

 

przekleństwa i wulgaryzmy

 

Przekleństwa i wulgaryzmy niszczą Twoje samopoczucie.

 

Logicznie myśląc i biorąc pod uwagę to, co wyżej napisane, długo postrzegałam zakaz przeklinania za bezsensowny. Kilka osób, w tej mojej „młodszej młodości” przekonało mnie do tego, że przeklinanie jest sposobem na rozładowanie napięcia, pozbycie się negatywnych emocji. Według tej teorii lepiej jest soczyście zakląć niż kumulować w sobie gniew albo w wersji hard – kogoś uderzyć. W dodatku pewien mądry człowiek nazwiskiem Freud powiedział kiedyś, że „Człowiek, który pierwszy cisnął obelgę za­miast kamienia, był twórcą cywilizacji.”, co potwierdzałoby moje wcześniejsze przypuszczenia. Teoria z wyrzuceniem emocji długo miała dla mnie sens, aż do czasu, gdy zauważyłam, że przekleństwa wcale mi nie służą. One nie rozładowują wewnętrznego napięcia, a raczej je podkręcają. Są trochę jak bomba.

 

Eksplozja wulgaryzmu może i przynosi chwilową ulgę, ale trzeba pamiętać o tym, że po takim wybuchu niebo spowite jest chmurą dymu, a promienie słoneczne nie docierają do ziemi. To samo dzieje się z moim samopoczuciem. Wcale nie jest mi lepiej, wciąż utrzymuje się u mnie zły nastrój. Przekleństwo go przecież nie poprawi. Potem zastanowiłam się, co poprawiłoby mi humor w momencie, gdy jestem zła i mam ochotę zakląć jak szewc? Jestem zdenerwowana, więc potrzebuję uspokojenia. Wulgaryzmy mnie nie uspokoją, nie sprawią, że wpadnę w radosny nastrój. To dlatego powinnam z nich zrezygnować.

 

Odpowiednie dobieranie słów ma wpływ na to jak myślimy, jak się czujemy a przez to również na to, co dzieje się w naszym życiu. Nasze życie jest takie, jak słowa, którymi je opisujemy. To znaczy, jeśli często używasz brzydkich, agresywnych słów, to Twoje życie też jest brzydkie i przepełnione agresją. Konsekwentne i regularne używanie jakiegoś słowa ma wpływ na nasze samopoczucie. Podobnie dzieje się, gdy pewnych słów nie używamy wcale. Jeśli nie używamy ich do opisania emocji i tego, co nas otacza, to nie przeżywamy emocji, które te słowa określają. Idąc tym tropem można dojść do tego, że już nigdy nie będziesz mieć „chujowego dnia”, jeśli go takim nie nazwiesz. Dwie osoby, które znajdują się w tej samej sytuacji mogą ją zupełnie inaczej odbierać, tylko dlatego, że używają innych słów, by ją opisać. Wyobraź sobie na przykład podróż autobusem. (Wiem, że podróże autobusem to mój ulubiony temat, ale proszę, wybacz mi to na chwilę.)

 

Podczas ogromnych upałów musisz podróżować zatłoczonym autobusem. Pełno spoconych ludzi i  w dodatku autobus stoi w korku, przez co na miejscu jesteś nie po 20 minutach a po 1,5 godziny. Razem ze znajomym zaczynasz żartować z tej sytuacji. Ogólnie nic nie możesz zrobić, więc po co się denerwować? Swoją drogą na temat denerwowania się polecam Ci mój tekst „Człowieku, nie wkurzaj się!„. Pomoże Ci zrozumieć ten sposób myślenia. A zatem stoisz w korku. Nawet jeśli nie potrafisz sobie z tego żartować mówisz do siebie np. „Ależ niekomfortowa sytuacja! No cóż, przynajmniej mam więcej czasu, żeby poczytać książkę.”

 

Sam fakt, że określasz swoją sytuację jako „niekomfortową” jest już ogromnym sukcesem. Nie mówisz, że to pech, masakra, tragedia. Takie słowa tylko zniszczyłyby Twoje samopoczucie na cały dzień, a po co Ci to? Mógłbyś w tej sytuacji wyrazić się jeszcze gorzej, co już totalnie zrujnowałoby Twój nastrój. Wyobraź sobie, że razem z Tobą autobusem jedzie właśnie taka osoba. Człowiek, który określa Waszą sytuację w następujący sposób:

 

„Kurwa, ja pierdolę, ile jeszcze będziemy stać w tym jebanym korku?! Ale gorąco! Pierdolony autobus.”

 

Jesteście w tej samej sytuacji, a zwróć uwagę na to, jak różne są Wasze emocje. Twoja sytuacja jest „niekomfortowa”, a jego? Jak podsumujecie wieczorem swój dzień? Ty powiesz, że widziałeś się dzisiaj ze znajomymi, byłeś w pracy/szkole, poszedłeś do kina, chociaż musiałeś pójść na późniejszy seans, ponieważ stałeś w korku, co było dla Ciebie „niekomfortowe”.

A jak opisałaby swój dzień ten drugi człowiek?

Był chujowy, bo stał w jebanym korku przez półtorej godziny.

 

Ta sama sytuacja, a tak różne odczucia.

 

Mały przerywnik, czyli piękne przekleństwa w poezji śpiewanej. ;)

 

 

Nie stałam się z dnia na dzień fanatykiem i nie rzuciłam przeklinania za jednym zamachem. Znalazłam jednak świetny argument, by ograniczyć wulgarne słownictwo do minimum. Są takie sytuacje, którym przekleństwo dodaje smaku. Zazwyczaj są albo bardzo zabawne, albo bardzo tragiczne. wtedy wulgaryzmy nie tracą na swojej mocy. Dzisiaj wszystko musi być zjawiskowe i mocne. Miałkie zdania nie mają prawa bytu, trzeba je czymś podkolorować. Dlatego ludzie używają przekleństw, chcą, by ich treść była atrakcyjna. Jednak zbyt częste używanie wulgarnego słownictwa prowadzi do zatracenia się jego siły, przez co używamy go jeszcze więcej i koło się zamyka. A co z zakazem używanie przekleństw w miejscach publicznych? Rzucanie mięsem na ulicy jest atakiem na emocje drugiej osoby. Jeśli chcemy utrzymywać w sobie zły nastrój, to róbmy to przy okazji nie niszcząc humoru innym. :)

 

  1. Zakaz używania brzydkich słów nie jest wcale wymysłem współczesności, ponieważ już starożytni Grecy za używanie Aporrhety (brzydkie, wulgarne słownictwo) byli karani grzywną o wysokości od 500 do 1000 drachm, a nawet utratą czci!  Ciekawe, czy ktoś dzisiaj powstrzymałby się przed przeklinaniem, gdyby wiedział, że mógłby przez to stracić swoją cześć. ;)
  2. Koprolalia to niedająca się opanować potrzeba wypowiadania wulgarnych słów. Zdarza się u osób cierpiących na schizofrenię lub zespół Touretta.
  3. W starożytnym Egipcie przeklinanie było czynnością magiczną i za pomocą przekleństw można było rzucić na kogoś urok. Używanie magii, a więc przekleństw w codziennym życiu i przez zwykłych ludzi było zabronione, z wyjątkiem jednego święta w roku, podczas którego rzucanie mięsem zapewniało ludziom płodność i chroniło przed złymi duchami.
  4. Słowa uznawane w starożytnym Rzymie za wulgarne, jak fellatio (poddanie się gwałtowi oralnemu) czy clitoris (łechtaczka) straciły swoją wulgarność, a nawet doczekały się awansu i funkcjonują dzisiaj jako terminy medyczne.
  5. To zdjęcie przedstawia najpopularniejsze wulgaryzmy w różnych krajach Europy.

wulgaryzmy i przekleństwa

 

To by było na tyle o mojej drodze do nieprzeklinania. Jestem ciekawa, jakie jest Twoje zdanie na temat używania wulgaryzmów. Co przekonało Cię do tego, by ich nie stosować? A może uważasz, że przeklinanie nie jest niczym złym? Będzie mi bardzo miło jeśli podzielisz się swoim zdaniem, tym bardziej, że nieźle napracowałam się nad tym wpisem, dlatego będę wdzięczna za każdą wiadomość zwrotną. A jeśli treść jest Twoim zdaniem przydatna bądź interesująca, to podziel się nią ze znajomymi za pomocą przycisków poniżej. :)

Do następnego czytania!

Ania
Follow


 

Inne teksty dotyczące wpływu języka na ludzi:

 

1. O przejęzyczeniach, które pięczą mi po deptach, słów kilka.

2. Samospełniające się proroctwo. Jak je wykorzystać?

3. Jaką przeszkodę jeszcze sobie wymyślisz? – tu bardziej o wpływie naszych myśli, a nie słów, ale jednak jest w tym coś podobnego. Myślimy przecież słowami.

 

  • Miek

    Generalnie to tak – mam okropny problem z moją matką, bo niestety ma okropny odruch kurwowania ale taki naprawdę okropny – że jeśli cos się stanie, to robi to seriami po 10 kurw, tonem głosu jakby co najmniej nie wiem co się stało (a dajmy na to, mleko się rozlało). I tak dzisiaj obudziła mnie punkt 7:00 słowami wiadomo jakimi. I wiecie co? Czuję się tak naładowana ta energia zla, że już nie mogę wytrzymać. I jestem pewna, że te etapy w życiu podczas których przeklinałam równie intensywnie co ona, były spowodowane właśnie tym, że nasłuchałam się tego w domu. Jak zamieszkałam z moim narzeczonym – jak ręką odjął. I przestałam brać Positivum, wcześniej podejrzewała u mnie ta sama mama nerwicę, bo nie potrafiłam sobie poradzić z emocjami (ciągły płacz, napady złości).

    Więc przekaz do wszystkich rodziców – nie róbcie tego swoim dzieciom i nie niszczcie im dni, nie szpikujcie ich ta agresja nawet jeśli nie jest kierowana w ich stronę – lepiej przeklnać po cichu, niz robić im tego typu krzywdę. Potem będą robić to samo co wy, bo po prostu przyswoją takie zachowanie, już nie mówiąc o tym że będą nasiąknięte złymi emocjami i dobre to dla nich nie będzie. Czasami ludzie nie zdają sobie sprawy jaki słowa mają ogromny wpływ na człowieka.

    • Dziękuję bardzo za ten komentarz! To bardzo ważne, żeby podkreślać, jak niebezpieczne jest używanie wulgaryzmów i jak wpływa na emocje ludzi wokół nas. Nerwica to nie żarty. :(

  • ja

    Mam wrażenie że ludzie są ograniczeni i brak im słów dlatego używają wulgarnych słów.
    Jestem osobą, która nie używa wulgarnych słów, nie lubię, a poza tym jest tyle słów które o wiele bardziej oddają to co mam na myśli niż jakieś k****.
    Pozdrawiam

  • Michał

    Wiecie co wam powiem na temat przeklinania? Jest wymysłem waszej wyobraźni. Wspaniałym przykładem jest słowo pierdolić utworzone przez Józefa Wybickiego (pochodzi od słowa pierdoła). Jak uważacie, że wasze idee są lepsze od idei autora polskigo hymnu to SPIERDALAJCIE z takimi artykułami. Tyle w temacie.

  • Zuza | Zaczytana Susan

    Ano widać, ze się napracowałaś ;) Szczerze mówiąc ja przeklinam dość sporo i walczyłam z tym już nie raz. Muszę przyznać, ze zawsze w którymś momencie myślałam sobie: „w sumie, to przecież lepiej mi jak przeklinam niż jak próbuję nie przeklinać, więc po co się męczyć?” i wracałam do nałogu. B moim zdaniem to nałóg – silne przyzwyczajenie. Tak silne, że dużym wysiłkiem jest nie robienie tego. A próbowałam z nim zerwać, bo zawsze byłam uczona, że to „plugawy język” i nie przystoi. No a potem jeszcze usłyszałam, że klną osoby, które mają mały zasób słownictwa no i poszło… Niestety z nałogiem nie zerwałam. Ale co jakiś czas staram się ograniczyć ich używanie ;)

  • Sebastian

    gówno prawda właśnie przeklinanie pozwala wytrzymać więcej ból pajacu

  • Wg mnie wulgaryzmy użyte świadomie dodają smaku, czasem taka kropka nad i jest niezbędna. Natomiast używanie kurwa wulgaryzmów jako kurwa przecinka kurwa, to jest zdecydowanie słabe… kurwa ;)

    ps. nie wiedziałam o tej różnicy między przekleństwami a wulgaryzmami! dzięki :)

  • Sylwia Bednarek

    A ja czasem lubię sobie soczyście zaklnąć – to jakby oczyszcza, wyrzuca ze mnie negatywną emocję. Staram się nie nadużywać, ale czasem trudno zapanować :)

  • Oj, czasem jest sytuacja kiedy rzucenie mięsem przynosi ogromną ulgę. Niekoniecznie musi się to wiązać z wyrzucaniem jakiejś nienawiści do świata i stwierdzaniem, że to chujowy dzień. Wulgaryzmy mogą być też używane z humorem, jak wszystko, ot tak dla rozładowania emocji:) Ja kiedy się czuję niekomfortowo, to czuję się niekomfortowo, natomiast kiedy jestem wkurwiona, to nie czuję się niekomfortowo, tylko jestem wkurwiona :D Oczywiście, że są piękniejsze słowa, ale mało jest tak emocjonalnych słów jak wulgaryzmy. To jedne z tych słów, które wypowiedziane w obcym języku nie mają już swojej mocy uderzeniowej.
    Natomiast kurwowanie zamiast przecinków i ogólnie używanie wulgaryzmów tam, gdzie nie ma specjalnego powodu do ich użycia jest dla mnie dowodem na kiepskie horyzonty umysłowe takiej osoby, ubogie słownictwo, negatywne nastawienie do świata (tak jak napisałaś), ewentualnie niedojrzałość emocjonalną, zdarzają się np faceci, którzy przy kobiecie nigdy nie zabluźnią, ale przy koleżkach dosłownie żadnych innych słów nie używają, bo przecież to takie samcze – według mnie żal :)

  • Brzeska

    Nie uważam, że przeklinanie jest złe, natomiast jest daleko od tego by sądzić, że można je stosować do woli, jak np przerywnik czy przecinek. Jak we wszystkim trzeba złotego środka. W niektórych sytuacjach wbrew pozorom mogą one dodać swoistego wysmakowania wypowiedzi, a w innej dobitnie wyrazić nasze emocje. I to w żaden sposób nie wydaje mi się złe. Oczywiście, że tak jak piszesz, jak będziemy ich używać ciągle to stracą one na mocy i potrzeba jest umiejętność opisania naszego chociażby samopoczucia „spokojnymi” słowami, ale też żeby tutaj nie popadać ze skrajności w skrajność – ani ciągłe przekleństwa nie są dobre, ani złe samopoczucie że się użyło przekleństwa. A to jak ktoś będzie przeklinał to już sprawa mega indywidualna. Tak samo jak to, że każdy ma niejako swój język. Niby posługujemy się tym samym językiem [ograniczając się oczywiście do granic państwa], ale każdy ma swoje jakieś charakterystyczne słowa, powiedzenia, sformułowania etc. Każdy mniej lub bardziej charakterystycznie się wysławia i nie inaczej jest z używaniem przekleństw – każdy na swój sposób będzie je stosował.

  • Nie wiedziałam, że jest takie rozróżnienie pomiędzy wulgaryzmami i przekleństwami!!!! :) A co do samego używania wulgaryzmów to kiedyś robiłam to często ale w porę zorientowałam się, że NIE CHCĘ tego robić, że NIE SPRAWIA mi to ulgi! Więc obecnie gdy się zdenerwuje wystarczą 2 wdechy :)

  • Ja niestety za dużo przeklinam. Bardzo tego nie lubię, ale sporo mojego towarzystwa używa wulgarnych słów i jakoś tak moja walka zazwyczaj się kończy zanim się zacznie. Jednak spróbuję Twojego sposobu, żeby starać się używać zamiast tego innych, dużo bardziej kulturalnych słów. Chociaż zastanawiam się czy będę o tym pamiętać kiedy mój mały palec u nogi znajdzie w nocy szafkę. :D

    • Na ból przekleństwo jest lekarstwem, więc się nie liczy. :D

  • Wiktoria Wizner

    Lubię to.
    Dorzucę prywatne doświadczenie: Szkoła Wyższa Artystyczna. Jak artystyczna, to pełna kultura? A gdzie tam. Są sytuacje gdzie słowo nie do końca na miejscu, wlasnie jest na miejscu ALE…uczyc okazywania emocji za kazdym razem rzucając krzywą? Moze ciezko uwierzyc, ale sa wykladowcy ktorzy tak robia, bo inaczej nie potrafia…

    • Może to taka bohema artystyczna. Sztuka awanrgandowa czy coś. :D

      • heh ile razy taki argument slyszalam :D juz sie robi wyswiechtany i niedlugo nitki sie spruja ^^ :D

        • My, nędzni, zwykli ludzie nie rozumiemy Sztuki… ;)

  • Wspaniały materiał. W prosty i jasny sposób napisany. Właśnie jadę w autobusie… zatłoczony to on nie jest, ale mam pecha, bo zapach fiołków to też nie jest. ? pierwszy sukces! Skupiam się na owym komentarzu nie zapachu ? Ja lubię czasem przeklnąć, ma to miejsce w dwóch sytuacjach. Pierwsza to w chwili kiedy się denerwuję, a druga zazwyczaj kiedy pracuję przy ważnym projekcie, a mój komputer (z racji wieku, dziadzio kochany:) nie ogarnia lub wykonuje wszystkie polecenia w swoim tempie przyprawiając mnie o nowe siwe włosy ?Moja cierpliwość czasami nie wystarcza i wtedy na niego krzyczę ?
    Ps.
    Dopiero dziś odkryłam Twój blog i bardzo się cieszę, że sporo tu wartościowej treści! Będę zaglądać częściej. Pozdrawiam z autobusu linii 525 ?

    • Miło mi Cię tu przywitać. :)

      PS Też czasem rozmawiam z moim komputerem, ale staram się go raczej prosić o pomoc. ;D

      • Ja po Twoim tekście staram się być łaskawsza i oszczędzić mojego dziadka :)

  • Zgadzam się, że wulgaryzmy mają sens tylko wtedy, gdy faktycznie używamy ich rzadko i dla podkreślenia pewnych bardzo ważnych emocji. Inaczej są po prostu nie smaczne.

    P.S. Na pewno się napracowałaś- kawał dobrej analizy! ;)

  • Nie popieram wulgaryzmów używanych zamiast interpunkcji, ale lepiej od czasu do czasu zakląć niż być małym, cichym skurwysynem :D

  • Chyba trochę przesadzasz ze stwierdzeniem, że jeśli używam wulgaryzmów to pokazuję co wyniosłam z domu rodzinnego… Wiem, że słuchanie kogoś, kto używa kurwy co drugie słowo nie jest przyjemne ale tez bez przesady, nie mamy po 5 lat…

    • Nigdzie tego nie stwierdziła.

      • A sory to internauci powiedzieli. Zwracam honor! :)

        • Do tego argumentu napisałam taki arcyśmieszny kontrargument, a tu lipa. Nie skumali.

      • Ty naprawdę jesteś moim adwokatem. Jak to się dzieje, że czytasz komentarze na moim blogu jeszcze przede mną?

        Chyba muszę zmienić hasło.

    • A sory to internauci powiedzieli. Zwracam honor!

  • Moja przygoda z przeklinaniem zaczęła się w radiu na praktykach ;) Nawet nie zdawałam sobie sprawy jak chłonę te nawyki, aż w końcu zaczęło mi to przeszkadzać. Nie chciałam zamienić się w osobę, która zamiast przecinka używa słowa „kurwa”. Nie wyzbyłam się tego do końca, ale ograniczyłam się do momentów, kiedy czuję, że muszę podkreślić istotę tego co opowiadam ;) Przeszkadza mi natomiast, kiedy wypowiedzi wulgarne są bardzo negatywnie nacechowane, wówczas mam problem ze skupieniem.

    • No tak, tego nie da się słuchać, kiedy ktoś z nienawiścią, negatywnie i jeszcze wulgarnie wypowiada się na jakiś temat. Po prostu brzmi to prostacko.

  • W pewnym momencie mojego życia przebywałam wśród ludzi, którzy przeklinali baaaardzo dużo. Nie wiem właściwie czemu, ale chciałam robić wszystko im na przekór, być inna, więc nie przeklinałam. Pewnie to był ten wiek, w którym charakter człowieka i to wszystko kształtuje się najbardziej bo zostało mi to do dziś ;)

    • To bardzo ciekawe, bo najczęściej bywa tak, że przejmujemy sposób wypowiadania się osób, z którymi przebywamy. Naprawdę ciekawe! :)

  • Świetny tekst – ja nigdy nie przeklinałam ale od jakiegoś czasu zdarza mi się notorycznie to robić.Za dużo przebywałam z ludźmi ,którzy używają takich słów- teraz muszę się sama pilnować by tego nie robić . Najgorzej jest jak się zdenerwuje.

    • Zdecydowanie podczas zdenerwowania puszczają nam wszystkie hamulce, często trudno nad sobą zapanować. Najważniejsze, żebym nasz codzienny język nie był zbyt wulgarny, a najlepiej byłoby się mniej denerwować! ;)

  • Długo nie przeklinałam, a potem poszłam na studia – filologia angielska – i wyszedł ze mnie diabeł. Najczęściej objawia sie to w sytuacjach stresujących, ale o dziwo pomaga mi to się rozładować. Moje przeklinanie nie jest już tak częste jak kiedyś i mam nadzieję że takie pozostanie :)

    • Oj, doskonale Cię rozumiem. Filologia może być powodem do przekleństw. ;)

  • A ja przyznaję się do tego, że bluźnię jak szewc. I baa nie przeszkadza mi to. Bez tego nie była bym sobą. Próbowałam nie przeklinać i być damą, niestety nie wyszło mi. Traciłam na uroku. Taki już ze mnie typ. Owszem są sytuacje w których nie przeklinam, wiadomo ale mnie rusza mnie gdy ktoś przeklina okok mnie jeśli ma więcej niż 16 lat. :)

  • Wyjdź z mojej głowy, kobieto.

    PS https://www.youtube.com/watch?v=myTktAvNM1w

    :)

  • Bardzo fajny wpis :)
    Nie ciepię, gdy ktoś taśmowo wyrzuca z siebie przekleństwa w mojej obecności i sama też staram się tego nie robić. Zdarza mi się to bardzo rzadko i to nie w celu rozładowanie emocji. Raczej dla żartu, wśród ludzi, z którymi mogę w ten sposób pożartować. Ale nawet wtedy nie czuję się do końca w porządku ;)
    Trafia do mnie argument, że słowa tworzą nasz świat i właśnie dlatego warto używać ich świadomie.

    • W żartach również zdarza mi się ich używać. :)

  • Tekst jest super, suuper ciekawy! ;)
    Myślę, że kwintesencją jest to, co napisałaś w dużej ramce. Bez przeklinania dzień wydaje się bardziej elegancki, a ja używając lżejszych zamienników wśród rówieśników (którzy czasem sobie nie szczędzą), czuję się jak dama.
    Francuski wulgaryzm brzmi jak coś do zjedzenia. Z chęcią zjadłabym putain, gdybym znalazła takie coś w menu.

    • Bo te ramki wyjątkowo mądre są. Cieszę się, że przychodzą na mojego bloga. ;)
      W sumie, gdy następnym razem zauważę, że zbyt wczuwam się w towarzystwo i zacznę przeklinać, to przypomnę sobie Twoje słowa i będę damą. :D