Przepraszam, chyba Cię okłamałam.

Jakiś czas temu na Moty­wa­cyj­ny Mailing z Sesyj­ne­go Porad­ni­ka odpi­sa­ła mi jed­na z czy­tel­ni­czek dzie­ląc się swo­imi pro­ble­ma­mi na uczel­ni. I nie było­by w tym nic dziw­ne­go, bo czę­sto roz­ma­wiam z Wami o pro­ble­mach na stu­diach. Dziew­czy­na napi­sa­ła jed­nak zda­nie, któ­re bar­dzo mnie zasko­czy­ło.

 

 

Wiem, że piszesz głów­nie do stu­den­tów, “któ­rym sie uda­je” i tro­chę głu­pio mi nawet Ci odpi­sy­wać.

 

 

Byłam w szo­ku. Czy napraw­dę piszę tak, jak­bym pisa­ła tyl­ko dla stu­den­tów, ” któ­rym się uda­je”? Zawsze chcia­łam poma­gać tym, któ­rzy mają pro­ble­my, tak jak ja mia­łam. No wła­śnie, ale czy wystar­cza­ją­co opo­wie­dzia­łam Wam o moich pro­ble­mach na stu­diach? Czy nie za dużo opo­wia­dam o tym, jak teraz jest faj­nie? Chcia­ła­bym, żeby­ście zoba­czy­li, że nie zawsze tak było.

 

 

Na pierw­szy rok przy­cho­dzę peł­na marzeń i nadziei. Tro­chę wystra­szo­na, ale jed­nak pod­eks­cy­to­wa­na. Pierw­szą rze­czą, o któ­rej się dowia­du­ję jest to, że będę dzi­siaj pisać test. Test ma zakwa­li­fi­ko­wać mnie do gru­py lep­szej lub gor­szej języ­ko­wo. Oczy­wi­ście sta­ram się jak mogę. Czu­ję, że dam radę, że napi­sa­łam wszyst­ko, co potra­fię i że dobrze mi poszło. Wte­dy nie wie­dzia­łam jesz­cze, ile osób, któ­re wcze­śniej miesz­ka­ły w Niem­czech lub wręcz z Nie­miec pocho­dzą, znaj­du­je się na roku. Kie­dy usły­sza­łam wyni­ki, potrak­to­wa­łam je jak oso­bi­stą poraż­kę. Zosta­łam przy­dzie­lo­na do słab­szej gru­py. Uczę się nie­miec­kie­go od pod­sta­wów­ki, więc jestem do nicze­go, sko­ro po takim cza­sie nie potra­fię dobrze napi­sać testu. Wszy­scy w mojej gru­pie czu­li się gor­si.

 

 

Na pierw­szym roku pra­wie wyle­cia­łam ze stu­diów. To nawet nie było w trak­cie sesji. Cho­dzi­ło o zali­cze­nie przed­mio­tu, któ­ry jest postra­chem kie­run­ku. Na mojej uczel­ni masz 3 ter­mi­ny na zali­cze­nie kolo­kwium. Na tym przed­mio­cie pro­wa­dzą­ca dawa­ła 4 i wyko­rzy­sta­łam je do koń­ca. Byłam napraw­dę jed­ną z nie­wie­lu osób, któ­re tego doko­na­ły. Zawsze sły­sza­łam, że na stu­diach trze­ba ryć. Ryć po nocy i nie spać. I mimo, że w stycz­niu już powo­li wkrę­ca­łam się w tech­ni­ki szyb­kiej nauki, to nie zna­czy­ło, że potra­fi­łam je sto­so­wać.

 

Przepraszam, chyba Cię okłamałam

 

W kolej­nym seme­strze przy­stę­pu­ję do zerów­ki. Tyl­ko pogra­tu­lo­wać, powiesz? No nie­ko­niecz­nie. Jestem jedy­ną oso­bą, któ­ra tej zerów­ki nie zda­je. Jedy­ną. Jestem w szo­ku. Czy jestem tak bez­na­dziej­na? Czy ja się do tego nada­ję? Cze­ka­jąc na tę nie­szczę­sną zerów­kę dowia­du­ję się, że na szczę­ście zali­czy­łam łaci­nę. Cho­ciaż to z gło­wy. Czyż­by? Tydzień póź­niej weso­ło pod­cho­dzę do biur­ka po wpis, na miej­sce wra­cam jed­nak z pustym indek­sem. Nie zali­czy­łam tego kolo­kwium. Kole­żan­ka się pomy­li­ła. Kil­ka osób pisze popra­wę na tych samych zaję­ciach. A ja? Zno­wu jako JEDYNA przy­cho­dzę w lip­cu. Teo­re­tycz­nie po zamknię­ciu sesji. Zda­ję łaci­nę w jakimś nacią­ga­nym ter­mi­nie. Super.

 

 

Na począt­ku napi­sa­łam o mojej “gor­szej” języ­ko­wo gru­pie. Wszy­scy czu­li­śmy się źle. Dla­te­go wszy­scy bar­dzo cięż­ko haro­wa­li­śmy, żeby dorów­nać oso­bom z dru­giej gru­py. Po cza­sie oka­za­ło się, że pozio­my się wyrów­na­ły. Wykła­dow­cy uzna­li, że moja gru­pa cięż­ko pra­co­wa­ła, a kil­ka osób z tych, któ­re zosta­ły pochwa­lo­ne na począt­ku, osia­dło na lau­rach. Mój poziom języ­ka się zmie­nił, bo bar­dzo tego chcia­łam i zawzię­cie dąży­łam do celu. Czy­taj: zapie**alałam.

 

 

Nic nie dzie­je się z dnia na dzień. Jed­nak wyzna­ję zasa­dę, że jeże­li dzi­siaj będę lep­sza od sie­bie z wczo­raj o 1%, to po 100 dniach, będzie to 100%. Nie zna­łam się na szyb­kiej nauce od zawsze, a stop­nio­wo wpro­wa­dza­łam pozna­ne tech­ni­ki. Popeł­nia­łam dużo błę­dów. Na błę­dach naj­le­piej się uczy. I zawsze byłam upar­ta. Nie­waż­ne, czy cho­dzi­łam na popraw­ki we wrze­śniu, czy zda­wa­łam kolo­kwium na 5, nigdy nie odpusz­cza­łam. Zawzię­tość to coraz rza­dziej spo­ty­ka­na cecha. Chce­my szyb­kiej roz­ryw­ki, szyb­kich infor­ma­cji i chce­my szyb­ko osią­gać cele. Mam głę­bo­ką nadzie­ję, że tego blo­ga czy­ta­ją też oso­by, któ­rym się nie uda­je, bo jeśli nie, to jestem naj­gor­szym przy­pad­kiem z Was wszyst­kich. ;)

 

 

Na zakoń­cze­nie mam ogrom­ną proś­bę! Napisz o sytu­acji, w któ­rej się NIE UDAŁO. Nie bądź­my tacy per­fek­cyj­ni. :)

Do następ­ne­go czy­ta­nia!

Ania

 

 

Ten temat poruszałam jeszcze w:

Nie urodziłam się geniuszem.

  • Ina

    W moim świe­cie nor­mal­ny stu­dent to taki, któ­ry 3,5 let­nie stu­dia
    koń­czy w 4,5 roku; uczel­ni zapła­cił co naj­mniej 1000 zł. za warun­ki, a
    jego śred­nia oscy­lu­je w oko­li­cach 3,4.
    Na naszym wydzia­le przy­ję­ło się, że rok w ple­cy to nor­ma, dwa to żaden wstyd, a trzy to czas zasta­no­wić się co jest nie tak. Stu­dia ze mną zaczy­na­ło 120 osób, na zakoń­cze­nie 3 roku z nich zosta­ło 23, plus 41 osób któ­re mają rok, lub wię­cej w ple­cy. Oczy­wi­ście ogrom­na licz­ba rezy­gnu­je, bo nie daje rady.
    Szcze­rze, uda­ło mi się dotrwać do 3 roku bez żad­ne­go warun­ku, co uzna­ję za praw­dzi­wy cud i nie ma w tym mojej zasłu­gi. Ile ja się opła­ka­łam, rzu­ca­łam książ­ka­mi i mówi­łam, że zosta­wiam te stu­dia to się nie da nawet pod­li­czyć. Byłam na pra­wie każ­dym egza­mi­nie popraw­ko­wym, zali­czy­łam jeden komi­syj­ny, a w cza­sie sesji w cią­gu 5 dni spa­łam 5 godzin. I nie zda­rza­ło mi się włą­czać fejs­bu­ka, czy oglą­dać seria­li jak tym stu­den­tom z memów. Kułam od rana do nocy (4 rano idzie­my spać, 7 rano wsta­je­my) dzień w dzień. Ze stre­su nie jadłam po 3, 4 dni, a potem zama­wia­łam coś na dowóz, kie­dy wie­dzia­łam, że muszę coś zjeść, żeby nie zemdleć. Cho­ciaż wca­le nie byłam głod­na.

    Nie, żebym była wyjąt­kiem. Tak wyglą­da­ło życie całe­go roku i tyl­ko od szczę­ścia zale­ża­ło, czy zdasz czy nie. Poraż­ka jest tu nor­mą, a zda­nie 2 tygo­dnie nauki przy dobrych wia­trach skut­ku­ją -3 i praw­dzi­wą eufo­rią, że się zda­ło.

    Kocham te stu­dia, ale szcze­rze ich nie­na­wi­dzę. Przed­wczo­raj skoń­czy­łam let­nią sesję. Tak, dopie­ro przed­wczo­raj.

    • Rozu­miem :( Dzię­ku­ję za ten komen­tarz, bo napraw­dę myślę, że może komuś pomóc zro­zu­mieć, że wca­le nie musi być per­fek­cyj­nie, pięk­nie i łatwo. :)

  • Wasiu

    Hej! Za każ­dym razem gdy na mojej stu­denc­kiej dro­dze poja­wia się pro­blem, zaglą­dam tutaj. Jestem na 1 roku ger­ma­ni­sty­ki i o krok od zre­zy­gno­wa­nia z niej. Od małe­go nie­miec­ki moją codzien­no­ścią choć wycho­wa­na jestem w Pol­sce. Więc cóż ja mogę inne­go stu­dio­wać jak nie ger­ma­ni­sty­ke?
    Sty­czeń zda­ny bez więk­szych pro­ble­mów ale nad­szedł maj. Ust­ne. Opi­so­wa i lite­ra­tu­ra. A ja mia­łam przez cały semestr w******e, więc nie kumam więk­szo­ści. Nie zdą­żę się tego nauczyć, cho­ciaż dała­bym radę gdy­by mnie to inte­re­so­wa­ło. Ale nie inte­re­su­je. Cał­ko­wi­cie mnie to nie inte­re­su­je. Nie jestem zado­wo­lo­na z uczel­ni a tym bar­dziej z towa­rzy­stwa na niej. Wra­cam tam z bólem ser­ca, nie­chę­cią i wiel­kim smut­kiem.
    Mam zda­ny dyplom z nie­miec­kie­go (Deut­sches Sprach­di­plom) na pozio­mie C1 i nadzie­ję że bez stu­diów uło­żę sobie życie.

    Mia­łam potrze­bę to napi­sać i będę się nie­zmier­nie cie­szyć, jeśli zosta­wisz mi jakieś cho­ciaż­by moty­wu­ją­ce hasło lub cokol­wiek w odpo­wie­dzi.
    Sza­nu­ję i pozdra­wiam!

    • Bra­tam się w bólu jako stu­dent­ka ger­ma­ni­sty­ki. Tak nie­miec­ki zapew­nia Ci pra­cę w kor­po nawet bez stu­diów. O tym mogę Cię zapew­nić. :):):):)

  • Anna Mar­ty­nen­ko

    Poraż­ki w nie­któ­rych przy­pad­kach są tak potrzeb­nym bodź­cem, ale kie­dy dużo pra­cu­jesz i na drob­nych albo daw­no, wyda­wa­ło­by się, zro­zu­mia­łych i oczy­wi­stych rze­czach zatrzy­mu­jesz się ponow­nie, bo wia­do­mo, gło­wa to nie dysk twar­dy, by wszyst­ko móc wepchnąć i utrwalić…Ale nie tra­cę nadziei i poru­szam się do przo­du, cią­gnę za sobą lub na sobie ładu­nek wie­dzy i z namięt­no­ścią uczę się cze­goś nowe­go bez zaprze­sta­nia. Dzię­ku­ję Ci za ten post, twój blog napraw­dę daje mi gorą­cy i uspo­ka­ja­ją­cy łyk ulgi i opi­nii zna­ją­cej się na tym oso­by. Odczu­wam tę potrze­bę dal­sze­go roz­wo­ju, ale cza­sa­mi czu­ję się tak zmę­czo­na, że ogar­nia­ją mnie melan­cho­licz­ne myśli. Może masz jakąś radę na to, jak się uczyć tak, by nie prze­sa­dzić? Dzię­ki z góry:)

  • Pati

    Teraz jestem na 2 roku Budow­nic­twa, ale mój pierw­szy rok nie był pasmem suk­ce­sów.
    Nie zali­czy­łam żad­ne­go modu­łu, z mecha­ni­ki, któ­ra jest zde­cy­owa­nie wio­dą­ca na moich stu­diach. Musia­łam wziąć waru­nek. Dodat­ko­wo nie zali­czy­łam parę zali­czen i mia­łam popraw­ki w sesji popraw­ko­wej. To był ist­ny dra­mat, płacz, pod­cię­te skrzy­dła. Ale prze­szłam na dru­gi semestr. Nie­ste­ty w dru­gim seme­strze nie zda­łam wytrzy­ma­ło­ści. Uczy­łam się cały wrze­sień do popra­wy, a dał takie zada­nia, któ­rych nigdy nie widzia­łam. Oczy­wi­ście 2… Licz­ba ECTS prze­kro­czo­na o 3 punk­ty. Nie zda­ny pierw­szy semestr, na hory­zon­cie wylot ze stu­diów. Skła­da­łam wnio­sek o egza­min komi­syj­ny. Dosta­łam jako jed­na z 4 osób na 60 wnio­sków. Cud. Zali­czy­łam na 3.5 z drżą­cą ręką i 15 krot­nym zawa­łem na egza­mi­nie. Jest, uda­ło się. 3 semestr. W 3 seme­strze spię­łam się i zda­łam wszyst­ko w pierw­szym ter­mi­nie i zda­łam waru­nek. W koń­cu licz­ba ECTS peł­na. Ostat­ni egza­min. Nie­za­li­czo­ny. Mecha­ni­ka. Popra­wa z mech­ni­ki jutro. Mam nadzie­ję że się uda. Nie­ste­ty dro­ga na stu­diach jest krę­ta i wybo­ista. Ale wiem, że to kie­ru­nek dla mnie. Od zawsze chcia­lam iść na budow­nic­two :) Po pro­stu nie moż­na się pod­da­wać. W 3 seme­strze byłam już zde­cy­do­wa­nie bar­dziej spo­koj­na.
    Mój chło­pak jest teraz na 1 seme­strze budow­nic­twa. Ma prze­tar­te szla­ki i we wszyst­kim mu poma­gam, więc ma o wie­le łatwiej. Ale też miał poraż­kę, bo zabrakł mu 1 pkt żeby zdać ust­ną matu­re z angiel­skie­go. Więc był rok w ple­cy.

    A pro­po pod­ci­na­nia skrzy­deł.
    Kur­cze, tak strasz­nie mi było przy­kro, kie­dy na egza­mi­nie ust­nym z angiel­skie­go, jed­na Pani z komi­sji nakrzy­cza­ła na mnie, że zupeł­nie się nie przy­go­to­wa­łam, że to skan­dal że mam tak niski poziom słow­nic­twa i, że jestem bez­na­dziej­na, bo nie zna­łam jed­ne­go klu­czo­we­go sło­wa w pyta­niu ogól­nym. W dodat­ku byłam cho­ra i led­wo sie trzy­ma­lam na nogach. Tak strasz­nie pod­cię­ło mi to skrzy­dła, bo zawsze wyda­wa­ło mi się, że jestem dobra z angiel­skie­go. Zawsze wszę­dzie mia­łam wyso­ki poziom języ­ka, dobre oce­ny. Na stu­diach też byłam w jed­nej z naj­lep­szych grup języ­ko­wych. Mia­łam 5 z ćwi­czeń. A tutaj taka opi­nia od oso­by, któ­ra nigdy wcze­śniej mnie nie widzia­ła i nie zna­ła. Od tam­tej pory mam strasz­ną barie­re języ­ko­wą. Nie umiem sobie z tym pora­dzić. Nie mogę wydu­sić z sie­bie sło­wa po angiel­sku. Mam wra­że­nie nawet, że jak czy­tam coś po angiel­sku to mniej rozu­miem.

    Pozdra­wiam cie Aniu i wszyst­kich czy­ta­ją­cych :)

    • Prze­pra­szam, że tak póź­no Ci odpi­su­ję, ale jakimś tra­fem nie zauwa­ży­łam tego komen­ta­rza. Two­ja histo­ria i deter­mi­na­cja wpra­wi­ły mnie w podziw. A ta kobie­ta zacho­wa­ła się mak­sy­mal­nie nie­pro­fe­sjo­nal­nie, nie rozu­miem jak moż­na komuś mówić takie rze­czy! Nie mogła i wła­ści­wie to nie powin­na pra­co­wać w swo­im zawo­dzie. Napraw­dę nie przej­muj się tym, wiem, że to sie­dzi głę­bo­ko, ale sęk w zro­zu­mie­niu tego, że to była poje­dyn­cza, nie­kom­pe­tent­na oso­ba, któ­ra na Cie­bie tak wpły­nę­ła, a nie tłum ludzi, któ­rzy sły­sze­li, że źle mówisz. :)

  • Aga

    Ja mam taki chwi­lo­wy mur- pra­cu­ję w zawo­dzie, poszłam na stu­dia II stop­nia nie­zbęd­ne mi do kon­ty­nu­acji pra­cy… No i nie zda­łam przed­mio­tu pro­wa­dzo­ne­go przez panią dzie­kan. Na dru­gim ter­mi­nie napi­sa­łam jed­no zda­nie, tak bar­dzo nie mogłam tego wykuć. Na począt­ku załam­ka, chęć prze­nie­sie­nia się na pry­wat­ną uczel­nię, ale teraz… Napi­sa­łam poda­nie o waru­nek i będę pró­bo­wać za rok. Nie ma się co zała­my­wać- może to zmo­ty­wu­je mnie do cięż­szej pra­cy?

    • Pati

      Waru­nek to nie koniec świa­ta. Dla mnie był, ale potem się pozbie­ra­łam i na powtór­ce rok póź­niej dosta­łam dobre oce­ny w 1 ter­mi­nie :)
      Pozdra­wiam ser­decz­nie

    • I jak idzie Aga? :)

  • Nika

    Stu­diu­ję dopie­ro od pół roku w Niem­czech (miesz­kam tu od 9 lat) i zawsze mia­łam wąt­pli­wo­ści, czy dam radę z powo­du barie­ry języ­ko­wej. Szcze­rze mówiąc, gdy cho­dzi­łam do Real­schu­le, to wszy­scy mnie chwa­li­li, że szyb­ko się uczę i mia­łam napraw­dę dobre oce­ny. Dla­te­go potem poszłam do Gym­na­sium, pisać matu­rę, i to był praw­dzi­wy szok. Musia­łam powtó­rzyć dzie­sią­tą kla­sę, bo przy­szłam z “niż­szej” szko­ły. Zda­łam, ale już z o wie­le gor­szym wyni­kiem. Jede­na­sta kla­sa była poraż­ką, i mimo że prze­szła­bym dalej, mia­łam tak fatal­ną śred­nią, że zde­cy­do­wa­łam się powtó­rzyć kla­sę ze świa­do­mo­ścią, że gdy w cią­gu następ­nych dwóch lat coś pój­dzie nie tak, to nie będę już mia­ła pra­wa do ponow­ne­go przy­stą­pie­nia do matu­ry. Zawsze porow­ny­wa­łam się z tymi naj­lep­szy­mi ucznia­mi, co mnie dodat­ko­wo dobi­ja­ło. Prze­cież ja kie­dyś też byłam jed­ną z naj­lep­szych! Ponad­to moja (znie­na­wi­dzo­na) wycho­waw­czy­ni nawet mi powie­dzia­ła, że nie rozu­mie mojej decy­zji, no bo pew­nie i tak nie dam rady się popra­wić. Gdy zaczę­łam nowy rok szkol­ny, dosta­łam naj­su­row­sze­go gościa jako wycho­waw­cę i myśla­łam, że to koniec. Ale… dałam radę. Zda­łam matu­rę i to nawet z lep­szym wyni­kiem niż ten, któ­re­go się spo­dzie­wa­łam :D No i zada­łam roz­sze­rzo­ny nie­miec­ki w Niem­czech! Przed matu­rą bar­dzo się waha­łam, czy iść na stu­dia, bo matu­ra mnie pra­wie wykoń­czy­ła. Ale na szczę­ście dosta­łam się od razu na wyma­rzo­ny kie­ru­nek i język napraw­dę mi w niczym nie prze­szka­dza, pro­fe­so­rzy nawet nie mają poję­cia, że po nie­miec­ku mówię dopie­ro od kil­ku lat. W ogó­le mam wra­że­nie, że stu­dia są łatwiej­sze od nie­miec­kiej matu­ry. Ale poraż­ki nadal się zda­rza­ją. Zda­łam wszyst­kie egza­mi­ny, oprócz jed­ne­go, bar­dzo waż­ne­go. Popra­wić mogę dopie­ro w lip­cu i tro­chę się boję. Ale szcze­rze mówiąc twój tekst bar­dzo mnie uspo­ko­ił! I przej­mu­ję się tak tro­chę mniej :) dzię­ki Aniu!

    • To ja dzię­ku­ję za ten komen­tarz! :) Nie spo­dzie­wa­łam się, że prze­czy­tam tu TAKIE histo­rie! Dziew­czy­no! Wymia­tasz! Dobrze wiem, że wie­lu Pola­ków czy w ogó­le obco­kra­jow­ców w Niem­czech nie zda­je matu­ry, tyl­ko zazwy­czaj koń­czą Real­schu­le. Poza tym, jak mówisz, że Niem­cy nawet nie zauwa­ża­ją, że od nie­daw­na mówisz po nie­miec­ku… sza­cun! Możesz, ach! Musisz być z sie­bie mega dum­na! Trzy­mam kciu­ki za ten egza­min, cho­ciaż jak dla mnie już zro­bi­łaś wie­le! <3

  • Lore Art

    Czę­sto sły­szę od zna­jo­mych z roku, że mi się uda­je (i nie powiem jesz­cze w zeszłym tygo­dniu twier­dzi­łam, że pro­wa­dzę w 100% satys­fak­cjo­nu­ją­ce życie)- bo mam pra­cę, któ­rą lubię, w wie­ku 21 lat zaczy­nam już pra­co­wać w bran­ży w któ­rej się kie­dyś widzę, koń­czę stu­dia, podró­żu­ję, kasa w port­fe­lu się zga­dza. W zeszłą nie­dzie­lę orga­nizm posta­no­wił poka­zać mi, że wypra­co­wy­wa­nie w mie­sią­cu pra­wie 180h w pra­cy, łącze­nie tego z dzien­ny­mi stu­dia­mi (na szczę­ście w tym seme­strze IOS), kwa­li­fi­ka­cyj­nym kur­sem zawo­do­wym, siłow­nią i ele­men­tar­ny­mi pró­ba­mi życia (zwią­zek na odle­głość)- prze­ra­sta jego moż­li­wo­ści. Ostat­ni tydzień był dla mnie ist­nym kosz­ma­rem bo po ostat­niej nie­dzie­li, gdy żołą­dek odmó­wił mi posłu­szeń­stwa jestem zmu­szo­na do die­ty skła­da­ją­cej się z nabia­łu, sucha­rów i bana­nów z stop­nio­wym wpro­wa­dza­niem jedze­nia nor­mal­ne­go.

    W tym tygo­dniu doszłam do wnio­sku, że moją poraż­ką było prze­ce­nie­nie wła­snych moż­li­wo­ści i wzię­cie na sie­bie za dużo. Tro­chę się boję, że wszyst­kie­go nie ogar­nę, ale co gor­sza- nie bar­dzo mam jak z cze­go­kol­wiek zre­zy­gno­wać i boję się, że prze­pad­nie wszyst­ko. Jed­nak co nas nie zabi­je to nas wzmoc­ni i chy­ba gdzieś w głę­bi duszy wiem, że dam radę. Jak nie my to kto? ;) Koniec koń­ców cho­dzi o to, aby poraż­ki prze­ku­wać w suk­ce­sy.

    • Pięk­nie powie­dzia­ne! Znam to, kie­dy wyda­je Ci się, że możesz wszyst­ko, to oczy­wi­ście zdro­wie musi poka­zać, że nie­ko­niecz­nie. Ale to chy­ba dobrze, że cza­sem daje nam o sobie znać, bo może bez takich wysko­ków szyb­ko byśmy się zaha­ro­wa­ły…

  • Logi­ka. Przed­miot rocz­ny. Jed­ną z kart­kó­wek, któ­re mie­li­śmy raz na mie­siąc, popra­wia­łam 5 razy. Napraw­dę, mia­łam wspa­nia­łe­go pro­wa­dzą­ce­go, że mi na to pozwo­lił.

  • Ahhh, uwiel­biam to Two­je NORMALNE podej­ście do stu­dio­wa­nia! ;) Szko­da, że tak póź­no Cię odkry­łam! :) Ale dzię­ki temu, na pody­plo­mów­ce jestem już cał­ko­wi­cie wylu­zo­wa­na i abso­lut­nie nic nie musi mi się uda­wać :)

  • Na pierw­szym roku nie zda­łam przed­mio­tu Dok­try­ny poli­tycz­no-praw­ne, jak wie­le innych osób. Na popra­wę uczy­łam się jak poj*bana i umia­łam każ­de zagad­nie­nie jakie tyl­ko wystą­pi­ło na zaję­ciach. Sza­now­na Pani pro­fe­sor na ten popraw­ko­wy egza­min spóź­ni­ła się 2 godzi­ny, przez co stwier­dzi­ła, że da nam tyl­ko 3 pyta­nia zamiast 4 (żeby było szyb­ciej), przez co pro­cen­ty jakie trze­ba było zdo­być i praw­do­po­do­bień­stwo zda­nia pole­cia­ło na łeb na szy­ję — trze­ba było odpo­wie­dzieć popraw­nie na wszyst­kie pyta­nia, bo ina­czej nie dosta­wa­ło się wyma­ga­nej licz­by punk­tów. Odpo­wie­dzia­łam popraw­nie na wszyst­kie pyta­nia — z jed­nym mały, malut­kim wyjąt­kiem — zamiast scha­rak­te­ry­zo­wać cesar­stwo wschod­nie, ja napi­sa­łam o cesar­stwie zachod­nim. Nawet nie zwró­ci­łam uwa­gi na to prze­ocze­nie, tak się wcią­gnę­łam w pisa­nie jak naj­lep­szej odpo­wie­dzi, że wyszło mi 6 stron całe­go egza­mi­nu.
    Tydzień póź­niej patrzę — w uso­sie — DWA. JAK TO?! Prze­cież napi­sa­łam wszyst­ko, wszyst­ko co się dało! Idę na dyżur, a pro­fe­sor do mnie: “Jak pani nie potra­fi pole­ce­nia prze­czy­tać to nie mogę pani zali­czyć tego przed­mio­tu”. I warun. Byłam wście­kła na sie­bie i na nią, bo prze­cież widzia­ła, że to błąd z nie­uwa­gi, ze stre­su. Byłam tym pod­ła­ma­na całe waka­cje, ale póź­niej zda­łam. Na 3, bo 3, ale zda­łam.

    • Wyobra­żam sobie Two­ją złość. Naj­go­rzej jak już na nic nie da się zrzu­cić winy, tyl­ko czu­je się, że same­mu popeł­ni­ło się bła­hy błąd. Dobrze, że uda­ło się póź­niej zdać ten przed­miot. :)

  • Na magi­ster­ce mia­łem 3 przed­mio­ty u tego same­go pro­wa­dzą­ce­go — po jed­nym na pierw­szym, na dru­gim i 1 na trze­cim seme­strze. Na pierw­szym wyko­rzy­sta­łem wszyst­kie (4) moż­li­we ter­mi­ny i nie zda­łem. Wzią­łem waru­nek. Na dru­gim zała­pa­łem się dopie­ro na trze­ci ter­min i też nie zda­łem. Utwo­rzo­no gru­pę pości­go­wą. Ozna­cza to, że na trze­cim seme­strze mia­łem 3 przed­mio­ty u tego same­go wykła­dow­cy, u któ­re­go nie zda­łem jesz­cze ani jed­ne­go egza­mi­nu.

    Zawzią­łem się i ryłem teo­rie, któ­re były tak abs­trak­cyj­ne, że pew­nie sami auto­rzy nie do koń­ca je rozu­mie­li. Przy­szła sesja i jeden przed­miot zda­łem w pierw­szym zda­łem w zerów­ce, dru­gi w pierw­szym ter­mi­nie, a trze­ci… z trze­cie­go mnie wyrzu­cił bo nie mia­łem zali­cze­nia ćwi­czeń. To był moment, kie­dy chcia­łem rzu­cić stu­dia… na pół roku przed ich ukoń­cze­niem. Ale zali­czy­łem ćwi­cze­nia, posze­dłem na ostat­ni ter­min, a tam takie pyta­nia, że ugię­ły mi się w pierw­szej chwi­li kola­na. Na szczę­ście przez ten ostat­ni semestr byłem u gościa na pra­wie każ­dym wykła­dzie i tyl­ko dzię­ki temu uda­ło mi się w gło­wie odszu­kać odpo­wied­nie wyja­śnie­nia.

  • Kin­ga

    Dla mnie w ogó­le pierw­sza sesja było jak wal­nię­cie w mur. Całe życie nie musia­łam robić pra­wie nic, żeby mieć 5 i 6, a tutaj… trze­ba się uczyć? Jak to? Jakoś to pozda­wa­łam, ale źle się czu­łam z tym, że tak sobie “bim­bam”. Potem pozna­łam moje­go chło­pa­ka, któ­ry bar­dzo cięż­ko pra­co­wał, żeby zmie­nić tryb stu­diów. Zaję­ło mu to 3 lata, ale nie pod­dał się. Moty­wo­wał mnie bar­dzo do nauki, ileż mie­li­śmy kłót­ni o to, że on woli żebym uczy­ła się do egza­mi­nu, niż żebym do nie­go wpa­dła! Jed­nak moja ambi­cja mnie prze­ro­sła, na dru­gim roku — strasz­nie cięż­ka sesja. Mia­łam małe zała­ma­nie ner­wo­we, cały kolej­ny rok byłam zdo­ło­wa­na i znie­chę­co­na, bo uzna­łam, że to jed­nak nie dla mnie, a co ja mam po 3 latach? Zmar­no­wa­ne 3 lata, bo to stu­dia jed­no­li­te… Na domiar złe­go przy­szedł “postrach stu­diów”, ogrom­na koby­ła do naucze­nia w semestr. Uczy­łam się pra­wie 4 mie­sią­ce, ręka mi odpa­da­ła od nota­tek, cza­sem kła­dłam się spać o 6 rano… i uwa­li­łam przed­ter­min. 4 mie­sią­ce nauki. 600 stron pod­ręcz­ni­ka. 3 wiel­kie usta­wy. Koczo­wa­nie na wydzia­le od 5:30 żeby zająć kolej­kę na egza­min o 11:00. A ja nie umia­łam powie­dzieć sło­wa na pierw­sze pyta­nie. To mnie prze­ko­na­ło, że się nie nada­ję… A potem zda­łam tę koby­łę, wylu­zo­wa­łam, nie zarwa­łam już od tam­tej pory ani jed­nej noc­ki. Poszłam na prak­ty­ki, gdzie oka­za­ło się, że to jed­nak zawód dla mnie i mega się wkrę­ci­łam.

    To nauczy­ło mnie, że cza­sem trze­ba dać sobie czas, odpu­ścić tro­chę jeśli czu­je­my wypa­le­nie, mimo pre­sji innych. Spró­bo­wać cze­goś nowe­go, zain­te­re­so­wać się głę­biej tema­tem, żeby znów zna­leźć moty­wa­cję. I nie zra­żać się poraż­ka­mi, tyl­ko pod­nieść, otrze­pać i iść dalej. :)

    • Zasta­na­wiam się, ilu wykła­dow­ców zda­je sobie spra­wę z tego, jak wie­lu stu­den­tów ma pro­ble­my ner­wo­we w trak­cie stu­diów. Bar­dzo inspi­ru­ją­ca histo­ria, cho­ciaż zda­ję sobie spra­wę, że oku­pio­na cięż­ką pra­cą. Nie sły­sza­łam nigdy o kimś, kto tak wcze­śnie wsta­wał­by zająć kolej­kę! Gra­tu­lu­ję zda­nia tej koby­ły z całe­go ser­du­cha! ;)

    • ange­li­ka

      brzmi jak pra­wo:)

      • Kin­ga

        Dokład­nie tak ;) czyż­byś zna­ła z autop­sji te męki? :)

        • JaneH

          Czy ta koby­łą bylo KPA? :p

          • Kin­ga

            Dokład­nie tak, KPA z Krwa­wą Basią :)

  • My na roku mie­li­śmy “Mózga”, gościa, któ­ry wymia­tał po pro­stu, każ­dą datę pamię­tał, wszyst­ko wie­dział. I na kolo­sie z logi­ki zdo­był 0,5 pkt (słow­nie: pół punk­ta) na 20 moż­li­wych bodaj­że. Jeże­li przed tym kolo­kwium byli­śmy wszy­scy przy­gnę­bie­ni, że w życiu mu nie dorów­na­my i z czym do ludzi, to póź­niej było już jakoś lżej :D

    • A może to była jakaś oso­ba z lek­ką odmia­ną auty­zmu? Mia­łam takie­go chło­pa­ka kie­dyś wśród zna­jo­mych, świet­nie liczył ogrom­ne cyfry, ale z innych przed­mio­tów leżał. :)

  • Iza

    Moja naj­więk­sza poraż­ka było to, gdy zabra­kło mi 2 pkt przy rekru­ta­cji na wyma­rzo­ny kie­ru­nek. Całe waka­cje spę­dzi­łam w stre­sie ale nie odpusz­cza­łam, dzwo­ni­łam na uni­wer­sy­tet, jeź­dzi­łam to do dzie­ka­na­tu to do OKE by spraw­dzić matu­re i doszu­kać sie dodat­ko­wych punk­tów. I zna­la­złam, doli­czy­li mi jeden punkt. Myśla­łam ze sie uda, ze teraz sie dosta­nę, ktos zre­zy­gnu­je a ja wej­dę w jego miej­sce prze­cież jestem pierw­sza a bra­ku­je mi teraz tyl­ko jed­ne­go punk­tu. Nie uda­ło sie, na uczel­ni naj­pierw zgu­bi­li moje odwo­ła­nie a potem pod koniec wrze­śnia powie­dzie­li, ze jest juz za póź­no, mimo ze ktos zre­zy­gno­wał i maja wol­ne miej­sce nie przyj­mą niko­go bo “czas rekru­ta­cji juz minął”. Poszłam na inny kie­ru­nek, zda­łam sesje w pierw­szym ter­mi­nie ale i tak nie mam zamia­ru odpu­ścić. W maju zno­wu pod­cho­dzę do matu­ry z nadzie­ja popra­wie­nia wyni­ku by tym razem nie zna­leźć sie na liście rezer­wo­wej. Jed­nak­że cała ta sytu­acja bar­dzo “pod­cię­ła” mi skrzy­dła i spra­wi­ła ze czu­je sie gorzej od innych bo oni dosta­li sie na wybra­ne kie­run­ki a ja nie dałam rady.

    • Po pierw­sze gra­tu­la­cje dla takiej deter­mi­na­cji! Rozu­miem, że Ci to pod­cię­ło skrzy­dła. Z osób, któ­re znam i któ­re mają jeden rok w ple­cy więk­szość uzna­je, że to po coś było. Na przy­kład mój chło­pak mógł mnie poznać. ;D Trzy­mam kciu­ki za powtór­kę matu­ry! :*

  • A.

    po matu­rze poszłam na bar­dzo cięż­kie stu­dia, pierw­szy rok — 3 warun­ki, a resz­ta zda­na led­wo led­wo w dru­gich ter­mi­nach. poszłam na dru­gi rok i w mistrzow­ski spo­sób uwa­li­łam cały rok — zda­łam tyl­ko 3 przed­mio­ty z 9. powta­rza­łam dru­gi rok, ale w sesji popraw­ko­wej zimo­wej powie­dzia­łam sobie dość. stu­dia wykoń­czy­ły mnie psy­chicz­nie — wcze­śniej zawsze byłam jed­ną z naj­lep­szych uczen­nic, nigdy nie musia­łam poświę­cać zbyt dużo cza­su na naukę (szcze­gól­nie przed­mio­tów ści­słych) i nagle BOOM. trze­ba było doro­snąć i zro­zu­mieć, że już nie jest tak łatwo, że nie zawsze dając z sie­bie 300% osią­gnie się to co chce. szcze­gól­nie wte­dy, kie­dy tak napraw­dę Ci nie zale­ży, nie masz do tego ser­ca. to nie były stu­dia dla mnie, nie czu­łam tego, szyb­ko prze­sta­łam to nawet lubić. tyl­ko oso­by, któ­re całym ser­cem kocha­ją fizy­kę, “żyją i oddy­cha­ją” fizy­ką są w sta­nie skoń­czyć te stu­dia. ja nie zali­cza­łam się do tych osób, zmar­no­wa­łam 3 lata życia. poszłam na kie­ru­nek, na któ­rym zasta­na­wia­łam się na począt­ku, ale nie dosta­ła­bym się nigdzie na dzien­ne stu­dia (mówię o tro­chę lep­szych uczel­niach). wybra­łam stu­dia zaocz­ne, na pry­wat­nej uczel­ni (z powo­du bar­dziej prak­tycz­nej wie­dzy, jaką prze­ka­zu­ją wykła­dow­cy. mia­łam dość aka­de­mic­kich smę­tów, któ­re na nic się nie przy­da­dzą) i bar­dzo szyb­ko się odna­la­złam. moja samo­oce­na wystrze­li­ła w górę, kie­dy po pierw­szym seme­strze jestem naj­lep­szą stu­dent­ką na roku. zda­łam na 5 trzy przed­mio­ty, z któ­rych zda­wal­ność była na pozio­mie od 10% do 30%. cho­dzę dum­na jak paw, nie dla­te­go, że mam dobre oce­ny, tyl­ko dla­te­go, że w koń­cu czu­ję, że mój wysi­łek jest nagra­dza­ny. nawet tymi nic nie zna­czą­cy­mi oce­na­mi. mam ogrom­ny zapał do nauki, bo w koń­cu uczę się tego co chcę. w koń­cu zno­wu jestem szczę­śli­wa, nie cho­dzę jak zom­bie.

    tak napraw­dę nic nie jest poraż­ką, jeże­li wycią­ga się z tego jakąś lek­cje. ja dosta­łam ogrom­ną lek­cje poko­ry, ale dzię­ki temu odzy­ska­łam radość z życia :)

    • Nie wiem, czy to zabrzmi dziw­nie, ale to pięk­na histo­ria. Jesteś pięk­nym przy­kła­dem tego, że zmia­ny są dobre. I w dodat­ku, że każ­dy jest dobry w czym inny­mi. Taki kon­trast u Cie­bie! Super się uło­ży­ło, moc­no Ci gra­tu­lu­ję. :) Możesz być z sie­bie bar­dzo dum­na! <3

  • Co roku cyklicz­nie zawa­lam matu­rę, pod­cho­dzę, do tego z taką pani­ką, że nie mogę tego zdać. Boję się, że jak już zdam i pój­dę na stu­dia, to cyklicz­nie będę oble­wać.

    • Całą czy cho­dzi o jakiś kon­kret­ny przed­miot?

      • O angiel­ski kon­kret­nie. Resz­te ponie­waż była pisem­na to zda­łam.

        • A któ­ry raz będziesz pod­cho­dzić do tej matu­ry? Cho­dzi o to, że stres Cię tak zja­da, czy są jesz­cze jakieś powo­dy? :)

          • 4 raz pod­cho­dzę, i tak stres mnie zja­da, mimo, że wiem, że umiem, to mimo to, nie jestem w sta­nie wydu­kać popraw­nie zda­nia po angiel­sku.

            • Na pew­no jesteś świet­nie przy­go­to­wa­na. Może chcesz jakieś książ­ki o tym, jak radzić sobie ze stre­sem? Teraz czy­tam faj­ną “O 10% szczę­śliw­szy”, w sumie o tym, jak poko­nać kry­tycz­ny głos w gło­wie. To dość waż­ne, myślę w takiej sytu­acji jak Two­ja. :)

              • Nie jestem pew­na, czy umiem, z takich ksią­żek korzy­stać ;)

  • Stu­dia na któ­re poszłam to był wła­ści­wie nie do koń­ca mój pomysł. Weszłam do dzie­ka­na­tu zło­żyć kom­plet doku­men­tów, a pani do mnie z tek­stem “ooo następ­na na ten kie­ru­nek. I tak 50% z was WYPIEPRZYMY po 1 seme­strze”. Tak się zło­ży­ło, że z tą wła­śnie panią mia­łam jed­ne zaję­cia — 20 kolo­kwiów w odstę­pach tygo­dnio­wych, na każ­de książ­ka ok. 500–700 stron. Z innych przed­mio­tów z tur­bu­len­cja­mi, ale jakoś prze­cho­dzi­łam, tutaj — przy­sło­wio­wy beton. Do jed­ne­go z kolo­kwiów pod­cho­dzi­łam 13 razy, osta­tecz­nie zda­łam je rano, w dzień egza­mi­nu — któ­ry uwa­li­łam, mimo że byłam obry­ta chy­ba ze wszyst­kie­go. Na szczę­ście opa­mię­ta­łam się, że to nie jest to co chcę robić i zosta­wi­łam te stu­dia w cho­le­rę. Na odchod­ne usły­sza­łam od pani tyl­ko “Teraz pani odcho­dzi? Jak już panią nawet prze­cin­ków z pod­ręcz­ni­ków nauczy­łam?”. Życzy­łam kobie­cie miłe­go życia i oby nigdy wię­cej :D

    • Jej­ku, jak ja nie­na­wi­dzę takich wykła­dow­ców. Pro­ble­my emo­cjo­nal­ne leczy się u psy­cho­lo­ga a nie wyży­wa się na stu­den­tach… Oni są po to, żeby prze­ka­zy­wać wie­dzę, a nie pro­wa­dzić swo­je gier­ki.

  • Jestem w pra­wie naj­gor­szej gru­pie angiel­skie­go. Meta­fo­ra na pol­skim pisa­łam oddziel­nie, a kie­dyś w swo­im tek­ście zna­la­złam sze­ście­siąt­kę. W zada­niu z che­mii mam obli­czyć licz­bę moli wzię­tych do reak­cji i wynik wycho­dzi ujem­ny. A, jesz­cze zarów­no na angiel­skim jak i na fran­cu­skim mam bez­na­dziej­ną wymo­wę. Jej, cie­ka­we, co odwa­lę na stu­diach.

  • Aga­ta M.

    Super tekst, ale dusza mate­ma­ty­ka pła­cze, bo po 100 dniach bedziesz umieć wię­cej niż 100 pro­cent:)

  • Mag­da

    Na pierw­szym roku dru­gie­go kie­run­ku uwa­li­łam egza­min z pew­ne­go przed­mio­tu, któ­ry total­nie nie jest nam do nicze­go potrzeb­ny, a wykła­dow­ca z uwa­la­nia ma ewi­dent­ną fraj­dę. Na dru­gi ter­min niby się coś uczy­łam, ale nie ukry­wam, że więk­szość egza­mi­nu napi­sa­łam na ścią­gach. Jak zoba­czy­łam 3= w indek­sie byłam naj­szczę­śliw­szą oso­bą na świe­cie, gdy­bym nie zda­ła tej popraw­ki praw­do­po­dob­nie zre­zy­gno­wa­ła­bym ze stu­diów twier­dząc, że jestem za głu­pia. :D

  • Joan­na K

    Ja mimo tego, że moje stu­dia lubię bar­dzo, dużo cza­su spę­dza­łam w labo­ra­to­rium na wolon­ta­ria­cie itd, to prak­tycz­nie w każ­dej sesji mia­łam mimi­mum 50% popra­wek. Nie waż­ne czy sie­dzia­łam nad jakimś przed­mio­tem 1 dzień czy 1 mie­siąc (pamię­ciów­ki to nie­ste­ty nie jest moja moc­na stro­na). I kie­dy wszy­scy już mie­li ferie, to ja przez 3 lata zma­ga­łam się z sesja­mi popraw­ko­wy­mi.

    Ale naj­gor­szy egza­min mia­łam w sesji zimo­wej na trze­cim (ostat­nim) roku. Immu­no­lo­gia. Mega cięż­ki u mnie przed­miot, do tego kil­ka rów­nie trud­nych do zda­nia w tym samym cza­sie. No i pole­głam. Do popraw­ki kułam ostro całe 2 tygodnie,nie wycho­dząc nigdzie z domu, zary­wa­jąc noc­ki itd. I znów to samo. Dwó­ja. Nie mogłam podejść do obro­ny, a pra­ca już napi­sa­na i zło­żo­na w dzie­ka­na­cie. Zgod­nie ze sta­tu­tem mamy pra­wo do 2 ter­mi­nów dodat­ko­wych przed dodat­ko­wy­mi ter­mi­na­mi obro­ny, czy­li we wrze­śniu. A tu pro­wa­dzą­ca się nie zga­dza. Cho­dzi­my, pro­si­my nic. Sza­now­na pani pro­fe­sor, któ­rej każ­dy na wydzia­le boi się zaleźć za skó­rę. Obi­ło się o dzie­ka­na, gro­zi­ło poda­niem do rek­to­ra. W koń­cu wyzna­czy­ła ter­min. Kolej­ny mie­siąc waka­cji wyję­ty z życio­ry­su. Nauka już ne tyl­ko z nota­tek wła­snych, ksią­żek pole­ca­nych, ale i kur­sy onli­ne z imu­no­lo­gii, fil­mi­ki na youtu­be (swo­ją dro­gą świet­ne, genial­nie tłu­ma­czą). Ale nie­ste­ty, popraw­ki nie zdał nikt. Mia­łam w zasa­dzie naj­wyż­szy wynik, 5/15 pkt… Potem od innych pro­wa­dzą­cych na wydzia­le sły­sze­li­śmy, że to z zemsty, że jej kaza­li zro­bić dodat­ko­wy ter­min, żeby nie pro­sić o kolej­ny i nie robić sobie więk­szych pro­ble­mów… I skoń­czy­łam z rokiem w ple­cy. Żeby nie było mi tak smut­no, nazwa­łam go sobie robo­czo “gap year”. To brzmi tro­chę przy­jaź­niej.

    Dowie­dzia­łam się we wrze­śniu o tym, ze nie mogę się bro­nić i rekru­to­wać na mgr. Zaczę­łam szu­kać innych opcji. Pomy­śla­łam o Era­smu­sie. A kon­kret­nie o prak­ty­kach w ramach Era­smu­sa na 5 mie­się­cy. Już teraz uwa­żam, że to naj­lep­sze co mogło mnie spo­tkać, bo pew­nie bym się nie odwa­ży­ła zosta­wić wszyst­kie­go w Pol­sce i wyje­chać, gdzy­by nie ta sytu­acja. Wła­śnie mija mi dru­gi mie­siąc za gra­ni­cą i jestem mega zado­wo­lo­na. A w czerw­cu wra­cam i mam nadzie­ję w koń­cu za czwar­tym razem zdać ten egza­min. Czę­sto prze­glą­dam moje notat­ki i szu­kam dodat­ko­wych kur­sów onli­ne.
    Tak­że zawa­lo­ny egza­min tuż przed obro­ną to jak widac nie musi być koniec świa­ta ;)

    • Ja co praw­da na zaocz­nych ale też mam nie­dłu­go zda­wać immu­no­lo­gię i coś czar­no to widzę :/

    • Opo­wie­dzia­łam Two­ją histo­rię na sna­pie, tak mi się spodo­ba­ła. :p Bar­dzo mi impo­nu­je to, że potra­fi­łaś zna­leźć pozy­tyw­ną stro­nę tej sytu­acji i że nie uża­lasz się nad sobą. :) Uda­ne­go Era­smu­sa! <3

      • Joan­na K

        Dzię­ku­ję! Tobie też uda­ne­go wyjaz­du do Włoch!
        Moje wiel­ki marze­nie, ale jesz­cze nie na teraz… ;)

  • Nie zda­łam egza­mi­nu z przed­mio­tu, któ­ry zda­li nawet ludzie, co to na wykła­dzie byli dwa razy i do książ­ki zer­k­nę­li raz. Ba, egza­min był spe­cjal­nie łatwy, bo u mnie wykła­dy są z zasa­dy dość pro­ste. Naj­gor­sze było potem prze­ko­ny­wa­nie tych wszyst­kich ludzi, któ­rzy nie chcie­li mi wie­rzyć “Jak to, ty nie zda­łaś?” :D A poza tym nie mam pra­wa jaz­dy. Nigdy nie podej­rze­wa­łam, że po mie­sią­cu kur­su nadal nie będę w sta­nie samo­dziel­nie ruszyć z miej­sca :D Kurs skoń­czy­łam i nigdy nie pode­szłam do egza­mi­nu, spró­bu­ję w kolej­nym życiu. Jak ja coś zawa­lam, to zawsze na 100% :D

  • Olan­da

    Jesz­cze tyl­ko jeden egza­min (popraw­ko­wy) dzie­li mnie od moż­li­wo­ści powie­dze­nia z lek­kim ser­cem “zali­czy­łam pierw­szy semestr”. Było cięż­ko, a dooko­ła sły­szę gło­sy ludzi z wyż­szych rocz­ni­ków “pff, pierw­szy semestr jest naj­ła­twiej­szy”.
    Pierw­sza sesja kosz­to­wa­ła mnie wie­le ner­wów, pomi­mo tego że nie chcia­łam się stre­so­wać. Sie­dzia­łam pra­wie cały tydzień z mat­mą, żeby zali­czyć kolo­kwium przy­naj­mniej na 4 i mieć spo­kój z egza­mi­nem. Oczy­wi­ście nie wyszło.
    Na pierw­szy sesyj­ny odstrzał poszła fizy­ka. Mia­łam ją roz­sze­rzo­ną już w liceum, dla­te­go łatwiej było mi się przy­go­to­wać do egza­mi­nu. Na samym egza­mi­nie ode­tchnę­łam z ulgą, ponie­waż dosta­łam pyta­nia na któ­re zna­łam odpo­wie­dzi. Nawet nie wie­cie jakie było moje zdzi­wie­nia, kie­dy zoba­czy­łam oce­ne 2… Teraz szy­ku­ję się na popraw­kę :) Trzy­maj­cie kciu­ki :)

  • Adria­na J. A. Kern

    Zie­mia zatrze­sla mi sie 2 razy pod noga­mi.

    Raz na matu­rze, gdzie z mate­ma­ty­ki wylą­do­wa­łam na trzech punk­tach (5pkt to mini­mal­ny waru­nek do zda­nia przed­mio­tu, 15pkt to mak­sy­mal­na ilość) i tyl­ko cudem uzy­ska­lam dokład­ne mini­mum z pisem­nych egza­mi­nów, zeby się prze­do­stać na dru­ga stro­nę. Egza­min ust­ny miał spra­wić, że miaj śred­nia bedzie opty­mal­na. Wybra­lam solid­ny temat (“Jaki wplyw na oba­le­nie komu­ni­zmu miał Jan Paweł II?”).
    Przy­go­to­wy­wa­łam sie już na tygo­dnie przed egza­mi­nem i bylam pew­na ze się uda. “Prze­mi­ła” pani z komi­sji znisz­czy­ła mnie pyta­nia­mi tak spe­cy­ficz­ny­mi, że osta­tecz­nie dosta­lam tyl­ko 8pkt.

    Dru­gi raz, gdy oka­za­ło się, że przez rok bylam “w zawie­sze­niu” i nie mia­łam ani miej­sca na stu­diach, ani w szko­le. Przez pół roku mój dzien zaczy­nal sie o 14, wsta­wa­lam, szlam pod prysz­nic i mia­lam przy­sło­wio­wy “faj­rant”.

    Wszyst­ko zaczę­ło sie ruszać dzię­ki mojej sio­trze, któ­ra prze­ko­na­la mnie zebym zaczę­ła prak­ty­ki w przed­szko­lu, gdzie sama pra­cu­je. Od tam­te­go momen­tu wszyst­ko poto­czy­lo sie lepiej i wylą­do­wa­łam w “mojej” fir­mie. Jed­nak wszyst­ko zaczę­ło sie z tur­bu­len­cja­mi.

    (Pomi­ne epi­zod z Pol­ski, gdzie dru­gą kla­sę gim­na­zjum zakon­czy­lam bez pro­mo­cji :3)

    • Czy­li wszyst­ko skład­nia się ku “hap­py endo­wi”? :)

      • Adria­na J. A. Kern

        Jak na razie, na to wyglą­da ;)

        Chy­ba, że w pra­cy dopad­nie mnie taki dzień, jak w pią­tek to chy­ba rzu­ce to wszyst­ko w cho­le­re i zosta­nę pustel­ni­kiem ;D

  • Mag­da

    W zeszłym roku w sesji let­niej uwa­li­łam dwa przed­mio­ty — aku­rat te, z któ­rych lubi­łam wykła­dy i, jak mi się wyda­wa­ło, przy­kła­da­łam się do nauki. Jeden z nich uda­ło mi się popra­wić na 3. Z dru­gie­go mam waru­ne­czek. No cóż, a cho­dzi­łam nawet na ćwi­cze­nia z tego przed­mio­tu, cho­ciaż pro­wa­dzą­cy uznał je jako dobro­wol­ne i nie spraw­dzał obec­no­ści.

    Oczy­wi­ście nie były to moje pierw­sze popraw­ki (na szczę­ście waru­nek pierw­szy :D), do tej pory co semestr mia­łam po jed­nej — dopie­ro w tym uda­ło się wyjść na czy­sto (no, poza tym warun­kiem, któ­ry będę zali­czać w naj­bliż­szym seme­strze, trzy­maj­cie kciu­ki!).

  • Just M.

    Jestem po pierw­szym seme­strze (już taka doświad­czo­na xD) i z czy­stym sumie­niem mogę powiedzieć,że się uda­ło :D ale było cięż­ko. Naj­więk­szą poraż­ką był jeden przed­miot z któ­re­go byłam pew­na że zdam i nawet unik­nę egza­mi­nu (była taka moż­li­wość), a na koniec seme­stru oka­za­ło się że led­wo zała­pa­łam się na egza­min dla naj­słab­szych. Wte­dy zwąt­pi­łam (ahh te cza­sy szkol­ne i same 4 i 5 na koniec), ale ogar­nę­łam się i jakoś zda­łam. Dla tych któ­rzy mają dodat­ko­we ter­mi­ny lub muszą coś jesz­cze zda­wać — powo­dze­nia.

    • Dzię­ku­je­my! :) To takie typo­we, też byłam tą, któ­ra z nie­miec­kie­go mia­ła piąt­ki na koniec a potem na stu­diach szok. To chy­ba tak zawsze jest. :)

  • Luna

    Cóż cał­ko­wi­cie ola­łam poprzed­ni (let­ni) semestr nie zda­łam dosyć spo­ro przed­mio­tów. Tutaj przy­znam się bez bicia, była to moja wina ;) I musia­łam pod­jąć dla mnie ogrom­nie waż­ną decy­zję, otóż byłam zmu­szo­na wziąć dzie­kan­kę. Przez chy­ba tydzień pła­ka­łam po nocach, z tego powo­du. W tym seme­strze było tro­chę lepiej, sta­ra­łam się i w ogó­le, mimo to kil­ku kur­sów nie zdałam(chciałam robić dzie­kan­kę aktyw­ną-cho­dzić na kur­sy powtór­ko­we oraz bie­żą­ce), tym razem prze­ce­ni­łam swo­je siły. Więc osta­tecz­nie musia­łam zde­cy­do­wać się na robie­nie wyłącz­nie kur­sów powtór­ko­wych i wszyst­ko prze­su­nie się o rok. I chy­ba ukry­wa­nie tego fak­tu przed zna­jo­my­mi jest dla mnie naj­więk­szą poraż­ką :(

    • Dużo histo­rii, któ­re tutaj zosta­ły opi­sa­ne w komen­ta­rzach poka­zu­je, że takie prze­rwy wycho­dzą czę­sto na dobre, więc moc­no kibi­cu­ję Ci i życzę, żeby też Ci do wyszło na dobre! :*:)

    • iGra­Gi­ta­ra

      Jeśli mogę, to dam Ci radę, bo byłam w podob­nej sytu­acji (tyl­ko chy­ba tro­chę gor­szej, bo ja mia­łam dwa lata w ple­cy, nie chcę tu wni­kać w powo­dy, bo to nie­istot­ne) — ukry­wa­nie takie­go cze­goś jest o wie­le gor­sze i o wie­le trud­niej­sze, niż przy­zna­nie się i znie­sie­nie reak­cji ludzi, któ­rzy to usły­szą. Uwierz mi na sło­wo — nic mnie tak nie wymę­czy­ło, nie znisz­czy­ło psy­chicz­nie i nic mi tak nie odbie­ra­ło sił w tam­tym okre­sie, jak ukry­wa­nie praw­dy. Dałam radę to ukry­wać przez dwa lata i to tak, że nikt (włącz­nie z rodzi­ca­mi i chło­pa­kiem) się nawet nie zaczął domy­ślać, ale gdy w koń­cu posta­no­wi­łam się przy­znać, to wiel­ki kamień spadł mi z ser­ca, mimo począt­ko­we­go pod­śmie­wa­nia się zna­jo­mych i prze­drzeź­nia­nia, dopie­ka­nia rodzi­ców. Nie poczu­łam się cał­kiem wol­na (bo moja sytu­acja wciąż była bar­dzo zła, nie ma co się oszu­ki­wać), ale o wie­le łatwiej było mi znieść tę sytu­ację, gdy już nie musia­łam kła­mać, ukry­wać i wymy­ślać odpo­wie­dzi na to jak mi idzie pisa­nie pra­cy, co będę robić po stu­diach bo to już zaraz, i tak dalej — pod­czas gdy w gło­wie mia­łam jedy­nie to, że nie dość, że już zawa­li­łam, to jesz­cze szy­ku­je się kolej­ne zawa­le­nie a do tego muszę uda­wać, że jestem pochło­nię­ta robie­niem badań do pra­cy i pod­eks­cy­to­wa­nia per­spek­ty­wą szyb­kie­go i uro­czy­ste­go ode­bra­nia dyplo­mu. Napraw­dę nie pole­cam — o wie­le łatwiej mie­rzyć się z kło­po­ta­mi tego rodza­ju, gdy nie uda­je się, że jest się lep­szym niż w rze­czy­wi­sto­ści i że dosko­na­le sobie radzi ze wszyst­kim. Nie twier­dzę, że ktoś Ci pomo­że, albo Cię pocie­szy — moż­li­we, że tak nie będzie (ja nie liczy­łam na wspar­cie i słusz­nie, bo się go nie docze­ka­łam — wręcz prze­ciw­nie), ale i tak o wie­le łatwiej było mi po tym, gdy prze­sta­łam ukry­wać poraż­kę. Tak czy siak trzy­mam kciu­ki i odwa­gi życzę… :)

  • eV

    Z moje­go “nie uda­ło sie” wyszedł y podob­nej dłu­go­ści wpis, jeśli nie dłuż­szy. Ja jestem z tych, któ­rym wiecz­nie bra­ku­je pół punk­ta. Nie ścią­gam, cho­dzę na wszyst­kie wykła­dy a potem przez jakieś małe gów­no bra­ku­je mi ułam­ka punk­ta do sty­pen­dium. Socjal­ne też zawsze prze­kra­czam. Moja przy­go­da z paro­ma przed­mio­ta­mi to śmiech przez łzy. A przez to zapier­dzie­la­nie co wizy­ta u leka­rza to odkry­wa­na jest jakaś kolej­na moja cho­ro­ba. Po pro­stu świet­nie.

    • A ja myśla­łam, że Ty wła­śnie jesteś z tych, któ­rym się uda­je! No popatrz, jakie błęd­ne moż­na mieć wra­że­nie. Ale jak widzisz, poja­wi­ło się już kil­ka­dzie­siąt komen­ta­rzy z róż­ny­mi histo­ria­mi, w któ­rych się nie uda­je, więc nie jesteś jedy­na. Swo­ją dro­gą coś wiem o tych “połów­kach”. ;)

      • eV

        Myślę, że takie są już stu­dia, że zawsze chcia­ło­by się wię­cej, lepiej, a jak raz na jakiś czas się nie uda, to to przy­ćmie­wa wszyst­kie suk­ce­sy. Wie­lu rze­czy żału­ję, czę­sto myślę, że mogłam lepiej wyko­rzy­stać czas na pierw­szym stop­niu stu­diów, uczest­ni­czyć w kon­kur­sach, wyje­chać na Era­smu­sa… Wszy­scy mówią, że 5 lat stu­diów to tak dużo, a mi się to prze­la­ło pomię­dzy pal­ca­mi. Tzn zosta­ło mi jesz­cze pół­to­ra roku, ale pew­nie dwa razy mru­gnę i już będzie po wszyst­kim.

  • Domi­ni­ka

    Jutro pod­cho­dzę do dru­giej popraw­ki, cho­ciaż byłam bar­dzo pew­na sie­bie jak wyszłam z tej pierw­szej, że dobrze mi poszło, a kie­dy zoba­czy­łam wyni­ki łzy sta­nę­ły mi w oczach bo bar­dzo się sta­ra­łam, a nie wyszło. Trzy­maj jutro moc­no kciu­ki