Slow reading. Kolejna moda czy sensowna idea?

 

Idei slow life nie trze­ba niko­mu przed­sta­wiać. Teraz wszyst­ko może być slow. Slow food, slow tra­vel, slow fashion… Czy więc slow reading jest kolej­ną pod­pór­ką pod­trzy­mu­ją­cą całą filo­zo­fię, czy też fak­tycz­nie ma sens.

 

Krót­kie tre­ści, któ­re codzien­nie przy­swa­ja­my w inter­ne­cie znacz­nie osła­bia­ją naszą zdol­ność kon­cen­tra­cji. Krót­kie twit­ty, krót­kie sta­tu­sy, pro­ste info­gra­fi­ki, czy nawet zwię­złe tek­sty na blo­gach mają wpływ na to, jak po wyłą­cze­niu kom­pu­te­ra odbie­ra­my lek­tu­rę książ­ki. W inter­ne­cie dzie­je się to szyb­ko. Jest tekst, jest puen­ta, jest infor­ma­cja. Czy­ta­jąc książ­kę nie­cier­pli­wi­my się. Cze­ka­my na roz­wój akcji, cze­ka­my na jej zakoń­cze­nie, wnio­ski, puen­tę. Nie wystar­czy 5–10 minut, nie wystar­czy nawet godzi­na! Więk­szość ludzi nie daje rady. Ci, któ­rym uda­je się przez to prze­brnąć, robią to szyb­ko. Są głod­ni wie­dzy, głod­ni histo­rii. Poły­ka­ją książ­kę za książ­ką, a po czwar­tej orien­tu­ją się, że nie wie­dzą, co było w pierw­szej. A może się nie orien­tu­ją? Bie­gną dalej.

 

Co to jest slow reading?

 

Slow reading pole­ga na zwol­nie­niu tem­pa czy­ta­nia, jak i odej­ściu od czy­tel­ni­cze­go wyści­gu szczu­rów. Według idei powin­ni­śmy sku­pić się na samej czyn­no­ści, jaką jest czy­ta­nie tu i teraz. Czę­sto czy­ta­jąc jed­ną pozy­cję, gdzieś z tyłu gło­wy mamy sto­sik ksią­żek, któ­re jesz­cze chcie­li­by­śmy poznać. Przez to czy­ta­my szyb­ciej i po lek­tu­rze kil­ku pozy­cji nie pamię­ta­my już o czym była ta, któ­rą prze­ro­bi­li­śmy dwa mie­sią­ce temu. Slow reading to tak­że odej­ście od kolek­cjo­no­wa­nia okła­dek, przy­sło­wio­we­go odha­cza­nia tytu­łów. Dla wyznaw­ców idei mniej zna­czy wię­cej. Dzię­ki tej tech­ni­ce powin­ni­śmy zacząć odczu­wać więk­szą przy­jem­ność z czy­ta­nia, popra­wi się też zdol­ność do kon­cen­tra­cji. Czy­ta­nie jest też jed­ną z naj­bar­dziej odstre­so­wu­ją­cych czyn­no­ści. Ludzie czy­ta­ją­cy powo­li nie boją się wra­cać do sta­rych lek­tur kosz­tem pozna­nia nowych. Jeże­li dana książ­ka wywo­ła­ła w nich pozy­tyw­ne emo­cje z chę­cią prze­czy­ta­ją ją jesz­cze kil­ka razy, ponie­waż nie czy­ta­ją ksią­żek “na ilość”.

 

Jak cele­bro­wać slow reading?

 

  • Na począ­tek świa­do­mie wygo­spo­da­ruj czas na czy­ta­nie. Waż­ny jest też wybór miej­sca. Oczy­wi­ście powin­no być ciche i wygod­ne, ale o tym nie trze­ba prze­cież pisać. Zale­ca się rów­nież wyłą­cze­nie wszyst­kich sprzę­tów elek­tro­nicz­nych, tak aby nic nie roz­pra­sza­ło Cię pod­czas lek­tu­ry.
  • Gdy wybie­rzesz już czas i miej­sce jesz­cze przed otwar­ciem książ­ki zamknij oczy i weź 5 głę­bo­kich odde­chów sku­pia­jąc się tyl­ko i wyłącz­nie na nich. Cho­dzi o zre­lak­so­wa­nie się i spo­wol­nie­nie tem­pa oddy­cha­nia.
  • Zacznij czy­tać sku­pia­jąc się na każ­dej linij­ce, każ­dym sło­wie w tek­ście. Nie ska­nuj kart­ki wzro­kiem, a delek­tuj się lek­tu­rą.
  • Jeśli zorien­tu­jesz się, że prze­czy­ta­łeś wła­śnie pół stro­ny, a myśla­łeś zupeł­nie o czymś innym powtórz dany aka­pit. Możesz szep­tać sło­wa na głos, to pomo­że Ci ponow­nie się skon­cen­tro­wać.
  • Rób notat­ki, odry­waj się od lek­tu­ry. Zasta­nów się nad tym, co czy­tasz, a naj­le­piej streść w kil­ku zda­niach na osob­nej kart­ce papie­ru ostat­ni prze­czy­ta­ny roz­dział. Dzię­ki tej pro­stej czyn­no­ści zapa­mię­tasz wię­cej z czy­ta­nej książ­ki oraz moż­li­we, że odkry­jesz rze­czy, któ­rych wcze­śniej nie zauwa­ży­łeś.

slow reading

 

Cie­ka­wost­ki

 

  • Już Nie­tz­sche uwa­żał sie­bie i innych filo­lo­gów za “nauczy­cie­li powol­ne­go czy­ta­nia” i choć słyn­ny filo­zof miał na myśli raczej świa­do­me czy­ta­nie niż jego fizycz­ne zwol­nie­nie, trze­ba przy­znać, że użył tego sfor­mu­ło­wa­nia jako pierw­szy.
  • Podob­no ulu­bio­ne frag­men­ty ksią­żek czy­ta­my auto­ma­tycz­nie wol­niej, co moż­na wyko­rzy­stać w rekla­mie np. umiesz­cza­jąc tam frag­men­ty poezji, by na dłu­żej przy­kuć uwa­gę czy­tel­ni­ka.
  • Bada­nia wyka­za­ły, że 6 minut czy­ta­nia może zni­we­lo­wać stres o 2/3, to wię­cej niż słu­cha­nie muzy­ki. :)
  • Naj­za­baw­niej­sze w tym wszyst­kim jest to, że wpa­dłam na te infor­ma­cje w tygo­dniu, w któ­rym mia­łam prze­cież zacząć naukę szyb­kie­go czy­ta­nia. Nie pierw­szy raz zda­rza mi się, że coś pró­bu­je mnie od tego odcią­gnąć, jak­by ktoś nie chciał, żebym zdo­by­ła tę umie­jęt­ność. ;) Jesz­cze zabaw­niej­szy jest fakt, że argu­men­ty osób czy­ta­ją­cych powo­li i tych, któ­rzy są za szyb­kim czy­ta­niem są dokład­nie takie same! Obie stro­ny mówią o polep­sze­niu się kon­cen­tra­cji, o lep­szym zapa­mię­ty­wa­niu tre­ści, jaki i obni­że­niu pozio­mu stre­su. I komu tu wie­rzyć?

 

“Moje” slow reading, a raczej świa­do­me czy­ta­nie.

 

Czy­ta­jąc książ­ki rów­nież uwa­żam na to, by nie wkrę­cić się w odha­cza­nie lek­tur z listy. Bez­sen­su było­by poświę­ce­nie cza­su na jaką­kol­wiek książ­kę, tyl­ko po to, by powie­dzieć, że się ją prze­czy­ta­ło, a po pew­nym cza­sie nie pamię­tać już jej głów­nych zało­żeń. Mózg potrze­bu­je cza­su na przy­swo­je­nie infor­ma­cji i zwykł robić to w nocy, pod­czas snu. Jed­no­dnio­wa lek­tu­ra książ­ki koń­czy się u mnie zwy­kle tym, że po pew­nym cza­sie nie­zu­peł­nie koja­rzę, o co w niej cho­dzi­ło. Mój spo­sób pole­ga na prze­pla­ta­niu lek­tu­ry kil­ku ksią­żek jed­no­cze­śnie. Wyglą­da to tak, że na Kin­dlu czy­tam jed­ną książ­kę, dru­gą mam na papie­rze, a trze­cia książ­ka skła­da się z wyryw­ko­wych felie­to­nów lub repor­ta­ży, któ­rych treść zamy­ka się na kil­ku-kil­ku­na­stu stro­nach. Czy­tam to, na co mam aktu­al­nie ocho­tę. Ostat­nio prze­cię­łam moją listę wie­czor­ną lek­tu­rą “Małe­go Księ­cia”, bo po pro­stu chcia­łam go prze­czy­tać jesz­cze przed pój­ściem do kina. Nie sta­ram się fizycz­nie czy­tać powo­li. Jakoś auto­ma­tycz­nie zwal­niam, gdy frag­ment jest wyjąt­ko­wo ład­nie napi­sa­ny i auto­ma­tycz­nie przy­śpie­szam, gdy wcią­ga mnie aka­cja. W przy­pad­ku porad­ni­ków i ksią­żek roz­wo­jo­wych sta­ram się odry­wać od lek­tu­ry i robić notat­ki. Naj­wy­god­niej i naj­szyb­ciej piszę je na tele­fo­nie w apli­ka­cji One­No­te.

 

Co Wy myśli­cie o tej idei? Jeste­ście zwo­len­ni­ka­mi powol­ne­go czy­ta­nia, czy raczej woli­cie czy­tać szyb­ko i dużo? Mnie naj­bar­dziej dzi­wi, że tak sprzecz­ne teo­rie mają dawać iden­tycz­ne rezul­ta­ty. Może po pro­stu dobrze, że w ogó­le czy­ta­my? ;)

Do następ­ne­go czy­ta­nia!

Ania

 
Fol­low

  • Pingback: Lista książek na wakacje 2016. Dodaj coś od siebie! - Blue Kangaroo()

  • Joan­na Mur­szew­ska

    Też tak mam, że czy­tam książ­kę za książ­ką i zapo­mi­nam o czym była poprzed­nia. Po pro­stu wiem, że jest tyle ksią­żek, któ­re jesz­cze chcia­ła­bym prze­czy­tać, że spie­szę się, żeby zro­bić to jak naj­szyb­ciej. Szyb­ko czy­tam książ­ki, któ­re mi się podo­ba­ją. Cza­sem pró­bu­ję zwol­nić, ale to w moim przy­pad­ku się zwy­czaj­nie nie spraw­dza.

    • Oj tam, każ­dy ma swój spo­sób na książ­ki. :) Może z cza­sem zaczniesz zapa­mię­ty­wać wię­cej, albo fak­tycz­nie zwol­nisz. Waż­ne, że w ogó­le czy­tasz! :)

  • Ja aku­rat nale­żę do osób, któ­re narze­ka­ją, że czy­ta­ją za mało, i chcia­ły­by wię­cej. ;) Wyda­je mi się,

    że nie czy­tam ani szcze­gól­nie szyb­ko, ani wyjąt­ko­wo wol­no. Tem­po zale­ży pew­nie od wie­lu czyn­ni­ków, naj­bar­dziej chy­ba od moich wła­snych upodo­bań. Na szczę­ście zwy­kle zapa­mię­tu­ję spo­ro tre­ści — a przy­naj­mniej tak mi się wyda­je. :)
    Świet­ny tekst! Zabaw­ne, że do prze­czy­ta­nia nie skło­nił mnie tytuł, ale zdję­cie — są na nim dwie z moich szcze­gól­nie lubia­nych ksią­żek: “Duma i uprze­dze­nie” (mam to samo wyda­nie, jest prze­pięk­ne!) i “Traf­ny wybór” :)

    • Też lubię to wyda­nie. ;) Widzę, że więk­szość osób ma podob­ne zda­nie, co do slow reading. ;)

  • Lubię czy­tać dużo i czy­tam szyb­ko, choć tego nie odczu­wam. Do slow reading też się nie nada­ję, bo jest o tym cele­bro­wa­niu czy­ta­nia, w wygod­nym miej­scu. Ja zaś jadę do szko­ły ponad 20 minut i nie wyobra­żam sobie, bym mia­ła ten czas zmar­no­wać, nie czy­ta­jąc. I może nie umiem, powie­dzieć, o czym czy­ta­łam mie­siąc temu. Jed­nak zapy­ta­na nie o to, co mie­siąc temu, a o tytuł książ­ki, zresz­tą były to „Fila­ry Świa­ta”, to mogła­bym powie­dzieć, o czym to było.
    Ska­no­wa­nie kart­ki wzro­kiem… brr, kie­dyś tak robi­łam na nud­nych opi­sach, gdy chcia­łam wie­dzieć, co dalej. I potem się wra­ca­łam kil­ka stron nawet, bo w tym nud­nym opi­sie było coś koniecz­ne­go do zro­zu­mie­nia dal­szej akcji.

    • I tak źle i tak nie­do­brze. Zło­ty śro­dek jak zwy­kle recep­tą na wszyst­ko. ;)

  • Prak­ty­ku­ję od zawsze, a dopie­ro pozna­łam nazwę.
    Kocham zanu­rzać się w książ­kach i myśleć nad nimi tyle, że nawet tydzień póź­nej czu­ję, że jakaś część mnie jest jesz­cze w książ­ce. A tak btw. to świet­ny blog, genial­nie piszesz, dzi­siaj cię “odkry­łam” i nad­ra­biam posty. :)

  • Tak, tak, tak! Sama czy­tam dość wol­no, wra­cam do poprzed­niej stro­ny, jeśli nic z niej nie wiem, cza­sa­mi czy­tam powo­li i dokład­nie, myśląc o tym, co autor miał na myśli… I to ma swo­je plu­sy! Pamię­tam tytu­ły ksią­żek, któ­re poru­szy­ły mnie w jakiś spo­sób, wra­cam do tych, któ­re już prze­czy­ta­łam, ale znów mam ocho­tę. Moja sio­stra czy­ta­ła ina­czej — poły­ka­ła książ­ki w cza­sie o poło­wę krót­szym od moje­go, jed­na za dru­gą, a póź­niej nie potra­fi­ła opo­wie­dzieć, jaka wła­ści­wie była fabu­ła.
    Po tym wpi­sie utwier­dzam się w pew­no­ści, że wszyst­ko ze mną ok ;-)

  • Idea słusz­na. Kie­dyś pochła­nia­łam książ­ki jed­na za dru­gą, ale nic z tego nie wyno­si­łam. Czy­ta­łam wszę­dzie — na przy­stan­ku, w pocze­kal­ni do leka­rza, pomię­dzy lek­cja­mi… Gdzieś ucie­kła mi ta przy­jem­ność z czy­ta­nia. Teraz wolę mieć spo­kój, ulu­bio­ny kubek z gorą­cą her­ba­tą, kocyk, tyl­ko ja i książ­ka — per­fek­cyj­na rand­ka. Doce­niam takie chwi­le.

  • Kie­dyś uczest­ni­czy­łam w kur­sie szyb­kie­go czy­ta­nia i pamię­tam, że sam pro­wa­dzą­cy powie­dział, że tech­ni­ka szyb­kie­go czy­ta­nia jest przede wszyst­kim dla ksią­żek nauko­wych, tych, któ­rych musi­my się po pro­stu nauczyć, wynieść jak naj­wię­cej infor­ma­cji. Nie­ko­niecz­nie są to książ­ki, któ­re chce­my czy­tać, tyl­ko takie, do któ­rych studia/praca/sytuacja nas zmu­sza. Ten pan, pomi­mo wie­lo­let­niej prak­ty­ki szyb­kie­go czy­ta­nia i napraw­dę dużej wie­dzy w tym tema­cie sam się przy­znał, że kie­dy czy­ta coś po pro­stu dla przy­jem­no­ści to zwal­nia do nor­mal­ne­go “ludz­kie­go” tem­pa. I ja się z nim w tym zga­dzam. Cho­ciaż oso­bi­ście też mam duże zróż­ni­co­wa­nie w szyb­ko­ści czy­ta­nia tych ksią­żek “dla przy­jem­no­ści”. Jeże­li jest to książ­ka peł­na zwro­tów akcji, trzy­ma­ją­ca w napię­ciu, to czy­tam ją szyb­ko, bo chcę się dowie­dzieć co będzie dalej. Nato­miast bar­dziej luź­ne, spo­koj­ne książ­ki, czy­tam… spo­koj­nie :D
    Ale jed­na rzecz spodo­ba­ła mi się szcze­gól­nie w kon­cep­cji slow reading — czy­ta­nie tych samych ksią­żek. Zda­rza mi się wra­cać do tych samych ksią­żek, do nie­któ­rych nawet kil­ka­na­ście razy (Har­ry Pot­ter pozdra­wiam :D). I za każ­dym razem odkry­wam coś nowe­go. I pamię­tam też, że książ­ki te czy­ta­łam cza­sem za pierw­szym razem w kil­ka godzin, a dopie­ro z kolej­ny­mi raza­mi przy­szedł czas na delek­to­wa­nie się każ­dym sło­wem. Cho­ciaż wyrzu­ty sumie­nia są, bo tyle ksią­żek do prze­czy­ta­nia, a ja wra­cam do tych sta­rych… ;)
    Ależ się roz­pi­sa­łam :) Pod­su­mo­wu­jąc, wyda­je mi się, że wszę­dzie cho­dzi o zacho­wa­nie rów­no­wa­gi :)

  • Justy­na Pau­la Soboń­ska

    Myślę, że każ­dy spo­sób by zachę­cić do czy­tel­nic­twa jest dobry. Może slow reading jest jed­nym z nich?

  • Podo­ba mi się ta idea, choć przy­znam szcze­rze, że odkąd pamię­tam, sta­ram się czy­tać swo­im tem­pem — bez pośpie­chu, bez chę­ci odha­cze­nia, w koń­cu to powin­na być przy­jem­ność, o ile mówi­my oczy­wi­ście o pozy­cjach, po któ­re się­ga­my dobro­wol­nie, a nie dla­te­go, że względ­nie powin­ni­śmy — np. na uczel­nię, czy do pra­cy. Mam też ten­den­cję do kolek­cjo­no­wa­nia tych ksią­żek, któ­re jakoś szcze­gól­nie do mnie tra­fi­ły — nawet, jeśli prze­czy­ta­łam jakąś pozy­cję z biblio­te­ki, potra­fi­łam póź­niej pójść do empi­ku, by kupić ją tyl­ko po to, aby sta­ła póź­niej na pół­ce — zyski­wa­łam świa­do­mość, że za kil­ka lat, gdy będę czu­ła potrze­bę wró­ce­nia do niej — po pro­stu podej­dę do rega­łu :)

    • Jest coś takie­go, ale ja tak mia­łam w życiu tyl­ko z jed­ną książ­ką. Chy­ba wła­śnie cho­dzi o to, żeby każ­dy wyro­bił sobie swój spo­sób na czy­ta­nie, nie trze­ba zawsze nale­żeć do jakie­goś nur­tu. :)

  • Wolę czy­tać swo­im tem­pem nie patrząc na tech­ni­ki szyb­kie­go czy powol­ne­go czy­ta­nia. Gdy czy­ta­łam kodek­sy i inne dzi­wac­twa chcia­łam mieć to jak naj­szyb­ciej z gło­wy, czy­ta­jąc dla przy­jem­no­ści czy­tam tak, jak mi się podo­ba :)

  • Jak dla mnie to jest kolej­na moda na wszyst­ko co się nazy­wa slow. Zasa­da kaca po prze­czy­ta­niu książ­ki ma się bar­dzo dobrze. Może po pro­stu cho­dzi o to żeby zro­bić sobie kil­ka dni odste­pu mię­dzy jed­ną a dru­gą pozy­cją żeby o niej pomy­śleć w spo­ko­ju.

    • Nie sły­sza­łam o zasa­dzie kaca? ;p

  • Ogól­nie faj­na ta idea :D Nie jestem jakąś ‘kone­ser­ką’ ksią­żek, lubię czy­tać ale cież­ko wygo­spo­da­ro­wać mi czas… Wbrew idei posta­wi­łam sobie wyzwa­nie książ­ko­we by w waka­cje prze­czy­tać 5 ksią­żek… wciąż męczę dru­gą (któ­ra jest nawet na Two­im zdję­ciu- tak! męczę dalej ‘Traf­ny wybór’ i te mało­mia­stecz­ko­we intry­gi :D).

    • Widzisz, męczą­ce! ;) Ale za to Ty w tym cza­sie zoba­czy­łaś pew­nie jakiś milion fil­mów, a u mnie w te waka­cje sła­bo jakoś z fil­ma­mi. Serio, może z 3–4 zoba­czy­łam. ;p

  • Joan­na Grams

    Ja daw­niej czy­ta­łam dużo, nawet bar­dzo dużo, ale od jakie­goś cza­su nie potra­fię zna­leźć książ­ki dla sie­bie. Kupu­je nowe pozy­cje czy to w for­mie papie­ro­wej, czy na Kin­dle, nie­któ­re nawet prze­czy­tam i to z przy­jem­no­ścią, jed­nak­że nie wywo­łu­ją u mnie zachwy­tu. Odkąd zaczę­łam czy­tać książ­ki nauko­we (Do pra­cy licen­cjac­kiej, na stu­dia czy po pro­stu zwią­za­ne z tema­tem jaki mnie inte­re­su­je) zani­kła u mnie chęć i umie­jęt­ność czy­ta­nia powie­ści. Po kil­ku stro­nach mnie nudzą, są zupeł­nie nie­in­te­re­su­ją­ce (nawet te, któ­ry­mi nie­gdyś się zachwy­ca­łam). Z kolei książ­ki nauko­we wyma­ga­ją duże­go sku­pie­nia i czę­sto ich czy­ta­nie jest nie­zwy­kle męczą­ce ze wzglę­du na potęż­na daw­kę wie­dzy, koniecz­ność ana­li­zo­wa­nia róż­nych rze­czy, przy­po­mi­na­nia sobie, doczy­ty­wa­nia infor­ma­cji na jakiś temat wspo­mnia­ny w książ­ce. Chy­ba mam kry­zys czy­ta­nia. Czy­ta­jąc ten wpis, zaczę­łam się zasta­na­wiać czy slow reading by mi pomógł. Może mój pro­blem jest spo­wo­do­wa­ny wła­śnie zbyt dużą licz­bą krót­kich tre­ści, któ­re do mnie docie­ra­ją i szyb­kim oraz pobież­nym kon­su­mo­wa­niem arty­ku­łów i innych tre­ści publi­ko­wa­nych w inter­ne­cie.

    • Wiesz, że to bar­dzo moż­li­we? Tyl­ko, że mi teo­re­tycz­nie też trud­no jest się sku­pić na książ­ce, ale potra­fi mnie zachwy­cić. A może po pro­stu masz taki okres w życiu?

    • Mam podob­nie — im wię­cej prze­czy­ta­łam, tym bar­dziej wybred­na się zro­bi­łam. Cza­sa­mi napraw­dę cięż­ko mi zna­leźć coś dla sie­bie. Wyro­bi­ła się u mnie manie­ra porzu­ca­nia ksią­żek, któ­re mnie nie inte­re­su­ją, przede wszyst­kim są to kry­mi­na­ły. Punk­ty kul­mi­na­cyj­ne wywo­łu­ją u mnie wybuch śmie­chu, a nie dresz­czyk gro­zy, ale widocz­nie nie jest to nurt dla mnie. Nie mar­nu­ję cza­su na przy­mu­sza­nie się do czy­ta­nia, ale nie widzę w tym nic złe­go :)

  • Jestem całym ser­cem za slow reading. Dla mnie to nie jest moda, ani żad­na tech­ni­ka. To czy­sta przy­jem­ność obco­wa­nia ze sło­wem pisa­nym! Nigdy, prze­nig­dy nie chcia­łam posia­dać umie­jęt­no­ści szyb­kie­go czy­ta­nia. Czas z książ­ką nigdy nie jest cza­sem stra­co­nym :)

    • W sumie to jak­bym mia­ła sko­ja­rzyć slow reading z jakąś oso­bą, to była­byś nią wła­śnie Ty. ;)

  • Przede wszyst­kim nie potra­fię czy­tać dwóch ksią­żek naraz, tzn na pew­no nie fabu­lar­nych. Pró­bo­wa­łam kie­dyś, ale nie­ste­ty, nie da rady :(
    Lubię czy­tać wol­no i cele­bro­wać każ­de zda­nie, kie­dy książ­ka wyjąt­ko­wo mi się podo­ba. Wte­dy jak naj­dłu­żej nie chcę jej koń­czyć. Ale np. “Anio­ły i demo­ny” czy­ta­łam szyb­ko, bo taka spe­cy­fi­ka tej lek­tu­ry-fak­tycz­nie, chcia­łam wie­dzieć co dalej i zaglą­da­łam nawet na kolej­ną stro­nę, ale nie uwa­żam, że to źle. Wręcz prze­ciw­nie, to znak, że książ­ka speł­ni­ła swe zada­nie :)

    • Racja! Zafa­scy­no­wa­ła Cię. Ja mia­łam kil­ka razy tak, że czy­ta­łam ostat­nie sło­wo, albo ostat­nie zda­nie książ­ki. Nie dało się z nie­go wycią­gnąć zakoń­cze­nia, ale po pro­stu chcia­łam je znać. ;p

  • Ostat­nio wła­śnie tak mam, że czy­tam książ­kę za książ­ką i potem już nie wiem któ­ra była o czym :)

  • To chy­ba zale­ży od oso­by. Od cha­rak­te­ru i tego jaka oso­ba jest na co dzień. Ja się chy­ba lepiej sku­piam na książ­ce kie­dy czy­tam powo­li. Kie­dy total­nie nic mnie nie roz­pra­sza i mogę na spo­koj­nie prze­czy­tać kil­ka razy ten sam frag­ment żeby lepiej zapa­mię­tać. Dla­te­go nie­wie­le pamię­tam z porad­ni­ków i ksią­żek o roz­wo­ju oso­bi­stym czy­ta­nych w war­szaw­skich auto­bu­sach w dro­dze do pra­cy.

    • Czy­li fabu­lar­ne do auto­bu­su, a roz­wo­jo­we do podusz­ki. ;D

  • No wła­śnie to jest zabaw­ne, że czy­ta­jąc o zale­tach wol­ne­go czy­ta­nia przy­po­mi­na­ły mi się iden­tycz­ne argu­men­ty za szyb­kim czy­ta­niem przed­sta­wia­ne w książ­ce Buza­na:)

    Dla prze­cięt­ne­go czy­tel­ni­ka nie ma tutaj dyle­ma­tu, bo ludzie dzi­siaj czy­ta­ją czę­sto i wol­no i z niskim pozio­mem zro­zu­mie­nia tek­stu. Ja wolę czy­tać szyb­ko (w porów­na­niu do prze­cięt­ne­go czło­wie­ka, bo moje 300–500 sł/min. dupy nie ury­wa), bo celo­we spo­wal­nia­nie czy­ta­nia zmniej­sza rozu­mie­nie tek­stu. Wyjąt­kiem są powie­ści, bo lubię wyobra­żać sobie i chło­nąć każ­dy szcze­gół

    • Ale nie prze­ję­łam się tym i ćwi­czy­łam już szyb­kie czy­ta­nie. Prze­czy­ta­łam rów­nież frag­men­ty, któ­re mi pole­ci­łeś. Dzię­ku­ję. :)

  • Uczy­łam się szyb­ko czy­tać i przez pewien czas potra­fi­łam tak czy­tać. Tyl­ko, że kom­plet­nie nic z tego nie pamię­ta­łam. Dopie­ro jak odpo­wia­da­łam na pyta­nia ( pod­ręcz­nik szyb­kie­go czy­ta­nia) to oka­zy­wa­ło się, że nagle znam odpo­wiedź. Ale żeby znać całą histo­rię — nie.
    Jeśli moż­na powie­dzieć, że slow reading to czy­ta­nie tyl­ko tych ksią­żek, któ­re rze­czy­wi­ście nas inte­re­su­ją, to tyl­ko tak czy­tam książ­ki. Czy­tam mało, bo tyl­ko bio­gra­fie i spe­cja­li­stycz­ne i tre­ści na blo­gach. Ale tyl­ko takie mi odpo­wia­da­ją.
    Wyda­je mi się, że tego slow już robi się za dużo; może nie wszyst­ko potrze­bu­je nazwy.

    • Zde­cy­do­wa­nie tak! Nie wszyst­ko potrze­bu­je nazwy i po pro­stu naj­le­piej jest zna­leźć swój spo­sób. :)

  • Zda­rza mi się czy­tać książ­kę w trak­cie goto­wa­nia, dla­te­go wer­sja slow nie jest dla mnie. Co do zapa­mię­ty­wa­nia o czym była dana książ­ka, to sły­sza­łam, że poma­ga prze­kart­ko­wa­nie książ­ki po prze­czy­ta­niu i uło­że­nie kil­ku zdań opi­su­ją­cych fabu­łę :)

    • Też o tym sły­sza­łam. Tzn nie o prze­kart­ko­wa­niu, ale o stresz­cze­niu ostat­nie­go roz­dzia­łu. Ale faj­nie, że o tym napi­sa­łaś. Wzmoc­nię spo­sób o prze­kart­ko­wy­wa­nie. :)

  • Boski arty­kuł. I w sumie nic wię­cej nie mam do doda­nia, bo w mia­rę lek­tu­ry tego co napi­sa­łaś, widzia­łam, jak docho­dzisz do podob­nych kon­klu­zji. Spo­wal­nia­nie czy­ta­nia na siłę jest bez sen­su, bo mój mózg sam dosto­so­wu­je tem­po. Jeśli widzę, że niby czy­tam i czy­tam, a stron nie uby­wa, ode­chcie­wa mi się czy­tać — nie prze­pa­dam za gru­by­mi tomisz­cza­mi. Czy­ta­nie jest przy­jem­no­ścią, nie ma co się śpie­szyć i pochła­niać lite­ry na odwal się. Świa­do­mie czy­ta­nie jest ide­al­ne! :)

  • Iza­be­la Kor­net

    Chy­ba nie przy­wią­zu­ję się do żad­nej z teo­rii. Ja mam swo­ją. Jak coś muszę czy­tać — daw­niej lek­tu­rę, teraz przypadki/podręcznik/jakieś pra­ce, robię to szyb­ko, ale w ciszy i peł­nym sku­pie­niu. Gdy czy­tam książ­ki — uwiel­biam robić notat­ki. Gdy się zamy­ślam — ZAWSZE wra­cam do poprzed­nie­go aka­pi­tu lub poprzed­niej stro­ny, bo póź­niej się czu­ję, jak­by mnie coś omi­nę­ło ;)

    • No pew­nie, nie wyobra­żam sobie nie wró­cić i faj­nie, że tak lubisz robić notat­ki, bo mi się cza­sem nie chce, ale się zmu­szam, bo wiem, że ina­czej zmar­no­wa­ła­bym tę książ­kę i czas.