Jak poradzić sobie z długotrwałym złym samopoczuciem.

 

Nie chciałabym w tym wpisie zabrzmieć jak specjalista od poprawiania humoru, a raczej koleżanka, która chce podzielić się z Tobą swoimi obserwacjami. ;) Złe samopoczucie może wynikać z takich błahostek, jak brzydka pogoda, czy chwilowe niepowodzenie. Gorzej, jeżeli utrzymuje się całymi dniami, a nawet tygodniami, wtedy nie wystarczy przysłowiowe „kakałko”. Dobrze jest przyjrzeć się bliżej swoim emocjom i poświęcić chwilkę na odszukanie przyczyn, które je wywołują.

 

 

Odpowiednie podejście.

Ważna jest świadoma obserwacja swojego stanu psychicznego. Spojrzenie z boku na to, jakie mamy myśli, jak się zachowujemy, jak reagujemy na różne informacje i ludzi. Ja staram się robić to na bieżąco, wtedy wychwycenie przyczyny złego samopoczucia jest dużo łatwiejsze. Czasem możemy nawet nie zdawać sobie sprawy, że coś się w nas zmieniło. Takie spojrzenie na siebie samego z boku może być naprawdę ciekawym doświadczeniem. Pamiętam na przykład, jak na początku wakacji dopadł mnie melanchlijny nastrój. To było jeszcze przed obroną, pisałam Wam, że jestem jakaś taka niechętna do działania. Wiecie, co było przyczyną mojego złego samopoczucia? Telewizja. Przeprowadziłam się ze studenckiego mieszkania spowrotem do domu. W tamtym mieszkaniu nie miałam telewizora i nie oglądałam wiadomości. Po powrocie do rodzinnego domu codziennie miałam na to czas. Dodatkowo pogrążały mnie programy typu „Uwaga“, czy „Interwencja“. W połączeniu z wiadomościami po krótkim czasie stworzyły w mojej głowie obraz strasznego świata, wywołały lęk i złe samopoczucie. Fakt, że jestem dość empatyczna i łatwo mi jest przejąć czyjeś emocje sprawiły, że pogrążyłam się w smutku.

 

Jeżeli złe samopoczucie utrzymuje się przez dłuższy czas, to nie szukam tymczasowych zabawek, które mi je poprawią. Czekolada, książka i kołderka działają raczej krótkofalowo, lub na złe samopoczucie, które przyszło do nas tak po prostu, przez złą pogodę, czy jakieś drobne niepowodzenie. Nie jestem dzieckiem, którego uwagę trzeba odwrocić, gdy się przewróci, by nie płakało. ;) Złe samopoczucie utrzymujące się przez kilka dni, tygodni należy potraktować jak problem do rozwiązania. A problemy podobno powinniśmy rozwiązywać tak, jak gdyby były wyzwaniami, nowymi celami. Czyli jak? A no rozbijając je na czynniki pierwsze.

 

złe samopoczucie

 

Złe samopoczucie. Jak rozwiązać ten problem?

Moim sposobem na rozwiązanie problemu złego samopoczucia jest przeprowadzenie rozmowy z samą sobą. Właściwie można zrobić to w myślach, ale najlepiej będzie, gdy spiszesz całość na papierze. Wtedy dobrze widać przyczynę i skutki negatywnego nastawienia, automatycznie nasuwają się też rozwiązania.

  1. Na początku pytam siebie: Jak się czuję? Wypisuję wszystko to, co leży mi na sercu. To, jak się czuję, jakie mam obawy. Żeby ten etap nie zamienił się w godzinę użalania się nad sobą nastawiam budzik na 10-15 minut i po tym czasie przechodzę do następnego punktu.
  2. Dlaczego tak się czuję? Co mnie zasmuca? W tym miejscu należy uważnie obserwować swoje myśli. Dobrze jest zapisać wszystkie, nawet najbardziej niedorzeczne odpowiedzi. Powodem przygnębienia mogą być nie tylko konkretne życiowe sytuacje, jak przykre wydarzenie czy w moim przypadku oglądanie telewizji ale np. tracenie kontroli nad własnym życiem, przybieranie na wadze, wyrzuty sumienia z powodu złej organizacji czy słomianego zapału. To może być naprawdę wszystko.
  3. Jak to mogę zmienić? Jak rozwiązać ten problem? W sytuacji, która zdażyła mi się na początku wakacji rozwiązaniem problemu było po prostu niewłączanie telewizora, albo unikanie wchodzenia do pomieszczenia, gdy inni oglądali telewizję. Wiadomo, że rozwiązań może być wiele i nie jestem w stanie ich tu wszystkich nazwać, ale jedyne na co chcę zwrócić uwagę, to fakt, że najprawdopodobniej konieczne będzie rozpisanie kolejnej listy, tym razem takiej, która krok po kroku rozwiązuje problem, który jest przyczyną długotrwałego złego samopoczucia.
  4. Do dzieła! Nie ma co użalać się nad sobą! Jak najszybsza zmiana tego stanu jest teraz Twoim celem. Długo utrzymującego się złe samopoczucie jest po prostu nieopłacalne. Jesteśmy wtedy zniechęceni do działania, nic nam się nie chce, pracujemy gorzej. Z czasem wpadamy w błędne koło i czujemy się źle, tylko dlatego, że tak bardzo nic nam się nie chce. Dobrze wtedy jest przerwać rutynę i dlatego radosne piosenki, ruch, czekolada poprawiają nam humor i fajnie jest korzystać z tych wspomagaczy, bo są one świetną odskocznią. Staram się jednak pamiętać, by po ich wykorzystaniu natychmiast zabrać się za odszukanie przyczyny złego samopoczucia i rozwiązanie tego problemu.

 

Możliwe, że ten wpis wpasowuję się delikatnie w temat jesiennej chandry. Ja co roku przerabiam go w podobny sposób. Etap I: „A co to za wymysł ta jesienna chandra?“ Etap II: „Ale piękna jesień, te liście takie kolorowe!“ Etap III (gdzieś pod koniec listopada): „Życie nie ma sensu.“.  ;) Jednakże jesienna chandra wynika zwykle z coraz to krótszego dnia oraz obniżenia temperatury, a dzisiaj chciałam opowiedzieć raczej o sposobie na zły humor, którego nie da się tak łatwo uciszyć, bo jego przyczyna leży znacznie głębiej. Jeżeli jednak ktoś z Was potrzebowałby czegoś lżejszego, to napisałam kiedyś tekst o 7 krokach do najlepszego dnia w życiu, które regularnie stosuję, żeby każdy dzień był pełen pozytywnej energii. ;)

 

Życzę Wam dużo dobrego humoru i do następnego czytania!

Ania

  • Pingback: Walka ze stresem. Jak nie stresować się studiami. cz. II - Blue Kangaroo()

  • Dobry wpis i ciekawe rady. Sam tak robię i wiem, że to działa :)

  • Na pewno skorzystam z Twoich rad, bo od paru dni chodzę przygnębiona i przybita, a więc problem jest. Może to głupio zabrzmi, ale nie przyszło mi do głowy rozłożyć go na czynniki pierwsze…

    • Nie, nie brzmi to głupio. ;) Mam nadzieję, że w ten sposób uda Ci się znaleźć źródło problemu. :)

  • Mi pomaga nazwanie emocji, którą w danej chwili czuję i zastanowienie się dlatego:)

    • Też tak robię! :) Ten sposób sprawdza się u mnie zwykle w nagłych przypadkach zdenerwowania. Najśmieszniejsze jest teraz to, że tak często i automatycznie go stosuję, że zapomniałam o jego istnieniu i o tym, że ktoś może tak nie robić. Zastanawiam się skąd ja się o tym dowiedziałam, nie było tego czasem w książce „Obudź w sobie olbrzyma”?

      • Nie wiem, jeszcze jej nie czytałam ?

  • Tylko, że czasami (zazwyczaj) przy obniżonym nastroju nie jest łatwo (lub w niektórych przypadkach nie ma) konkretnej rzeczy lub zjawiska obniżającego ten nastrój. Naturalną metodą przy obniżonym nastroju gdy człowiek ma dosyć siebie i swojego „rozlania” próbuje szukać przyczyn i czasami może to tylko przysporzyć problemów, gdy się nakręci i pomyli wyobrażenia z rzeczywistością. Ja proponuję iść do psychologa. Naprawdę. I jako prosperujący i jako osoba, która właśnie w takiej chwili tam poszła. Jesienna chandra- w porządku, ale jeśli taki stan utrzymuje się ponad 2 tygodnie do kilku miesięcy (!) to już samemu będzie ciężko. ;)

    • Hmm w sumie to w tym tekście mówię o takim pośrednim etapie. Tzn. nie o chwilowym, złym nastroju, który trwa załóżmy dzień czy dwa, a czymś, co jest później. Ja bym pomyślała, że psychologa powinno się odwiedzić, jeżeli trwa to już ponad miesiąc, ale może dlatego, że zawsze mi się wydawało, że psychologowie nie lubią takich ludzi, którzy z byle problemem przychodzą i zawracają im głowę. Ale skoro mówi to prosperujący psycholog to pewnie się mylę. Jak to jest z takimi pacjentami? :)

  • U mnie zawsze działa odpoczynek, relaks – choćby na chwilę i mały odskok od rzeczywistości, albo wyjście do ludzi;)

  • Mi zawsze pomaga sport lub jakikolwiek wysiłek fizyczny. Po porządnym treningu od razu chce się żyć. Polecam :)

    PS: Zjadłaś literkę tutaj: „Złe samo­po­czu­cie utrzy­ujące się przez kilka dni”

  • Mam nadzieję, że ten post nigdy mi się nie przyda :D

  • Powiem Ci, że ja rozbrajam zły nastrój w bardzo podobny sposób. Tzn., może nie rozpisuję sobie tego wszystkiego na czynniki pierwsze. Ale zazwyczaj siadam spokojnie i zastanawiam się: o co właściwie mi chodzi? Dlaczego jestem zdenerwowana, smutna, zniechęcona i czy są jakieś naprawdę istotne powody? Bardzo często okazuję się że chodzi o jakąś błahostkę, którą w myślach rozdmuchałam do ogromnych rozmiarów. Albo przejmuję się czymś, na co zupełnie nie mam wpływu, porównuję się do kogoś innego, jestem pod wpływem zachowania jakiejś innej osoby. Takie dotarcie do źródła problemu pozwala złapać dystans i bardzo często jest pierwszym krokiem do odzyskania dobrego humoru :)
    Ach, baw się dobrze w Barcelonie :*

  • Czasami zdarza mi się, że kompletnie nic mi się nie chce, a najchętniej to przyniosłabym sobie do łóżka kilka sztyletów albo maczet i rzucała w każdego, kto się do mnie zbliży. :D Ale mimo wszystko staram się z tym jakoś walczyć, chociaż skutki bywają różne. :)

  • Oj tak jesienna chandra, zaraz się zacznie typowe narzekanie XD nie mozna mu się dac :D